środa, 26 marca 2014

"Mariska z węgierskiej puszty" Consilia Maria Lakotta (143)


Lubię pióro tej autorki. Jej "Nocna rozmowa" bardzo mi się podobała, więc z wielką chęcią sięgnęłam po "Mariskę z węgierskiej puszty.
Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po utworze, ale byłam zaintrygowana węgierską historią i chciałam dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Lakotta zachwyciła mnie doszczętnie, ponieważ "Mariska.." jest według mnie o niebo lepsza od jej poprzedniczki, a przecież "Nocna rozmowa" jest naprawdę świetną lekturą. 

Tytuł mnie zaintrygował. Nigdy nie słyszałam takiego imienia. I ta puszta - zastanawiałam się, czy oznacza ona puszczę. Otóż puszta (węg.) to "rozległy step na Wielkiej Nizinie Węgierskiej, w dolinie Cisy, dawniej porośnięty trawą wykorzystywany jako pastwiska, dziś w dużej mierze zagospodarowany pod uprawy rolne. Na jej terenie znajduje się Park Narodowy Hortobagy."[1]

Akcja powieści toczy się w latach 1910-1953 na Węgrzech. Mariska i Jaros po trzynastu latach czekania wreszcie mogą się pobrać. Jaros jest koniopasem służącym na dworze Hrabiego von Czolnego, Mariska zaś jedną z najbardziej pracowitych robotnic Czolnego, bardzo mądrą, obrotną, cierpliwą kobietą. "(...) ze świecą szukać takiej żony, która na wszystko znajdzie radę."[2]. Po jego ojcu przejmują czardę (czyli karczmę) i zaczynają ją wspólnie prowadzić. Bohaterów w tym utworze jest znacznie więcej. Hrabianka Juliska von Czolny kocha się z wzajemnością w bracie Jarosa - Gaborze Vargasie - co wyniknie z tej zakazanej miłości? Czy dojdzie do mezaliansu? Musicie przeczytać, żeby się przekonać.

Co mi się podoba w tej powieści? Szczerze? Wszystko. Naprawdę, według mnie nie ma ona słabych stron. Niech moją rekomendacja będzie dla was to, że oddaję ją w prezencie mojej mamie (a mojej rodzicielce daję same najpiękniejsze perełki). 

Jestem zachwycona narracją, która jest prowadzona w taki sposób, że czytelnik czuje się, jakby przenikał do świata bohaterów już po kilku słowach. Język utworu jest prosty i zrozumiały, ale niesamowicie przekonywujący, taki... bliski i bezpośredni, miejscami nawet romantyczny. Bardzo cieszą mnie węgierskie słówka w tekście, dzięki którym możemy w większym stopniu zasmakować węgierskiego klimatu, wczuć się w niego i zakochać w nim po uszy. Poniższe opisy powodują, że niemal czuję zapach puszty, że odnajduję węgierską gościnność, że jestem bliżej ludzi i natury. Wiatr niemalże wieje mi we włosy...
" Na zewnątrz, nad ogniskiem, na potężnym trójnogu zawieszono kocioł ze smakowitym gulaszem. Zawsze czeka na przybyszów, zwłaszcza w dzień targowy! 
    Co nowego w kraju? W jednej chwili przyjezdnych otaczają domownicy, biorąc ich w ramiona, jak najbliższych krewnych, całując w szczeciniaste od zarostu policzki, podając dla ochłody wino i melony! Wydawałoby się, że upłynęły całe lata, odkąd widzieli ostatniego człowieka. To prawdziwie węgierska gościnność, wszędzie jest się jak u siebie w domu. 
    Pośród śmiechów i żartów siadają wokół ognia. Teraz czas na opowieści. Nabijają fajki chłopską tabaką i z rozkoszą mieszają w bulgocącym kotle, którego zawartość jedna z dziewczyn doprawia nie słabym proszkiem, sprzedawanym ludziom z miasta, lecz jasną ostrą, pasterską papryką."[3]

"Słońce powoli skłania się ku zachodowi, jego oślepiające promienie padają na bezdrzewną, ubogą w cień okolicę. Po obu stronach rozciągają się płaskie równiny wypalonej trawy bez jednego krzaczka, bez jednego wzniesienia. Pola stały się wąskim paskiem na migoczącym horyzoncie.
     Mijają samotną figurkę, zatrzymują się i trzaskają z długich batów na cześć Matki Bożej, Królowej Węgier. To stary pasterski zwyczaj. Gdy tylko znaleźli się na głuchym pustkowiu, cichną ci, którzy jeszcze w ostatniej zagrodzie śmiali się wesoło, żartując z wieśniakami.
      Tam, gdzie nie ma nic, oprócz ziemi i tysięcznych stad pod opieką samotnych pasterzy, tam jest puszta, Boży raj, po którym On przechadza się w porze wieczornego chłodu, jak w czasach biblijnych. Dlatego człowiek musi milczeć."[4] 
Opisy miast i targów są powalające. Lakotta nakreśliła te obrazy tak umiejętnie, że niemal czujemy ich gwar, jesteśmy tam. Jak sami widzimy papryka w węgierskiej kuchni króluje: ostra, słodka, jaka tylko chcesz i do czegokolwiek tylko jej pragniesz.
   "Znalazłszy się na jarmarku na placu Szecheny, Mariska zapomina o wszystkim, tak kolorowy i gwarny jest wir targowiska. Pod płóciennymi parasolami szeroko i wygodnie rozsiadły się chłopki z puszty, mające przed sobą worki z papryką, które w tych dniach chciałyby opróżnić. Z przodu, na lnianych chustach ustawiono małe płaskie miseczki z drewna z próbkami do skosztowania.
    Mariska pozwala się nieść tłumowi, a wkoło niej rozbrzmiewa chaotyczna mieszanka języków, węgierskiego i niemieckiego, aż szumi i huczy w głowie. Wreszcie znalazła kram wydający się najbardziej godny zaufania - ceny niezbyt wygórowane, a towar przyzwoity. Pozwala sobie podać ustawioną miseczkę, liże palec i próbuje smakołyk - nem, zbyt ostra. Potrzebuje mały woreczek do własnej kuchni, do sosów ze śmietaną i łagodnych potraw - a więc musi być słodsza i w najlepszym gatunku. Tak, ta odpowiada, bo nie pali na języku i w gardle. Weźmie jeszcze nieco dla gospodyni z Nyir-Tanya.
     Jeszcze kilka worków ostrej pasterskiej papryki na użytek wędzarni i spiżarni; przy tej okazji coś niecoś dla czardy; gdy zjawią się czikosi i będą przygotowywać gulasz, musi ją  mieć w domu."[5]
Bohaterom często się nie przelewało, wtedy spożywano chleb i słoninę, popijając je cierpkim winem.

W powieści możemy spotkać wiele słów na temat wiary w Boga. Dla Węgrów jest on równie ważny, jak dla Polaków, szczególnie we wsiach i w domach prostych, biednych i ciężko pracujących ludzi.
Utwór jest podzielony na dwie części. W drugiej części dochodzi do głosu drugie pokolenie i przestawione są losy syna Mariski - Michela.

Powieść ma wiele wydźwięków. Poza miłością i je różnymi odcieniami, ciężką pracą, jaka towarzyszyła im przez ich całe życie, osiągniętymi sukcesami, chwilami zgryzoty, wiarą w Boga, możemy dostrzec także hart ducha, niezłomność, siłę mądrej Mariski, która jest nie do pokonania, która nie dała się porwać myśleniu i zastraszyć przez czerwoną falę wojsk rosyjskich. Nie zamierzała milczeć z trwogi i dawać poklask wszystkim niegodziwościom i zakłamaniu, do jakich doszło w późniejszych latach. I to wpajała swoim dzieciom - przede wszystkim pouczała Michaela, który został księdzem i którego myślenie dość długo było błędne. Niezłomna postawa matki czyni z niego godnego człowieka. Mariska byłaby w tamtych czasach wzorem do naśladowania przez wiele osób. Niebywale wykreowana postać. Jej życie to prawdziwa ciężka praca za dziesięciu, momenty niezmierzonego smutku, podźwignięcia się do pionu, żalu, radości, szczęścia, lepszych czasów dobrobytu, gorszych czasów okropnej biedy. To wszystko jest wpisane w trwanie Mariski, która nigdy się nie poddaje i zawsze wygrywa. Fabuła oraz imiona bohaterów są fikcją literacką. Jednak losy narodu węgierskiego są jak najbardziej prawdziwe.

Jedyne co jest pewne, to zmiany i przemijanie, wszystko płynie, ma swój początek i koniec. Nie każdy może przeżyć swoje życie, tak jakby sobie tego życzył, czasami trzeba dostosować swoje marzenia i zapatrywania do warunków istnienia i starać się trwać w zgodzie z własnym sumieniem. 

Utwór ten, to niesamowity obraz Węgier na przestrzeni dziesięcioleci, niezwykle dosadny, klimatyczny, prawdziwy. Jaka szkoda, że Lakotta nie stworzyła żadnej powieści o Polsce, bo potrafiła tak pięknie pisać, że z pewnością by mnie nią oczarowała. Mogłoby to być coś nieprawdopodobnie genialnego. "Mariska z wegierskiej puszty" to istna gratka dla osób, które lubią Węgry i uwielbiają poznawać nowe kraje od środka, autentycznie, w sposób niepowtarzalny. Życiowa mądrość autorki w napisaniu takiego utworu i nakreśleniu takich bohaterów jest dla mnie porażająca. Bardzo chętnie zapoznam się z innymi dziełami Lakotty. Polecam z całego serca.

[1] "Mariska z węgierskiej puszty" C.M. Lakotta, s. 12, przypis nr 8.
[2] tamże, s. 102.
[3] tamże, s. 66.
[4] tamże, s. 68.
[5] tamże, s. 109.

Ze strony wydawnictwa: 

MARISKA Z WĘGIERSKIEJ PUSZTY imponujący obraz odwagi i wiary z historią w tle. 
Powieść dla wrażliwych kobiet! 
Węgry… Wystarczy tylko przymknąć oczy, a z łatwością przywołamy obraz puszty i nawet poczujemy jej zapach. Oczami wyobraźni pod rozgwieżdżonym niebem dojrzymy Cyganów i usłyszymy żałosne łkania ich skrzypiec, ponieważ od wieków ,,za parę groszy szlochają oni z biedakami i biadają z nieszczęśliwie zakochanymi”. 
Obraz ten towarzyszy także akcji powieści rozgrywającej się w latach 1910–1953. Fabuła oraz imiona bohaterów są fikcją literacką. Autentyczne są natomiast losy narodu węgierskiego ukazane na tle dziejów małżeństwa Mariski i Jarosa oraz ich syna Michaela – księdza, któremu przyjdzie zapłacić najwyższą cenę za swoją niezłomność wpojoną mu przez matkę 
To właśnie nim – matkom kapłanów - Autorka dedykuje tę książkę.Plastyczne obrazy węgierskiego folkloru i historii poruszą wrażliwość każdego czytelnika. - źródło okładki książki i tekstu.  
O autorce: 
Consilia Maria Lakotta (1920-1998) urodziła się jako jedno z bliźniąt syjamskich zrośniętych ze sobą skroniami, z których jedno zmarło po kilku godzinach, a drugie poświęcono Matce Dobrej Rady - Mater Boni Consili. 
Po 1945 roku wydawnictwa zaczęły publikować jej teksty. W swoich powieściach ożywiła postaci z kart Pisma Świętego oraz z historii Kościoła, a także ukazała, jak ludzie wierzący mogą uporać się z trudami własnej egzystencji. 
Ponieważ czytelnicy chcieli poznać ją bliżej, wydała swoje listy zawierające doświadczenia związane z przezwyciężaniem trudności w kontekście wiary chrześcijańskiej. Powrót kobiety (1995) stał się jej krótką autobiografią oraz duchowym testamentem. - źródło
Tłumaczenie: Jacek Jurczyński
tytuł oryginału: Angst
wydawnictwo: Wydawnictwo M
data wydania: 2014 (data przybliżona)
ISBN: 9788375957969
liczba stron: 347
słowa kluczowe: Węgry, powieść,
kategoria: Literatura piękna
język: polski
typ: papier
wyzwania: 

Za książkę pięknie dziękuję Wydawnictwu M.

38 komentarzy:

  1. Książkę na pewno przeczytam, tyle pozytywnych recenzji, że nie sposób przejść koło niej obojętnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może i skusiłabym się na tę powieść. Miałam nawet ostatnio taki zamiar, ale po dłuższym namyśle jednak postanowiłam zrezygnować, bo wolę, kiedy fabuła powieści osadzona jest we współczesności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka szkoda, bo we współczesności nie odnajdziesz już takiej swojskiej, klimatycznej wsi.

      Usuń
    2. Swojska i klimatyczna wieś ? Czyli obowiązkowo :-)

      Usuń
    3. Jak dla ciebie to na pewno! Dałabym ci ją w prezencie, ale powędrowała już do mojej mamy. Przykro mi.

      Usuń
  3. Basiu... tak napisałaś o tej książce, że chciałabym ją mieć już teraz właśnie natychmiast i powiedzieć rodzinie, że mnie do soboty nie ma bo czytam... nosz nie wiem co pocznę, doprawdy nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D
      Więc nie ma zmiłuj. Koniecznie musisz ją dorwać :)

      Usuń
  4. O kurde rozebrałaś książkę na czynniki pierwsze, zresztą nie po raz pierwszy ;) Oczywiście to komplement, ale widać, że książka dobra, bo, aż chciało Ci się tyle o niej pisać. Tytuł zanotowany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak wam wiele nie zdradziłam :)
      A książka świetna.
      Dziękuję.

      Usuń
  5. mam i teraz tym bardziej chcę ją przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszyscy zachwalają, ale mimo to nie jestem przekonana, może przez to, że tematyka mnie nie przyciąga.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Inna książka tej autorki mi się nie podobała, ale ta brzmi lepiej, bardziej ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam wrażenie, że wydawnictwo m to niedoceniona perełka, która wydaje naprawdę dobre książki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie też wszystko w tej powieści się podobało i będę do niej wracać :) To piękne, że perełki oddajesz mamie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tylko te bez dedykacji dla mnie ;)

      Usuń
  10. Ale pięknie napisałaś o tej książce. Widać, że Ci się bardzo spodobała :) Jednak ja się raczej nie skuszę, bo to nie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  11. O kurcze, książka bez wad, chyba MUSZĘ przeczytać. Tym bardziej, że można poznać Węgry od środka - toż to gratka dla kulturoznawcy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, myślę, że to twoje klimaty kochanieńka ;)

      Usuń
  12. nie wiem czy i mnie przypadłaby do gustu ale mam z chęcią by przeczytała;))

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzuca się w oczy, ale wcześniej jakoś nie miałam zamiaru jej czytać za bardzo, ale po Twojej recenzji zmieniłam zdanie i widzę, że przypadnie mi do gustu:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie do końca moje klimaty, ale tak pięknie napisałaś o tej książce, że kto wie... może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Liznąłem nieco literatury węgierskiej i jak dotąd bardzo mi się ona podoba. Recenzowana pozycja również wydaje się interesująca, tyle, że razi mnie okładka, która kompletnie mi się nie podoba. Wolę bardziej subtelne formy nawiązujące do treści niż zwykła fotografia z flagą w tle :) Powieść kusi przede wszystkim tym obrazem przemian, jakie dokonały się w społeczeństwie węgierskim - ten naród, podobnie jak i my, ma bardzo ciekawą historię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, okładka ma niewiele wspólnego, bo to raczej chłopskie życie, a tu jakaś wymalowana lala.

      Myślę, że to coś dla ciebie.

      Usuń
  16. Czyli, czuć w tej książce naprawdę Węgry? Jeśli tak, to książka może być bardzo interesująca. Tak niewiele wiem o tym kraju, a przecież "Polak, Węgier, dwa bratanki" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest naprawdę klimatyczna. Spodobałaby ci się - jestem pewna!

      Usuń
  17. Jestem po lekturze, gorąco zachęcam, książka warta poświęcenia kilku godzin na przeczytanie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Pani Basiu, nie sposob nie przeczytac ksiazki po Pani opinie lecz na razie pracuje nad trzema swoimi tekstami i odlecialam, pozdrawiam, Barbara Rosiek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Pani Basiu. Serdecznie. Naprawdę. Miałam do Pani pisać i ciągle coś. Już nadrabiam :)

      Usuń
  19. Tak pięknie opisałaś, że tylko brać i czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Jaka szczegółowa recenzja!!:) Widać, że fajnie Ci się pisało o tej książce:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Skoro jest lepsza od "Nocnej rozmowy" (którą uważam za dosyć dobra książkę) to hyba muszę się skusić :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Myślę ze literatura węgierska może być trochę niedoceniana. Chętnie siegne po ta pozycje. Ostatnio czytałam Czarownice z Funtinel Alberta Waasa i jest to mistrzostwo według mnie (wpis jest u mnie na blogu) plus Krzysztof Varga ze swoim Gulaszem z turula. Zachęciły mnie aby poszukać czegoś w tym kręgu.

    OdpowiedzUsuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...