środa, 19 marca 2014

"Dom nad jeziorem smutku" Marilynne Robinson (135)

źródło
Historia rodziny Ruth i Lucille nie należy do zwyczajnych.
Ich dziadek, a następnie matka zginęli w głębokich wodach jeziora w miejscowości Fisherbone (Stany Zjednoczone). Osierocone dziewczynki przechodzą z rąk do rąk. Po śmierci babci przez krótką chwilę zajmują się nimi dwie nieudolne w swojej opiece siostry dziadka. Wreszcie trafiają w ręce intrygującej ciotki Sylvie.


Ekscentryczna opiekunka stroni od ludzi, jest cicha, jest dziwna, jest inna. Swoje życie spędziła na wędrówkach - istna wagabunda. W tak małej mieścinie jak Fisherbone jest postacią bardzo kontrowersyjną, więc mija niewiele czasu od jej przybycia, kiedy zostaje wzięta na języki. 

Jezioro można odczytywać jako symbol. Symbol przekleństwa ich rodziny, wroga, ale zarazem przyjaciela i stałego, niezmiennego towarzysza w którym się kochają, który rzuca na nie swój urok.

Autorka wprowadza odbiorcę w niesamowity nastrój. Czytelnik czuje się jak we śnie, w malignie, zatopiony jak pod wodą, spowolniony. Tutaj nic się nie wydaje być namacalne. Rzeczywistość zostaje zawoalowana. Słowa zachwycają swoim "obrazotwórstwem" ukazując jak niespiesznie i powoli toczy się życie ich rodziny. Tak jakby świat szedł do przodu jak pociąg, a ich dom i one stały w miejscu - nie zdążyły na ten pociąg, ba, nie chciały nawet przyjść na stację.

Czytając książkę czułam się bliżej natury, oddychałam nią...

W "Domu nad jeziorem smutku" możemy dostrzec zmiany i ulotność życia. Wszystko ulega przemianom, ciągle, bez przerwy, z dnia na dzień. Szczęście i swoboda nie trwają wiecznie.

Ruth opowiada o swoim trwaniu we wspaniały sposób, wydaje mi się, że nakrywa ona na wszystko patchworkową kołderkę składającą się z: melancholii, rozczarowania, gniewu, delikatnych pretensji o niesprawiedliwość losu i o ich sieroctwo. Odnoszę wrażenie, iż czytając jej słowa narasta we mnie nastrój grozy, oczekuję na coś strasznego, boję się tego, jak zwieńczy się to dzieło, co stanie się z bohaterami powieści. Ruth jest wycofana, egzystuje tak jakby z boku, pod względem charakteru wydaje się być niewidzialna dla otoczenia, jak duch, zjawa, nie w pełni istniejąca istota ludzka.
"Odnosiłam wrażenie, że nie mam wpływu na rzeczywistość i w zamian czułam się wyróżniona, że mogę ją oglądać niezauważona".
Żal, że nie ma dorosłej osoby, która wzięłaby ją za rękę i pomogła jej odpowiednio pokierować swoją przyszłością. Widać, ze dziewczynkę przerasta realizm świata, że nie potrafi z nim sobie poradzić w normalny sposób. 

Uważam, iż dziewczęta żyją za blisko miejsca tragedii ich rodziny. Nie mogą przestać myśleć o tym, co się wydarzyło. Nie mogą otrząsnąć się z żałoby. Są głęboko nieszczęśliwie i usychają z tęsknoty za miłością rodzicielską, za przytuleniem, za okazaniem im uwagi. Zamiast zająć się teraźniejszością i radować się życiem, to ciągle wspominają przeszłość. Nieudolna opieka ciotki potrafi zbulwersować i rozwścieczyć czytelnika. Nie potrafi ona zapewnić miłości, nie chce prowadzić dialogu, wszystko przemilcza, nie wprowadza rutyny i zwyczajności w życie dziewczynek, które ich potrzebują, które dla prawidłowego funkcjonowania muszą je mieć. Ciotka jest zamknięta we własnym świecie, jest osobą obcą. Najgorsze jest to, że naiwna i pogubiona Ruth nie potrafi tego dostrzec. Jest zbyt dobra, aby znajdować złe cechy w jej opiekunce. Jakież to irytujące... Czujemy się bezsilni. 
Z drugiej strony (stawiając sprawę całkowicie przeciwstawnie) Ruth i Sylvie łączy piękny język milczenia, zrozumienia, w którego świecie piękno natury powala, paraliżuje, pociąga i jest dla nich najważniejsze ponad wszystko. W takim pojmowaniu rzeczywistości nie potrafi się odnaleźć nikt poza nimi dwiema. Lucille zostaje z niego wydalona, nie potrafi i nie chce szukać do niego drzwi... Ile czytelników, tyle z pewnością różnych opinii na ten temat.

Zakończenie było dla mnie niemalże załamujące, zasmuciło mnie niebywale, zbulwersowało, zaszokowało, nawet zniesmaczyło. Każdy widzi swoje szczęście w inny sposób, na życie każdej jednostki ludzkiej wpływają inne czynniki, które powodują podejmowanie przez nich takich, a nie innych decyzji.

Styl językowy przypominał mi miejscami styl, jaki panował w "Gołębiarkach" Alice Hoffman - również był podniosły, taki kobiecy, zwiewny. Opisy były pełne wrażliwości, ale przepełnione zarówno niezrównaną siłą. Język jest niebywale szlachetny, smutny, niekiedy czujemy, że nieszczęście czyha za rogiem. 
"Roztrzaskana powszedniość zrosła się bez śladu jak odbicie w wodzie". 
"(...) lubiła wieczory, ponieważ wygładzały, tonowały rzeczywistość". 
"Prawdę mówiąc, Lucille chodziła ze mną do lasu właśnie po to, żeby uniknąć ludzkich spojrzeń. Ja wszystkie odczuwałam jak efekt krzywego zwierciadła, które Lucille spłaszczało i pogrubiało, a mnie wydłużało i wyszczuplało. Również sądziłam, ze lepiej jest schodzić ludziom z oczu, niż wystawiać się na niegrzeczne, powtarzane do znużenia żarty. Ale ja chodziłam do lasu dla niego samego, podczas gdy Lucille coraz częściej traktowała go jak miejsce wygnania." 
"Wiedziałam, co oznacza to milczenie, Lucille też. Oznaczało, że w tak spokojny wieczór, tak opalizująco niebieski, nasycony irytującym bzyczeniem owadów, brzękiem łańcuchów ciągniętych po podwórkach sąsiadów przez tłuste stare psy, które na dodatek ujadały, że w tak bezkresny i przejrzysty wieczór wzajemną bliskość poczujemy wyższymi zmysłami. Że będzie tak jak wtedy, gdy jedno z dwojga, leżąc nieruchomo w ciemnym pokoju, wie, że drugie nie śpi."
Smutek, przygnębienie pustka, niespełnienie, nieszczęśliwy los, cisza, niedopowiedzenie są zawarte w pięknych, niemalże poetyckich, niespiesznych słowach. Istna językowa uczta na miłośników literatury. Zostajemy wprowadzeni w świat boskiej nadrzeczywistości. To także wnikliwe, psychologiczne wtargnięcie w umysł człowieka pokrzywdzonego przez los, złamanego, ale zarówno (zabrzmi to dziwnie i niemalże przekornie) niesamowicie wolnego. W sumie postać Ruth, jak i ciotki Sylvie można rozpatrywać na wiele sposobów, bo z pewnością ich zachowania nie są oczywiste i zrozumiałe - kryją w sobie wiele tajemnic, nie da się ich ująć w ramy. Chylę czoła kunsztowi pisarskiemu pani Robinson. Jestem zachwycona tą powieścią i polecam ją każdemu z całego serca. Muszę zapamiętać autorkę: Marilynne Robinson. Od dziś jej książki mogę kupować w ciemno.
Ze strony wydawcy: 
Przejmująca, magiczna i niezwykle poruszająca historia pewnej rodziny. 
DOM NAD JEZIOREM SMUTKU, najlepszą powieścią 1982 roku! Znakomita książka!Doskonała lektura! Pełna niesamowitych emocji opowieść! Koniecznie musisz ją przeczytać!     
Marilynne Robinson jest laureatką nagrody Fundacji Hemingwaya za książkę Dom nad jeziorem smutku. Teraz ta, budząca emocje książka, trafia do rąk Czytelników. 
Historia Ruth i jej młodszej siostry Lucille stanowi fabułę powieści. Ich wychowanie przebiega w sposób przypadkowy: najpierw trafiają pod opiekę troszczącej się o nie babci, następnie dwóch komicznie nieudolnych sióstr dziadka i wreszcie Sylvie, ekscentrycznej, nieprzystosowanej społecznie ciotki. 
Ruth i Lucille mieszkają w domu rodzinnym w Fingerbone, prowincjonalnym mieście leżącym nad jeziorem, w którym – w wyniku spektakularnej katastrofy kolejowej – zginął dziadek bohaterek. Kolejną ofiarą, którą pochłonęło jezioro jest matka dziewczynek. Zjechawszy samochodem z urwiska, ginie także w otchłani wody. 
Miasto, będące tłem akcji jest miejscem zarówno magicznym, jak i typowym: „zna swoje miejsce w szeregu za sprawą dominującego okolicznego krajobrazu, nieprzewidywalnej pogody i świadomości, że cała historia ludzkości rozegrała się gdzie indziej”. 
Trudy dorastania sióstr idealnie obrazują cenę straty i przetrwania, a także niebezpieczeństwo samotności. 
DOM NAD JEZIOREM SMUTKU to niezwykle poruszająca historia rodziny, którą  mimo przeciwności losu łączy ogromna więź.źródło
Marilynne Robinson, źródło
Marilynne Robinson urodziła się i dorosła w Sandpoint w stanie Idaho. Jej pierwsza powieść, Housekeeping (1980), zdobyła nagrodę PEN / Hemingway Award dla najlepszej debiutanckiej powieści i została mianowana do Nagrody Pulitzera. Tego zaszczytu dostąpiła jej druga powieść, Gilead (2004). Autorka pisze artykuły i recenzje książek dla Harper, Paris Review i New York Timesa Book Review. Gościnnie wykłada na licznych uniwersytetach, między innymi na University Kent, Amherst i University Program MFA Massachusetts. Obecnie uczy w University Iowa - źródło.

Literatura: amerykańska (Stanów Zdjednoczonych)

tytuł oryginału: Housekeeping
wydawnictwo: M
książkę można kupić: TU
data wydania: 2014 (data przybliżona)
ISBN: 9788375957129
liczba stron: 212
słowa kluczowe: rodzina, samotność
kategoria: Literatura piękna
język: polski
typ: papier
wyzwania: 

autorskie:
Czytam literaturę amerykańską:
http://basiapelc.blogspot.com/p/czytam-literature-amerykanska.html
Za książkę pięknie dziękuję Wydawnictwu M.

32 komentarze:

  1. uwielbiam taki poetycki język i tę niespieszność o której piszesz;) z chęcią bym ją przeczytała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodobałaby ci się! Ja to wiem.

      Usuń
    2. ;) poszukam przy okazji;)

      Usuń
  2. Świetna recenzja, z chęcią przeczytam tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no...Pięknie opowiedziałaś o tej książce. :) Będę ją miała na uwadze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki sis. Ciekawe jak ty byś ją odebrała...

      Usuń
  4. MMM...
    Nie czytałam zbyt dokładnie opisu o czym jest ta książka, bo ja CZUJĘ jeśli dana lektura jest odpowiednia dla mnie, i tak jest w tym przypadku. KONIECZNIE muszę przeczytać!
    „Autorka wprowadza odbiorcę w niesamowity nastrój. Czytelnik czuje się jak we śnie, w malignie, zatopiony jak pod wodą, spowolniony.” - chcę się tak poczuć! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana bardzo jestem ciekawa twojej opinii o niej. Myślę, ze mogłabyś się zachwycić.

      Usuń
  5. Ja utonęłam w tej książce... w sensie negatywnym :( No po prostu stoję w miejscu, mam nadzieję, że jednak coś się ruszy w fabule, bo polegnę maksymalnie :/ A szkoda by było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, bo mnie ten język zachwyca. Zacznie się dziać, ale dopiero gdzieś od połowy. Tu trzeba się wgłębić w każde zdanie. Książkę najlepiej czytać powoli chłonąc każdą komórką ciała.

      Usuń
  6. Wspaniała recenzja. Uwielbiam "rodzinne" opowieści. Nie wiem, czy po nią sięgnę, ostatnio mam bardzo mało czasu na czytanie, ale będę ją miała na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Jak tylko będziesz miała możliwość, to daj jej szansę, bo jest tego zdecydowanie warta.

      Usuń
  7. Tym zwiewnym językiem mnie przekonałaś. Uwielbiam takie cuda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że byś się nią zachwyciła!

      Usuń
  8. Nie znoszę poetyckiego stylu. Mam wtedy wrażenie jakbym czytała ,,groch z kapustą''. Jestem prosta dziewczyna i wolę konkretny, zrozumiały przekaz, dlatego nie skusze się na powyższą pozycje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście rozumiem. Chociaż szkoda, bo książka jest piękna.

      Usuń
  9. Nie wiem, jakoś ostatnio nie ciągnie mnie do takich przygnębiających historii.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaciekawiłaś mnie, na razie zapisuję.

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka czeka na mojej półce. Ciekawe czy i mnie się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też będę kupować jej książki w ciemno. Koniecznie muszę coś jeszcze przeczytać, bo nadal nie mogę wyjść z podziwu :) A ta cisza, to milczenie między Ruth i Sylvie dla mnie to było magiczne... Rozumieć się bez słów? bezcenne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale z drugiej strony pomyśl co z Sylvie za opiekun. Tragiczny.

      Usuń
  13. Słyszałam coś o tej książce, ale teraz nie mogę sobie przypomnieć. Niemniej może kiedyś na nią trafię i przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nazwisko autorki jest mi zupełnie nieznane, ale zainteresuję się tą książką, bo lubię smutne opowieści. Ciekawi mnie zakończenie, o którym piszesz, że Cię zszokowało i zniesmaczyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam kochana. Ciekawe jak Ty byś ją odebrała.

      Usuń
  15. Jestem świeżo po lekturze tej książki i mam sporo przemyśleń. Świetna recenzja Basiu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa awiolu. Z twoich ust to naprawdę wspaniały komplement.

      Usuń
  16. Ach, cieszę się, że tak Ci się podobała bo również się na nią skusiłam i czeka teraz na półce na swoją kolej. Zaintrygował mnie opis i mam nadzieję, że równiez dostrzegę w niej tyle piękna co Ty Basiu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Odpisałam Ci też u siebie na blogu. mam wrażenie, że to jeszcze nie ten wiek, nie ta dojrzałość. Sama po sobie czuję, że wiele książek to jeszcze nie na ten etap, na tak małe doświadczenie życiowe. Tak miałam z "Mistrzem i Małgorzatą". Czuję, że książka jest niesamowita, ale jeszcze nie wciąga mnie w swoją magię świata. Zapewne za 5-10 lat, po pierwszych doświadczeniach z "prawdziwym" życiem i powieści zaczną pokazywać inne oblicze. Na razie to moje naiwne spojrzenie, a czasem i takie jest potrzebne ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Podoba mi się ta książka:) Dodaję do mojej listy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Brzmi bardziej niz zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  20. O proszę, spodziewałem się, że to jakaś nowość, a tymczasem książki pochodzi z lat osiemdziesiątych. Krótki zarys fabuły znamionuje bardzo interesujący utwór, obok którego trudno przejść obojętnie :)

    OdpowiedzUsuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...