Ładne wydanie, duża czytelna czcionka - dzięki temu czułam, że jestem w stanie odetchnąć tą książką, a nie wręcz odwrotnie czuć się nią przyduszona.
Ogrodniczka ze mnie marna, ba, tragiczna, ale nie sięgnęłam
po tą publikację po to, aby nauczyć się hodowli róż. Od jakiegoś czasu czytałam
o niej w samych superlatywach i chciałam na własne oczy przekonać się czy
rzeczywiście jest ona taka ciekawa jak wszyscy ją malują, czy może jednak jest to wiele hałasu o nic.Co jest warte uznania, to narracja, która jest prowadzona z perspektywy głównej bohaterki Gal. To zdecydowanie mój ulubiony typ narracji.
Czy Gal jest kobietą, która nie daje nic w zamian? Nie, z pewnością nie. Jej siostrzenica pomogła jej się przeobrazić, z robota znowu stworzyła z niej człowieka.
Wcześniejsze wypowiedzi i refleksje Gal są oschłe i pełne sarkazmu. Jej wewnętrzne monologi i opowiadanie o sobie są miejscami bardzo zabawne, miejscami odbiorca potrafi niewspółmiernie się nad nimi zasmucić, innym razem intensywnie myśli nad jej losem starając się z nią utożsamić i zrozumieć.
Czy jej miłość do róż to tęsknota za prawdziwą miłością? Za niespełnieniem? Możliwe, że po części i tak, ale ona po prostu to kocha. Kto wie, możemy tylko sobie gdybać czy brak miłości do osób zastępuje sobie emocjami związanymi z hodowlą róż. Jakie to piękne hobby. Mi niestety brak cierpliwości do takiego ciągłego, rutynowego sprawdzania, podlewania, dbania o rośliny. Niesamowite, jakie to jest pracochłonne zajęcie! Na szczęście na naszej działce króluje mój teść, możliwe, że i ja z czasem pokocham te czynności, bo jest to jednak sama przyjemność, potrzeba na to tylko czasu.
Gal dojrzewa jak róża, rodzi się na nowo, jak jej wyhodowana róża "Riley", powstaje jak Feniks z popiołów.
Wspaniała, pełna emocji, wzruszająca, zachęcająca do refleksji nad swoją codziennością historia. Aż się robi ciepło i miło na sercu czytając takie powieści. Polecam każdemu.
Nadal nie mogę uwierzyć, że Gal przy swoim wzroście prawie 150 cm, ma stopę o rozmiarze 42!!!???!!! :))) Niebywałe, prawda?
![]() |
| Margaret Dilloway |
Margaret Dilloway dorastała w San Diego w Kalifornii. Jest córką Japonki i Amerykanina. Pisała odkąd nauczyła się pisać, ale zajmowała się także innymi formami sztuki np. w Art Studio w Scripps College. Po studiach pracowała jako redaktor dla dwóch tygodników.
Mieszka w San Diego w Kalifornii z dziećmi i mężem.
Napisała i wydała dwie książki: "Jak być amerykańską gospodynią domową" oraz "Sztuka uprawiania róż z kolcami". -tekst z http://lubimyczytac.pl/autor/80766/margaret-dilloway
tłumaczenie: Anna Jędrzejczyk
tytuł oryginału: The Care and Handling of Roses with Thorns
wydawnictwo: M
data wydania: 2013 (data przybliżona)
ISBN: 9788375955323
liczba stron: 440
słowa kluczowe: przyjaźń, miłość, wybory, hodowla, róże
kategoria: literatura współczesna
język: polski
typ: papier
zdjęcia: lubimyczytac.pl
wyzwania:
Za książkę dziękuję:



Mam chęć na tę książkę, w sumie już myślałam o niej od dawna, tylko zawsze na pierwszy plan wyskoczą inne książki..:)
OdpowiedzUsuńA szkoda, bo warto się z nią zapoznać jak najszybciej!
UsuńZaskoczyłaś mnie, bo nie spodziewałam się po lekturze tej książki niczego nadzwyczajnego, a jednak moje założenia okazały się mylne, co mnie bardzo cieszy, bo tę książkę jakiś czas temu otrzymałam w prezencie.
OdpowiedzUsuńTak, bo okładka i tytuł mówią niewiele na temat treści. Krysiu, nie spotkałam się jeszcze z ani jedną złą opinią o tej książce. I nie ma co się dziwić, jest po prostu bardzo interesująca.
UsuńBardzo dużo czytałem na temat tej książki, być może sięgnę, a i recenzja bardzo dobra, zachęcająca :)
OdpowiedzUsuńDziękuję serdecznie Jarku!
UsuńMyślę, że i Tobie by się spodobała.
Czytałam, wywołała we mnie sporo refleksji.
OdpowiedzUsuńMyślę, że przy tej lekturze rzeczywiście nie da się przejść bez przemyśleń...
UsuńCzekałam na tę recenzję, bo chciałam wiedzieć czy w tej książce jest w ogóle mowa o różach. Okazuje się, że jest :))) Włączam ją zatem na listę do przeczytania, ale to ze względu na ciekawe, skomplikowane relacje rodzinne i emocjonalne.
OdpowiedzUsuń"Wiadro uczuć" piszesz, ciekawy epitet. Czy to wiadro zostaje na kogoś wylane ? ;)
A tak na marginesie: uprawa róż to faktycznie wymagające zajęcie. Ale wiesz o tym od wczoraj ;):))) Nawet w skali ogródka, chyba nawet wtedy bardziej, bo widzisz każdą sztukę, każdy egzemplarz. Ale nie są to delikatne rośliny, potrafią podrapać jak koty :D
Pozdrawiam Cię gorąco i ściskam mocno.
O różach jest wiele, także to lektura i dla Ciebie i dla Twojej małżowiny :))
UsuńObowiązkowa!
Tym wiadrem olewa siebie, siostrzenicę, przyjaciółkę i jeszcze kilka osób ;)
Myślę, że Ci się spodoba, cudowna, ciepła książka.
Wreszcie jest zapowiadana recenzja :)
OdpowiedzUsuńKsiążka mi się podobała, bo lubię narrację pierwszoosobową i niejednoznaczne bohaterki. Myślę, że miłość do róż to namiastka uczuć macierzyńskich, bo Gal kochała swoje róże i troszczyła się o nie tak, jak większość kobiet troszczy się o dzieci.
Dodam jeszcze, że mnie też brakowałoby cierpliwości do bezustannego skakania przy wymagających roślinach. Moja praca kończy się tym, że codziennie podlewam 15 roślin doniczkowych i co jakiś czas je przecieram z kurzu, odrywam uschnięte liście i przesadzam. O cudzie, rosną bardzo ładnie :)
Rzeczywiście, masz rację z tymi dziećmi! Ja to odczytałam tak bardziej ogólnie, na ludzi, ale pewnie masz rację. Fajnie, że każdy może zobaczyć w tej książce coś innego. Kocham za to literaturę.
UsuńJa mam 4 roślinki, ale takie co podlewam raz na 1 tydzień, 2 tygodnie :P
A i tak o nich zapominam - jestem beznadziejna w dbaniu o kwiaty :)
Przyznaję się bez bicia.
Pięknie napisałaś Basiu.
OdpowiedzUsuńKsiążka też mi się bardzo podobała. Czasem wiele a czasem niewiele trzeba by człowiek zrzucił skorupę, pod która wszedł odgradzając się od innych. Dilloway pokazała, że warto to zrobić równiez dla własnego szczęścia.
Dokładnie, dokładnie, dokładnie. Ta książka pomoże się komuś kiedyś otworzyć.
UsuńDziękuję za miłe słowa Natanno xx.
Bardzo ciekawa pozycja. Czytałam ją już jakiś czas temu i do tej pory dobrze ją wspominam.
OdpowiedzUsuńI prawidłowo. Ja to mam tak, że po jej przeczytaniu, co na nią spojrzę, to się do niej uśmiecham. Taka zatopiona w serdeczności lektura.
UsuńBasiu widać, że Ci się książka podobała:) i wiele sobą reprezentuje;) a tak trochę w temacie i nie w temacie;P to mi wszystkie roślinki poza kaktusami i ziołami padają sama nie wiem czemu;P pozdrawiam ciepło
OdpowiedzUsuńMyślę, że i Tobie by się spodobała, naprawdę!
UsuńJuż zwróciłam uwagę na tę książkę, bo jest dość popularna. Twoja recenzja naprawdę zachęca do sięgnięcia:)
OdpowiedzUsuńDziękuję za te słowa. Mam nadzieję, że sięgniesz po nią, bo warrrrrrrrrto!
UsuńNiestety nie dla mnie
OdpowiedzUsuńNie namawiam więc na siłę :)
UsuńCiekawa i życiowa jak mniemam po przeczytaniu recenzji - ach róże ich zapach bym chciała dziś poczuć ;) I kusisz mnie droga Basiu tą książeczką ...:)))
OdpowiedzUsuńMyślę, ze to naprawdę idealna lektura właśnie dla Ciebie Beatko.
Usuńzapisana w notesiku może wpadnie w me rączki :)))
UsuńPoszukaj w bibliotece, jeżeli nie planujesz zakupu.
UsuńKsiążka jest świetna!
OdpowiedzUsuńJakoś nie miałam jej w swoich planach czytelniczych, ale chyba muszę to zmienić:)
OdpowiedzUsuńBardzo ciepła książka, polecam!
UsuńBardzo mnie zaintrygowałaś, Basiu. Chciałabym dostać tę książkę w swoje łapki, ale nawet nie planuję jej kupna, bo co chwilę wpadam na inne perełki i znoszę je do domu. Nawet dziś nie mogłam się oprzeć i kupiłam sobie książkę. :)
OdpowiedzUsuńJa zazwyczaj nie kupuję - tylko biblioteka i nowości ze współpracy recenzenckiej. Ewentualnie czasami antykwariat.
UsuńOj zachęcasz Basiu...skutecznie zachęcasz :) Chyba sięgnę - choć nie wiem kiedy ;P
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi o kwiatki, to mam problem z głowy, bo moje dwa kocurki sobie z nimi poradziły - czego nie zjadły, to zrzuciły. Efekt końcowy był taki sam - musiałam się kwiatków pozbyć :D
:P Moja Helenka też je nieźle podgryzła i raz pozrzucała:)
UsuńDuża czcionka powiadasz, to znaczy że książka jest rzadko napisana, a takie kocham! Szybciej się je czyta i oko się nie męczy.
OdpowiedzUsuńTak, taka przyjemna dla oka, bardzo. Cenię to sobie w publikacjach.
UsuńKiedy znajduję na TL informację o Twoich recenzjach, czytam uważnie :) Zapiszę sobie tytuł do obejrzenia podczas kolejnej wizyty w bibliotece. Lubię, bardzo lubię czytać o emocjach i barrrrrrrrdzo lubię narrację w pierwszej osobie. Nawet jeśli wiem, że to fikcja, dla mnie nosi znamiona autobiograficzne - mniej lub bardziej. W końcu "pisze się sobą"...
OdpowiedzUsuńA co to jest to TL? Chyba jestem zacofana:P
UsuńOlu myślę, że spodobałaby Ci się, ja uśmiecham się na samą myśl o tej książce. Lektura zatopiona w serdeczności.
Czytałam już jakiś czas temu i też mnie urzekła :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że ta lektura tak działa na wszystkich:)
UsuńWszyscy wkoło chwalą tą książkę, to chyba najwyższy, aby po nią sięgnąć :)
OdpowiedzUsuńOczywiście Karolinko! Warto!
UsuńRzeczywiście musiałaby dziwnie wyglądać z takimi dużymi stopami ;)
OdpowiedzUsuńKsiążka zapowiada się na emocjonalną obyczajówkę - widziałam ją w Dedalusie za mniej niż 10 zł, więc przy najbliższej okazji chyba jednak się skuszę ;)
:P Prawda?:) Jeszcze gdyby była wysoka, ale ona była taka niska. A niska pewnie od choroby-od urodzenia chorowała.
UsuńMam w planach od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie było okazji, może w tym roku sie uda. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Jak będziesz miała możliwość to daj jej szansę, bo warto.
UsuńSłyszałam już wiele dobrego o tej książce, chyba się skuszę :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że też by Ci się bardzo spodobała.
UsuńTytuł przykuwa uwagę, intryguje i czytając Twoją recenzję jestem już pewna, że idealnie pasuje do treści książki.
OdpowiedzUsuńHmm, i tak i nie:P Ale jest na pewno oryginalny.
UsuńPo okładce w życiu nie powiedziałabym, że to taka książka :D Przeczytam, przeczytam, jak tylko znajdę trochę więcej czasu... :)
OdpowiedzUsuńCzasami zdarzają się takie... dziwne stworzonka, które są malutkie, a mają ogromny rozmiar stopy :D
Ona chorowała od urodzenia, więc może to to.
UsuńTak, ja też po okładce się tego totalnie bym nie spodziewała.
Miałam przyjemność przeczytać tę książkę i również bardzo mi się podobała:)
OdpowiedzUsuńZgadzam się, trudno nie uznać jej za udaną publikację.
OdpowiedzUsuń