sobota, 11 stycznia 2014

"Gołębiarki" Alice Hoffman (97) / Ann RK w Czytelni - cykl: Wasz weekend w Czytelni, wpis 2/2.


Weekend Ann RK w Czytelni składa się z:


Ann RK, dla mnie Aniula :) - zapewne większości z Was nie muszę jej przedstawiać. Prowadzi ona genialnego bloga Myśli i słowa wiatrem niesione, który jest odwiedzany przez wiele osób.
Ania ma w sobie to... coś. Jej słowa przyciągają jak magnes, pisze mądrze, dojrzale, prosto z serca, potrafi wzruszyć i zmusić do refleksji. Trudno jej nie polubić. Co mi się u niej podoba, to to, że niemal z każdym swoim gościem dyskutuje w komentarzach, są to zawsze interesujące rozmowy, czasami smutne, czasami pełne żartów - każdy może się u niej poczuć jak u siebie. Jej posty są wyważone, inteligentne i nie tak totalnie zakręcone i roztrzepane jak ona sama ;).
Czasami zdarza się, że piszemy sobie z Aniulą maile z których wiele się dowiaduję, np: że Kurnik, to nie tylko kurnik, a Kurnik ;);P Ogólnie rzecz biorąc bardzo śmieszna z niej istota, często chichram się z jej dowcipów do bólu.
Nasza czytelniana bohaterka prowadzi wyzwanie Polacy nie gęsi w którym, oprócz mnie, bierze udział połowa blogosfery;). Literatura polska w Polsce - nie ma się chyba co dziwić popularności tego wspaniałego wyzwania.
Może nie wszyscy wiecie, ale Ania to bardzo kochana osoba - w żadnej bibliotece nie mogłam dostać "Gołębiarek", które mi poleciła. Poprosiłam ją o inną książkę do naszej zabawy, ale ona się nie zgodziła (chyba jednak uwielbia tą powieść) i przysłała mi jej wersję recenzencką. Kochana, prawda? Dziękuję...

Recenzja "Gołębiarek u Aniuli. 
Zdjęcie autorstwa: Ann RK
My tu gadu-gadu, a recenzja sama się nie napisze. Powinnam podobno wspominać o tej książce tylko w samych superlatywach, bo inaczej Mysza - kot Aniuli mnie nieźle potarga. Hmm, zobaczymy jak mi pójdzie... Aż się zestresowałam ;)


------------------------------------------------------------------------

„Pewnego dziesięciolatka skuto, po czym ukrzyżowano, bo nie pokłonił się żołnierzom. Chłopiec cierpiał na głuchotę i nawet nie dosłyszał rozkazu, ale takimi rzeczami nikt się nie przejmował. Światem zaczęła rządzić nienawiść”. 
 „Gołębiarki” to historie czterech kobiet, które zbiegają się w jednym z ostatnich przyczółków Judei – w byłej twierdzy Heroda na zachodnim zboczu góry Masady w roku 70 n.e. 300 wojowników wiernych idei Syjonu próbuje przeżyć i odeprzeć ataki rzymskich legionistów. 300 Żydów przeciwko 10 000 Rzymianom. Nie oszukujmy się, nie mieli szans…

Cztery bohaterki – cztery pory roku.

Jael – córka skrytobójcy,
Riwka – żona piekarza.
Aziza – oblubienica wojownika,
Szira – czarownica z Moabu.

Ojciec Jael jej nienawidzi, wini ją za śmierć matki, która, wydając ją na świat, umarła. Od samego początku nie miała ona lekkiego życia, czuje się potępiona i grzeszna. Jej historia, (tak jak i reszty bohaterek) jest porywająca, niebywała. Kolejne słowa książki spijałam zauroczona, zakochana, zaświergolona po uszy, jakby mi ktoś strzelił jakąś patelnią w głowę - zobaczyłam gwiazdy.

Każda z bohaterek jest kobietą po przejściach. Możemy odczuć, że ich nieszczęścia je odmieniły. Jednak potrafiły się one do siebie zbliżyć i spróbować zrozumieć w ciszy:
„Wiedziałam, że zna język ciszy. Nie zapytałabym jej o przeszłość, tak jak nie zwierzyła jej się z własnych czynów.”
Nie brakuje tutaj koszmarnych opisów porodów, czy bezwzględnych opisów mordów w walce:
„Dwóch młodych wojowników, ledwie chłopców w zbrojach, wymknęło się przez bramę by walczyć z Rzymianami na własną rękę. Legioniści odcięli im głowy, które wrzucili do twierdzy za pomocą katapulty. Oczy mieli wciąż otwarte. Ich matki zaczęły drapać swe ciała, przerażone koszmarem, który nie był snem, lecz jawą.”
Jedyny żal jaki czuję, to myśl, że chciałabym przeczytać więcej informacji historycznych, szczegółów, detali. Aby ten świat wydał mi się bardziej namacalny, bardziej mój, abym poczuła, że jestem tam z nimi. Miałam wrażenie, jakbym widziała to wszystko za mgłą, mętnie, zamazanie. Ale historie są opowiedziane jak legendy, w stylu niemalże biblijnym, więc nie ma co się dziwić moim odczuciom. Tak kiedyś przekazywano sobie opowieści, takim stylem je zapisywano. Autorce należą się brawa - udało jej się przenieść ducha tamtych czasów do powieści. A były to okropne, bezwzględne czasy – pełne głupoty, zabobonów, rytuałów. Jak ja się cieszę, że żyję w XXI wieku. Brak wiedzy medycznej powodował wtedy większą umieralność. Życie ludzkie było mniej szanowane, a ciągłe wojny, mordy i podboje były na porządku dziennym.
Jeżeli kobieta obcowała z żonatym mężczyzną i urodziła jego dziecko, to była ona zrzucana z urwiska, a dziecko trafiało do ojca, pod opiekę jego prawowitej żony. Takich ciekawostek jest w tej książce od groma, czasami czytałam opowieści z otwartą buzią, wiele razy byłam w szoku.

Język – och, ach, trach. Tak się zachwycałam. Jest zwiewny, poetycki, lekki, typowo kobiecy, niemalże romantyczny, ale miejscami bezwzględny (jak każda z nas;) ). Początkowo drażnił mnie swoim przesadnych zawoalowaniem, za wielką romantycznością, czułam się jakby mi ktoś zrzucał kwiaty na głowę i całował i całował i całował. Wydało mi się to męczące, czułam przesyt. Za duża ilość piękna może zamienić się w brzydotę. Ale, ale – nie w przypadku „Gołębiarek”. Porzuciłam swoje wątpliwości dość prędko, zapomniałam o moim głupim osądzie i niesprawiedliwym pierwszym wrażeniu i zatraciłam się w tym języku, niczym pijaczek w swojej flaszeczce.
„Rżysko miało intensywnie żółty kolor, niczym miód przelany do misy.”
Jestem zaczarowana tymi opisami, niektóre słowa są bardzo egzotyczne (np.: nazwy miesięcy) i tym bardziej przyciągające i zapadające w pamięć.
„Księżyc miesiąca AW pulsował czerwienią, a w Jael dojrzewało nowe życie, wypychając z niej wody przed rychłym porodem.”
Co mnie urzekło to niebywała wielowymiarowość tego dzieła. Wątków i myśli jest tysiące, każda pojedyncza opowieść którejkolwiek z bohaterek ma w sobie wiele prawd życiowych i informacji dających wiele do myślenia. „Gołębiarki” to taki skarbczyk wiedzy, myśli, tajemnic, morderstw, niewinności, niepewności, odwagi, i wielu innych przeciwstawnych sobie stanowisk, odczuć, zjawisk. Powieść ukrywa w sobie wiele symboli (np.: symbol lwa zakutego w kajdany, a potem uwolnionego – mam nadzieję, że tak samo mieszkańcy twierdzy ulecieli do wolności). Myślę, że za każdym razem mogłabym odkryć w tej powieści coś innego, coś dodatkowego, spojrzeć na nią pod innym kątem. Jestem nią zachwycona. Aniu, dziękuję, że ją dla mnie odkryłaś.

Komu mogę polecić książkę? Kobietom: córkom, matkom i babciom. Aby poczytały o nich samych, niemal dwa tysiące lat temu to mogłyśmy być my. Naprawdę doceńmy to, że żyjemy w naszych czasach.

Przygnębiająca lektura. Ukazująca hart ducha, jak i ludzkie słabości.
Pokochałam tą twierdzę, umiłowałam sobie ich mieszkańców. Niestety jak wiele nas różni, jakże inne mamy myślenie – koniec był zatrważający, włosy stanęły mi dęba, chciałam wyć z bezradności, niemocy i z ich głupiego i niezrozumiałego dla mnie wyboru. Nie będę Wam zdradzać zwieńczenia tego dzieła, ale wiedzcie, że niemalże złamało mnie ono, złamało jakąś cząstkę mnie. Dla mnie to nie było pełne dumy umieranie, to było istny „przerażający pokaz ohydy”. Dla nich jednak chyba coś więcej...



Literatura: amerykańska
tłumaczenie: Maliborski Bohdan
tytuł oryginału: The Dovekeepers
wydawnictwo: Wielka Litera
data wydania: 25 września 2013
ISBN: 9788363387525
liczba stron: 592
kategoria: historyczna
język: polski
typ: papier
wyzwania:  

--------------------------------------------------------------------


I jak Aniula? Czy Mysza da mi spokój?
Mam w lodówce surową pierś z kurczaka - zdziwię się jak jej nie przekupię :))

54 komentarze:

  1. Cholibka, z deczka się nawet wzruszyłam tym, co napisałaś we wstępie (ale nie pochlebiaj sobie, dziś wzruszyła mnie zbiórka darów dla dzieci z Syrii i mój kot rozkładający się na talerzu po kanapkach - danie główne, czy jak?; widocznie dziś jest dzień wilgotnego oka).

    Bardzo, bardzo, a nawet jeszcze bardziej, cieszy mnie ta recenzja, bo to naprawdę wyjątkowa książka i faktycznie, można się w niej zatracić "niczym pijaczek w swojej flaszeczce". :P

    Mysza jest z Ciebie dumna (choć kurczaczkiem nie pogardzi). :D

    Pozdrawiam,
    śmieszna istota :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślałam, że zwrócisz uwagę na Kurnik, w którym mnie uświadomiłaś ;)
      Uff, nastraszyłaś mnie tą Myszą, ulżyło mi!
      Dziękuję jeszcze raz x.

      Usuń
    2. Jakbym chciała w komentarzu ująć wszystko to, co na zwróciłam uwagę, to by druga notka wyszła. :P

      A wczoraj wieczorem z mężem byliśmy tak padnięci, że każde na laptopie odpaliło Kurnik i graliśmy sobie razem w kości. Bezmyślne klikanie bywa odprężające. :D

      Usuń
    3. :P Ale Wam głupotki w głowach!!! Tak, ale to odpręża.

      Usuń
  2. Chyba jednak skusze się na tę książkę, bo widzę że warto :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wow słyszałam o "Gołębiarkach", ale po Twojej recenzji MUSZĘ je przeczytać. Lektura obowiązkowa!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyżby Ania grała w Kurniku? Ja kiedyś byłam tam stałą bywalczynią, ale już nie jestem, bo szkoda mi czasu.
    Co do ,,Gołębiarek'' to chętnie je poznam, bo chociaż jest to przygnębiająca lektura to również poruszająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygnębia, wzrusza, wzbudza wiele ekstremalnych emocji, polecam gorąco.

      Usuń
  5. Książka prezentuje się całkiem dobrze, ale trochę martwi to słabo zarysowane tło historyczne. W końcu to powieść historyczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale myślę, że to jednak nie mogło być inaczej opowiedziane, bo zabiłoby klimat tej książki. Myślę, że Tobie akurat bardzo by się spodobała. Polecam.

      Usuń
  6. Kiedyś spędzałam mnóstwo czasu grając w literaki na/w Kurniku:P Nie przepadam za historycznymi książkami, ale postaram się ją zdobyć i przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj nie ma tak wiele historii, najważniejsze są odczucia, jakie towarzyszą czytelnikowi podczas czytania tej książki.

      Usuń
  7. Chętnie przeczytam bo brzmi świetnie. Lubię czasem sięgnąć po przygnębiające, ale zmuszające do refleksji książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To z pewnością się nie zawiedziesz.

      Usuń
  8. Dla mnie zakończenie - znane przecież, bo historyczne - było niezwykłym aktem honoru. Jest dla mnie zupełnie zrozumiałe. Wyglądało może barbarzyńsko, ale takie to były czasy, Jestem pewna, że kiedyś odwiedzę Masadę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja rozumiem to zakończenie, ale jakoś mnie strasznie załamało...

      Usuń
  9. Uwielbiam czytać Twoje recenzje :) skoro "Gołębiarki" są aż tak poruszające to jestem zdecydowanie na tak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I powinnaś Kasiu!!! :))
      Dzięki za miłe słowo x.

      Usuń
  10. Oj, muszę przyspieszyć czytanie.
    Potrafisz dać kopa recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się opisać to dokładnie tak jak czułam, a przy okazji Cie zachęcę, to tylko się cieszę :)
      Dziękuję za miłe słowo.

      Usuń
  11. Recenzja świetna, a i Mysza jest dumna, więc tylko zabrać się za czytanie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak. Z tej Myszy, to jednak dobry kotek :)).

      Usuń
  12. Zapowiada się ciekawie :>
    Haha, bardzo miły początek wpisu :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Zapowiada się ciekawie :>
    Haha, bardzo miły początek wpisu :))

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo dobra recenzja Basiu, aż zachciało mi się czytać ta książkę już, teraz. Niestety jej nie mam, bo pewnie już bym ją miała w ręku :) Ale to, co napisałaś o zakończeniu ... Przeraziło mnie tak jakoś, przejęło do szpiku kości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I będziesz miała właśnie takie odczucia na koniec.

      Usuń
  15. Żałuję, że sobie jeszcze tej książki nie sprawiłam, bo bardzo chciałabym ją przeczytać. Te opisy są faktycznie cudowne i czarujące... Takie piękne opisywanie prostych czynności chyba najbardziej świadczy o talencie autorki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, utalentowana z niej bestia :))

      Usuń
  16. Coś mi się zdaje, że dzięki Twej recenzji (a jeszcze zajrzę zaraz na stronę Ani), mam pomysł na kolejną książkę dla mojej mamy. Dziękuję Ci bardzo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że będzie zachwycona, ty też!

      Usuń
    2. Już mam zamówioną! :D

      Usuń
    3. Suuuper, myślę, że się zachwycisz! Ale w bibliotece, czy kupiłaś? Lepiej najpierw z biblioteki, bo nigdy nie wiadomo, czy nie będziesz żałować pieniędzy.

      Usuń
    4. Zakupiona, dzisiaj odbieram paczkę z paczkomatu - na Dzień Babci będzie jak znalazł. Mama ostatnio skończyła sagę Dollangangerów, więc straszne opisy i historie ma we krwi, że tak to określę ;)

      Usuń
    5. W takim razie zazdroszczę:) Myślę, że i Ty i mama będziecie obie bardzo zadowolone!

      Usuń
  17. Nie mogę sobie darować, że miałam promocyjny egzemplarz w ręce i odpuściłam... Muszę wrócić po niego! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd miałaś wiedzieć? Może pożycz z biblioteki? Ale ta książka jest warta kupna, zdecydowanie.

      Usuń
  18. Jak tu nie ulec takim zachwytom? W końcu muszę poznać tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie Kornelciu, myślę, że Ci się spodoba.

      Usuń
  19. Ta książka jest od dawna na mojej liście :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dużo dobrego słyszałam o tej książce i na pewno nie omieszkam jej przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja o niej myślę od czasu recenzji u Ani - ona mnie zawsze nie zawodzi - co pochwali i mnie się podoba - poza tym znam ją może trochę krócej i mniej, ale nie mogę się nie zgodzić z żadnym słowem Basi - recenzja świetna i zachęcająca - ja tę książkę sobie po prostu kupię ob muszę przeczytać;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko kupuję książki, ale tą polecam Ci gorąco - warto ją kupić Tusiu.

      Usuń
  22. Masz genialne porównania: "zatraciłam się w tym języku, niczym pijaczek w swojej flaszeczce" :P Niestety to jednak książka nie dla mnie, do obyczajowo-historycznych trzymam się z daleka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, rozumiem, nie namawiam :)
      Dziękuję za miłe słowo:)

      Usuń
  23. Tyle dobrego o tej książce czytałam, że w sumie Twoja recenzja nie była potrzebna, żeby mnie zachęcić aby po nią sięgnąć. Jednak po przeczytaniu Twojego postu, okazało się, że moje zainteresowanie nią jeszcze bardziej wzrosło.
    Świetnie napisany post Basiu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Dysiu. A książka rzeczywiście piękna. Na tyle, co Ciebie znam, to myślę, że zaczaruje Cię totalnie!

      Usuń
  24. Pod wpływem recenzji aż mnie dreszcze przeszły. Tak to naprawdę niezwykła opowieść! :)

    OdpowiedzUsuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...