wtorek, 18 marca 2014

"Wiosna życia" Artur Kosiorowski (134)

źródło
WIOSNA ŻYCIA TO AUTOBIOGRAFICZNA POWIEŚĆ DROGI, A GŁÓWNY BOHATER TO ROMANTYCZNY WAGABUNDA. NAPISAŁEM TU O WĘDRÓWKACH PO KRAJU GRUPKI ZNAJOMYCH, POSZUKIWANIU PONADCZASOWYCH WARTOŚCI, SENSU W RELIGII, MIŁOŚCI, MUZYCE I... CHCIAŁBYM ZAPROPONOWAĆ CI OPOWIEŚĆ O NIEZGODZIE NA OTACZAJĄCY ŚWIAT I POSZUKIWANIU WŁASNYCH ODPOWIEDZI BEZ WZGLĘDU NA TO JAK RYZYKOWNE MIAŁOBY TO BYĆ PRZEDSIĘWZIĘCIE. - źródło

Tytułowa wiosna jest młodzieńczymi, nastoletnimi ekscesami autora - jego uzależnienia od narkotyków, jego bezcelowości i niedojrzałości istnienia - początkiem z którego może się w końcu zrodzić sensowny człowiek. Młodość jest czasem szaleństw, szukania siebie, błądzenia, podróży, zapominania się. Pamiętajmy, że rządzi się ona własnymi prawami.

To była interesująca podróż do moich młodzieńczych lat. Z pewnością nie przeżyłam tylu ekscesów, co autor, ale znam kilka osób, które również w podobny i intensywny sposób "używały" życia. Pierwsze co przyszło mi na myśl to to, iż autor opisując swoją młodość był i jest "wolnym ptakiem". Myśli jakie zrodziły się dalej, to stwierdzenie, iż zachowuje się on zbyt infantylnie, za mało dojrzale jak na swój wiek. Kiedy on zacznie odpowiadać za swoje czyny? Kiedy zaczną kiełkować w nim dorosłe, odpowiedzialne myśli? Szkoda, żeby życie przeciekało mu przez palce, istne ciągi narkotykowe powodują iż można się zgubić co w jego życiu było snem, a co jawą.

W "Kilku słowach o sobie samym" Kosiorowski wiele nam zdradza o sobie.
"Mam 30 lat. Byłem w ośrodku monarowskim i kilka razy w szpitalach psychiatrycznych. Doświadczyłem czegoś, co nauka nazywa schizofrenią paranoidalną. Wiele miesięcy strawiłem w ciężkiej depresji. (...) Do tej pory staram się, kiedy tylko możliwe, odmawiać różaniec i Maha Mantrę."
Poza tym m.in.: malował, był kibicem, podróżował autostopem, był wolontariuszem w galerii sztuki i w PCK. Poznajemy go z wielu stron, imał się wielu zajęć, ale nigdzie nie potrafił zagrzać miejsca. Nadużywanie narkotyków i alkoholu z pewnością miały duży wpływ na jego życiowe decyzje. To taki niespokojny duch, który nieustająco szuka swojego miejsca na ziemi. Rodzi się pytanie: czy nawet jeżeli znajdzie upragnione "miejsce", to czy będzie w stanie je "utrzymać", czy raczej odejdzie od własnego szczęścia, bo w duszy jest ciągłym podróżnikiem i ciężko w niej znaleźć stabilność i stałość. Jego dusza jest dzieckiem kwiatem.

Jak sami widzimy, bohater to niezłe indywiduum. Nadal odmawia różaniec i mantrę? Czyli nie wie, albo inaczej, czyli nie chce się określić religijnie. Dla niego zamykanie w ryzach, w danej religii, w danym zawodzie, to chyba najgorsze ograniczenie. Nie pragnie być "określonym" człowiekiem. Nie dąży do narzucania i przyklejania mu łatek. Mówi, że chciałby być przede wszystkim WOLNY.

Na tylnej okładce pisze, iż proponuje nam opowieść o "niezgodzie na otaczający nas świat".  Nie zamierzam oceniać niczyjego życia, ale czuć, że w jego życiu, w którym ciągle czegoś poszukiwał brakowało spokoju, szczęścia, samorealizacji, pewności i stabilizacji. Czułam nieistnienie miłości, dostrzegałam samotność. Bez bliskiej osoby trudno jest czasami odnaleźć także i siebie.

Autor pisze, że jego bunt przeciwko pracy był "walką o Bóg wie co... o jakiś absurdalny raj, w który jeszcze okresowo wierzę, o "kilka myśli co nie nowe"." Lubił swoje staczanie się, psychodelię, brak odpowiedzialności.

Podobno do dziś słowa z poniższej piosenki "Jezu, jak się cieszę" Lecha Janerki są mottem Kosiorowskiego:
"Wstawać i pra-cować i mieć, nie bardzo mogę, nie bardzo chcę."

Zawsze lubiłam tę piosenkę.

Tytułowa wiosna oznacza także zmiany, czyli około 2001 roku nastanie w dzielnicach Pabianic spokoju i błogości m.in. za sprawą marihuany.

Będąc młodym nie dostrzega się tego, ale teraz, patrząc na to z perspektywy czasu wydaje się to bardzo przykre, iż młodzież i dorośli wpadają w narkotykowe i pijackie ciągi. Lektura zmusza do smutnych refleksji nad tym, jak mało konstruktywnie spędzało się swój czas, jakie to wszystko było niby świetną zabawą, spokojem, wyciszeniem, rozerwaniem się dla nich od codzienności, ale uzależnienie zmieniało człowieka i doprowadzało go do depresji, agresji, bezsilności, niemocy, słabości, niezdecydowania.

Uśmiechnęłam się, kiedy czytałam o Przystanku Woodstock, kiedy był jeszcze organizowany w Żarach (byłam na nim w Żarach dwa razy). Pamiętam wszystko o czym napisał autor: o wiosce Hare Kryszna, o Przystanku Jezus, o toaletach, pyle i ziemi, przez którą każdy był czarny. Pył wchodził do oczu, uszu, nosa, we włosy - był dosłownie wszędzie. Jak wracałam do domu i się kąpałam, to w wannie pływała czarna woda - tak byłam brudna. To były czasy... :)

Język utworu jest prosty, wyjątkowo swojski, niepoprawny, uliczny - ale nie można w tym przypadku marudzić nad błędami. Nie znajdziemy tutaj wyszukanych sformułowań i pięknych ozdobników, gdyż gryzłyby się one z postacią autora (bohatera) i wypadałyby niesamowicie mało autentycznie w oczach odbiorcy. Język ma taki być, ba, nawet musi. Styl językowy jest specyficzny dla osób zażywających narkotyki. Nie jest to oczywiście żaden bełkot, ale do tego dzieła pasuje mi on bardziej jako określenie (to moja nazwa): styl "wyliczankowy". Dlaczego? Byłem tu i tam, robiłem to i to, myślałem o tym i o tym. Sucho, ulotnie, bez wywnętrzniania się, tak troszeńkę bez emocji, wszystko wywalone jak z katarynki. Istna wyliczanka narkotykowa i imprezowa. Brakowało mi tutaj głębszej refleksji nad sobą, odczuwa się brak skupienia, nie ma czasu na oddech i przemyślenia. Bohater żył w malignie, bez wsłuchiwania się w siebie. Wielu ludzi potrafi ciągle tak egzystować, nawet przez całe swoje życie.

Miłość i wiara wyciągnęły go z nałogu, ale na jak długo? Czy ta droga się zakończyła? Czy stał się psychicznie "czystym" człowiekiem? Schizofrenii podobno nigdy nie da się do końca wyleczyć - trzeba z nią żyć. Czy bohater będzie kiedyś szczęśliwy? W mojej głowie krąży wiele, naprawdę sporo pytań. Otwarte zakończenie, to wspaniały wybór. Czuć niedopowiedzenie i niedosyt, tak jak powinno być w każdym życiu.

Intrygująca lektura, niesamowite wspomnienia z młodości, niecodzienna droga młodego człowieka. Warto ją poznać, bo tyczy się ona każdego z nas w większym stopniu, niż nam się początkowo wydaje. Na swój sposób z pewnością przeżyliśmy coś podobnego, choć przez ulotną chwilę. Polecam oczywiście także i nastolatkom m.in.: jako przestrogę, ale także i chęć zrozumienia innego człowieka, bo książka z pewnością uczy empatii.

Postanowiłam, iż tak jak i autor zapiszę sobie słowa jego psychologa i postaram się o nim pamiętać:
"silny człowiek to taki, który wyznacza sobie cele i realizuje je bez względu na przeciwności".

Literatura: polska 
wydawnictwo: Sowa
data wydania: 2013 (data przybliżona)
ISBN: 9788364033766
kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik
język: polski
typ: papier
liczba stron: 93

37 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa recenzja :)
    Sama miałam dostać tę książkę do recenzji od autora, ale jakoś na razie do mojego domu nie trafiła... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak książkę dostanę! :) Popełniłam gafę i w natłoku zadań i maili nie podałam Panu Arturowi adresu....

      Usuń
    2. Dziękuję Miqa za miłe słowa.
      Też masz bałagan w skrzynce? ;)

      Usuń
  2. Ciekawa książka, na pewno warta uwagi, skoro uczy empatii :) A cytat na końcu świetny! Zapisuję sobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. AUTOBIOGRAFICZNA POWIEŚĆ DROGI? To brzmi bardzo interesująco, dlatego zapisze sobie tytuł tej książki i popytam o nią w mojej bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  4. No sama nie wiem, z jednej strony brzmi całkiem ciekawie, ale ten jak to ujęłaś - świetnie zresztą! - "wyliczankowy styl" mnie przeraża. Myślę, że bym się w nim nie do końca potrafiła odnaleźć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się - nie zajmuje on całej książki :).

      Usuń
  5. Ciekawa okładka ;) może kiedyś się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawdę podziwiam Cię za pozycje, które wybierasz do czytania i recenzowania :)

    ~Natalia

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantastycznie o niej piszesz, z resztą jak zwykle, dlatego ja się piszę, ostatnio mam wielką ochotę na coś mądrzejszego niz te wszystkie współczesne młodzieżówki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miłe słowa, uskrzydlają, dzięki. Może ta książka nie jest "mądrzejsza" od reszty, ale ja w niej to dostrzegłam.

      Usuń
  8. "Jezu jak się cieszę"...! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z chęcią przeczytam.
    Świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakoś nie przepadam za biografiami, ale do tej mnie zachęciłaś, więc może kiedyś:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uważam, żeby to była typowa biografia, to taka historia, której można dać się porwać, lub wręcz przeciwnie.

      Usuń
  11. Aż mam chęć na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdy na nią trafię to na pewno przeczytam, sprawdzę w bibliotece, czy mają.

    OdpowiedzUsuń
  13. Młodość...szalało się, szalało... ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. świetnie musi się czytać książkę nawiązującą do naszych własnych przeżyć i odwiedzonych miejsc. mnie niestety zdarzyło to do tej pory tylko raz, ale powieść która opisuje moją mieścinę zawsze będzie miała u mnie szczególne miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  15. Autobiograficzna powieść drogi? Lubię czytać o wolnych duchach, którzy szukają swojej drogi, nawet, jeśli są nieco w tych poszukiwaniach zagubieni.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawa książka. Zupełnie dla mnie abstrakcyjne doświadczenia i uczucia. Niemniej wygląda na to, że to pozycja warta zainteresowania. Świetna recenzja Basiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, lektura jest interesująca.

      Usuń
  17. Interesująca książka i wnikliwa recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  18. Przeczytam Twoją recenzję, jak sama przeczytam książkę, bo dziś do mnie dotarła :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ujęły mnie te słowa, to może być moje nowe motto :)

    OdpowiedzUsuń
  20. I ja na swoją czekam;) zobaczymy kiedy dotrze;) a recka świetna...Wszystkie odnośniki dotyczące Ciebie najbardziej lubię, a co do Woodstocku to i ja tam bywam i to w obu miejscach;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Oryginalna okładka, jakby rysowało dziecko ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Basiu, nie wiem czy książka nie przyniesie odwrotnego efektu dla młodzieży.
    Może ktoś pomyśli, że jest czas na zabawę i powinno się czerpać z życia garściami, a potem i tak przyjdzie stabilizacja?
    Nie jestem przekonana do książki.

    OdpowiedzUsuń
  23. No i ta religia... przecież autor chyba nadal nie odnalazł siebie i swojego miejsca...

    OdpowiedzUsuń
  24. A po co znajdywać miejsce jeśli dla Was miejsce to jest jakaś śmieszna stabilizacja, odpowiedzialność założenie rodziny, to nie jest żadne odnalezienie siebie tylko konformizm zwykły, tchórzostwo i nuda. Jasne, lepiej być wyprodukowanym w systemie jedna szkoła, druga, trzecia, studia, kariera i rodzina i być kosteczką w dominie, ja jednak podziękuję za to wasze odnajdywanie siebie... Artur Kosiorowski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. magdalenardo jest bibliotekarką i prowadzi wyzwanie ODNAJDŹ W SOBIE DZIECKO. Wpisałam Twoją książkę do jej wyzwania. ona nie jest przekonana do książki - czyli nie wie czy wobec niej nadaje się ona dla nastolatków, bo może ukazywać złe wzorce, jakich bibliotekarze nie chcą za bardzo ukazywać młodzieży. Chodziło o to, że pod względem treści nie jest przekonana, czy może ją dopisać jako lektura dla dzieci/młodzieży.

      Każdy inaczej odkrywa swoje miejsce i w inny sposób postrzega i ocenia swoje i innych życie - to jest temat rzeka. Dla każdego.

      Pozdrawiam ciepło i dziękuję za odwiedziny.

      Usuń
    2. O rany... Basia ja właściwie to nie myślałam o tym pod kątem wyzwania tylko własnych odczuć.
      W wyzwaniu zostawię.
      Autor jest jak widzę dość kontrowersyjny, tym bardziej nie rozumiem tego , że nie potrafi przyjąć krytyki. Co ja mówię! Jakiej krytyki. Ja tylko wyraziłam swoje zdanie, a przecież mogłam mieć inne.
      Cieszę się jednak, że autor podpisał się pod komentarzem imieniem i nazwiskiem.

      Drogi autorze, może niektórzy właśnie pół życia błądzą aż wreszcie osiągają stabilizację i z tym czują się dobrze? Dlaczego wg Ciebie to musi być złe? Mamy do tego prawo. Czasem wynika to z naszego charakteru, czasem może i nawet z tego tchórzostwa, ale może właśnie jest tym czego szukaliśmy. Ja myślałam, że w życiu każdy szuka tego co jest dla niego dobre. Natomiast ciągłe szukanie może wiązać się z tym, że jesteśmy nieszczęśliwi, bo ciągle nam czegoś brakuje i/lub zmierzamy ciągle w złym kierunku.

      Usuń
    3. Basiu przepraszam za zamieszanie.

      Usuń
  25. Prawdę mówiąc - nie bardzo wiem, jak się do książki ustosunkować. Na pewno warto ją przeczytać, tym bardziej, że napisałaś o niej świetną recenzję i jeśli o mnie chodzi, to bardzo zachęcającą. Sama jestem ciekawa, jak te pozycje odbiorę.

    OdpowiedzUsuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...