piątek, 21 lutego 2014

Weekend Książkówki w Czytelni - Wasz weekend w Czytelni: "Wielki Marsz" Richard Bachman (Stephen King) (118)

21-23 lutego - zapraszam do weekendu Książkówki w Czytelni.
Dawno, dawno temu… Gdy byłam piękna, młoda i zaczytana… Zasugerowałam Basi, by sięgnęła po jedną z moich ulubionych książek, mojego ulubionego pisarza - Stephena Kinga tj. „Wielki marsz”. 
Mamy luty 2014 roku, zimę, jak wskazuje kalendarz, a ja już jestem tylko zaczytana… Zaczytana i rozkochana w książkach oraz wszystkich dobrych duszach, które odwiedzają mój blog tj. www.ksiazkowka.pl   
Tym, którzy już mnie znają przedstawiać się nie będę. Tym, którzy Książkówkę widzą pierwszy raz w życiu, mówię (piszę) ciepłe: dzień dobry. :) Jestem niespełna 29-letnią kobietą, która żyje jak większość, na co dzień pracując i zajmując się domem. Kobietą, która odnalazła jedną z największych przyjemności życia właśnie w czytaniu oraz opisywaniu wrażeń z poznanych książek. Jest to obecnie największa pasja w moim życiu, ale kocham też fotografię -choć ostatnio bardziej jako jej odbiorca niż twórca. 
W to, co robię wkładam zawsze dużo serca i ciepła - podobnie jest z blogiem. Z sercem na dłoni wychodzę do czytelników Książkówki i ofiarowuję je tym, którzy chcą je przygarnąć i nie zamierzają ranić. Nic więc dziwnego, że po pewnym czasie zyskałam coś na kształt blogowej rodzinki a dokładniej, kilka blogowych sióstr, do których należy m.in. Basia (zwana przeze mnie czule Baszą lub Sis). Taka moja crazy Sis… :)


Dziękuję Ci Basiu za to, że jesteś, a także wszystkim, którzy regularnie odwiedzają Książkówkę - bez was, by nie istniała. :) A teraz zapraszam was do poznania wrażeń Basi z lektury „Wielkiego marszu” - książki, która poraża brutalnością oraz realizmem. Fakt, że ta historia mogła i nadal może wydarzyć się w świecie rzeczywistym, wywołuje ciarki na plecach…
Oj, ta nasza kochana Książkówka. Basza - hłe hłe hłe, do tego chyba nigdy nie przywyknę :))
Tak, Ewa to moja blogowa Sis, takie serduszko, które raduje się wszystkim po czubki uszu, wzburza po końcówki palców, elektryzuje ferworem czytelniczym po końcówki włosów. Nie wiem co mnie naszło z tymi końcówkami, ale każdy, kto czyta jej recenzje, czy to na jej blogu ksiazkowka.pl, czy oficjalne recenzje na lubimyczytać.pl , ten wie doskonale, że Książkówka, to konkretny czytelnik, niesamowity obserwator i osoba, która niebywale potrafi wyciągnąć na światło dzienne walory jakiejkolwiek interesującej książki. Boskiej lekturze wystawi elektryzującą i niesamowicie porywającą laurkę, tak, porywającą! Dlaczego? Bo tylko niewidomy, który nie może przeczytać jej opinii, nie zostałby porwany jej słowami, jej niezmierzonym zachwytem, który wlewa się w napisane przez nią literki i prądkuje i zaraża i nęci i nie daje spokoju i zostawia po sobie niedosyt. Książkówka nie cacka się z książkami jak z jajkami, jeżeli są nijakie, to zdusza je w zarodku ;) Ewa jest naprawdę cudowną osobą, serdecznie polecam wam jej bloga.

Co mogła mi polecić najbardziej oddana fanka Stephena Kinga na świecie? Tak, oczywiście książkę Króla Grozy pt.: "Wielki Marsz". Oj, Ewa, Ewa - tak bardzo ci dziękuję za ten wybór...
Mroczna alegoryczna wizja przyszłości Stanów Zjednoczonych. Stu chłopców wyrusza w morderczy marsz - meta będzie tam, gdzie padnie przedostatni z nich. Tu nie ma miejsca na sportową rywalizację, ludzkie uczucia ani na fair play, ponieważ gra toczy się o bardzo wysoką stawkę. Najwyższą z możliwych.-źródło
Wiecie co sobie myślę, kiedy czytam książki Kinga? Nie wiecie, bo piszę o nim pierwszy raz, otóż często uważam, że jego pomysł na książkę jest za prosty, za słaby i nie trzyma się kupy (czytałam tylko kilka książek jego autorstwa, więc mnie nie bijcie). Tak sobie pomyślałam i w przypadku "Wielkiego Marszu". Ok, przyszłość, Big Brother na ostro, dzielni chłopcy umierają dla pieniędzy i sławy. Co za głupota, prawda? Idący w marszu młodzieńcy są kochani i szanowani przez tłum, za co? po co? dlaczego? Myślałam sobie: Och, Panie King, mam nadzieję, że zakończenie będzie dobre. Oby mnie Pan nie zawiódł!".

Początek i opis książki wydawał mi się dziwny, ba, głupawy, ale to wszystko nieważne, bo King, to rzeczywiście King - król budowania akcji i napięcia, nakreślenia amoku, ferworu, natężenia, naszkicowania strachu, przerażenia i bezsilności.

W opisach sytuacji, w momentach tak nam przedstawionych, jakbyśmy uwiecznili je na fotografii, w tak czytelnych i wyrazistych do bólu chwilach - w tym kryje się geniusz Kinga, a nie w pomysłach na książkę. Jednak "Wielki Marsz" z czasem zaczyna być bardzo ciekawy. Dlaczego? Bo tak naprawdę nieważne, który z tych chłopców zwycięży (wiadomo kibicujemy głównemu bohaterowi), najważniejszą w tym utworze jest psychologia tłumu: tłumu chłopców idących, jak i kibiców, obserwatorów, społeczeństwa, świata. Jesteśmy niemalże "naocznymi" świadkami tych wydarzeń, marsz jest ekscytujący, ten marketing, te pieniądze na nagrodę itd. itp. Chcemy krzyczeć, drzeć się na niegodziwość na tą masakrę, na straszną reakcję tłumów. Zadajemy sobie pytanie: co z nich za ludzie?

Owieczki idące na rzeź - równie dobrze tak mógłby brzmieć tytuł tej książki. Dlaczego ci młodzi ludzie godzą się na taką głupotę? Przecież maszerują ku śmierci - statystycznie mają 1% szansy na przeżycie. Nikt z nich nie rezygnuje, nie protestuje. Wychodzi na to, że ich życie nie jest warte niczego. Rodzice "wybranych" to, poza jednym wyjątkiem (jadącą i krzyczącą za synem matką), zimne roboty, których naiwność jest równa naiwności ich dzieci. Pytań miałam ciągle więcej i więcej: dlaczego oni się tak poświęcają? Czy naprawdę chodzi tylko o sławę i pieniądze? Może jednak oni chcą umrzeć? Nie mieściło mi się to w głowie.

"Wciąż łapał się na tym, że ma zbyt wiele pytań i nie dość odpowiedzi. Cały Wielki Marsz wydawał się jednym wielkim znakiem zapytania. Powiedział sobie, że coś takiego musi mieć przecież głębsze znaczenie. Pewnie tak było. Coś takiego musi dostarczyć odpowiedzi na każde pytanie; sprawa polegała tylko na tym, żeby nie ustawać, tylko iść i iść. Bo gdyby dał radę..."
I te tłumy gapiów czekające na odstrzelenie jakiegoś uczestnika, czyhające na pot, na łzy, na krew, żądne śmierci i trupów. 
"Tłum zaryczał i czknął nowym entuzjazmem, kiedy ciała padły na ziemię jak wiązki chrustu."
Co to za społeczeństwo? Gdzie ich człowieczeństwo? Autor pisze to tak realistycznie, jakby takie społeczeństwo i gra naprawdę istniały, jakbym tam żyła.

Futurystyczna wizja Kinga jest porażająca i napisana w ten sposób, że jesteśmy niemalże uczestnikami marszu. Znamy wszystkie rozterki chłopaków, widzimy ich zmęczenie, które uodparnia ich i znieczula na mord i krzywdę ich konkurentów. Niby normalni chłopcy, mają rodziny, dziewczyny, swoje życie, a mam wrażenie jakby ich umysły zostały nakryte kołderką nijakości i obojętności. Są momenty, kiedy reagują żywo, chętnie, pomagają sobie, są honorowi, braterscy, dzielni, by za chwilę zapomnieć o swoim towarzyszu i skupić się tylko na ruszaniu nogami, zadbaniu o siebie, o tym, że nie mogą się przyjaźnić, do kogoś przywiązać, że nie mogą mieć w tej kwestii nawet złudzeń. Muszą być samotni. Niby tak, ale byłoby za łatwo, i znowu kłania nam się geniusz Kinga - chłopcy zaczynają dostrzegać prawdę o własnej śmiertelności, całe bohaterstwo, piękno i idee odchodzą wraz z nią. 

"Sprzedaliśmy samych siebie, przehandlowaliśmy nasze dusze za tandetę."
Nawiązują się przyjaźnie, dobre gesty - im dłużej idą, tym gorzej się z każdym z nich rozstać. Stać ich już wtedy na gest współczucia i miłosierdzia. 
Idą, idą, idą - w rozedrganiu, w cierpieniu ponad wszelką wytrzymałość mięśni, w pocie lejącym się zewsząd, w ciągłym bólu, który przypomina wbijanie noża z stopy, w nogi, w mięśnie. Ciągle marzą o wyspaniu się, o odpoczynku, o jedzeniu, o normalnym wypróżnieniu. Czasami: 
"Następowało całkowite zerwanie kontaktu ze światem. Ze wszystkim z wyjątkiem drogi. Wpatrywali się w drogę z jakąś obłąkańczą fascynacją, jakby była liną nad nieskończoną denną przepaścią, którą musieli przebyć."
"Niby nic się nie zmieniło od wczoraj, zaszła tylko drobna różnica. W tej właśnie chwili jesteśmy zajęci umieraniem."
"Wielki Marsz" to etap nie tylko fizycznej, ale i psychologicznej przemiany i "dorastania" bohaterów do śmierci. Z bezkresnego zmęczenia wypływają marzenia o śmierci - o ciszy, o odpoczynku, o spokoju:
"cisza jak skrzydełko ćmy. Koniec rozdzierającego bólu przy każdym ruchu, koniec długiego, sennego koszmaru marszu drogą. Ciało w spokoju, w bezruchu. Cisza. Idealny mrok śmierci."
"Idziesz, albo umierasz. Zmęczenie powoduje, że i przyglądał się temu apatycznie i myślał, że nawet groza powszednieje. Nawet śmierć jest płytka." 
Zobaczcie jak autor pięknie potrafi ubrać te przemyślenia w słowa. A jak melodyjnie opisać niektóre zjawiska:
"Niebawem rozpoczęła się deszczowa symfonia brzasku."
Dla mnie wyjątkowo udanym cytatem był oczywiście urywek w klimatach bibliotecznych:)
"leżałby w największej, najbardziej zakurzonej bibliotecznej ciszy świata."
 Co jeszcze jest poruszane w tej książce? To, że wiele osób potrafi się niezdrowo fascynować śmiercią, że tłum chce widzieć TEN KONIEC, dostrzec go, niemalże musnąć, odczuć prawie namacalnie, przekonać się jak to jest, czy po śmierci nie ma już nic, tylko pustka, cisza. Co się wtedy dzieje? Jak wygląda trup? Jakie ma oczy? Jak to jest widzieć na żywo krew, bladość, niemoc i bezwład kończyn i ciała...? Niektórych to nawet podnieca.
"Pewnie, to zwierzęta. (...) Francuscy arystokraci pieprzyli się w cieniu gilotyny. Starożytni Rzymianie dupczyli się podczas walk gladiatorów. To rozrywka, Garraty. Nic nowego."
Najważniejsze są także przemyślenia bohaterów nad życiem i nad śmiercią: czy życie ma sens? czy warto żyć? po co przedwcześnie umierać? czy daliśmy się oszukać? po co to zrobiliśmy?

Zakończenie jest niebanalne, mistrzowskie.


Pamiętajcie, że czytając Kinga trzeba wczuwać się w jego książki, ja zazwyczaj wszystko muszę przemyśleć, przeanalizować i wiem, że do jego dzieł powinnam podchodzić mniej sceptycznie. Trzeba dać się porwać jego utworom. Pomimo, że nie należą one do literatury poważnej, trudnej i ambitnej, to są powieściami dla każdego, wszyscy mogą się nimi zachwycać, każdy może odnaleźć w niej coś dla siebie, a emocje kapią i wylewają się ze stron jego książek wiadrami. Pamiętajmy, że dzieła Kinga, to nie tylko gatunki: fantasy, thriller, czy horror, to także niemalże książki psychologiczne: wspaniale nakreśleni bohaterowie i ich wewnętrzne rozterki, zewnętrzne reakcje, które czasami nie dają nam spokoju, nie możemy przez nich spać po nocach, o których myślimy długo po zakończeniu czytania. Nie dziwcie się, że King sam w sobie jest bestseller'em. Jest genialny. Kto, jak kto, ale on z pewnością zasłużył sobie na tę sławę i pieniądze, stał się legendą za życia. Ameryka i cały świat piszczy z niecierpliwości na pojawienie się na rynku wydawniczym kolejnych publikacji tego niezwykle płodnego pisarza. Ja oczywiście też. Dlaczego? Proste: King to pewniak. Nigdy mnie nie zawiódł. Jego książki bywają gorsze, lub lepsze, ale zawsze utrzymują wystarczający poziom... emocji.

Literatura: amerykańska
tłumaczenie: Paweł Korombel
tytuł oryginału: The Long Walk
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 10 stycznia 2006
ISBN: 83-7469-241-3
liczba stron: 344
słowa kluczowe: powieść amerykańska
kategoria: thriller/sensacja/kryminał
język: polski
typ: papier
wyzwania:
autorkie:

23 komentarze:

  1. Rany, zaczerwieniłam się po czubek klawiatury. ;) Dzięki Ci Kochana za ten ogrom ciepłych słów. :) Aż mnie zatkało. :) A co do "Wielkiego marszu" - cieszę się, że przypadł Ci do gustu, mimo że inne książki Kinga niekoniecznie Ci się podobały. Uchwyciłaś w nim to, co najważniejsze. :) Nie każdy tę książkę ceni - ja bardzo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sis, kochana - to ja dziękuję za udział xx.
      A "Wielki Marsz" podobała mi się i to bardzo.

      Usuń
    2. Bardzo podobały mi sie Wasze słowa dziewczyny...Ewy o sobie i Baszy o Ewci...uwielbiam Was i zgadzam się z każdym słowem;)Ewcia jest niesamowicie ciepła, zaangażowana i serdeczna i dla każdego znajdzie choć chwilę;) Buziaki dla Was obu;) Co do książki to moje nr 1 Kinga i złego słowa na nią powiedzieć nie dam...jest przerażająca, ale nie przerażają potwory, a ludzie i ich wybory, charaktery, podejście - ich obojętność znieczulica, a cytat biblioteczny i mnie się Basieńko podoba;*****

      Usuń
    3. Tusia, Ty też nasza Sis jesteś, wiesz o tym chyba? nie trzeba Ci tego uzmysławiać?;) Dzięki Kochana. :);* Cieszę się, że za "Wielkim marszem" stoisz murem - jest nas dwie. :D

      Usuń
    4. oj będę stać murem! I przypominać też nie trzeba! tylko muszę do równowagi wrócić i pozbierać się i podoczytywać i na spokojnie będzie można plotkować na blogach;P

      Usuń
  2. Nie czytałam jeszcze żądnej książki Kinga, ale Wielki Marsz mnie nadzwyczaj zainteresował i z ogromną przyjemnością przeczytałam ten wpis!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam dokładnie tak jak Kiti Basiu :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Wielki Marsz" przeczytałem swego czasu (7 lat temu) na jednym wdechu, jednego wieczora ;-) Rewelacja, niesamowicie trzyma w napięciu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale świetna recenzja! I cały post! Z takimi sisters to można podbijać świat! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękujemy za miłe słowa.

      Usuń
  6. "Wielki marsz" to jedna z książek Kinga, po której nie mogłam spać i siedziała mi naprawdę długo w głowie. Trzeba być wariatem, żeby wymyślić taką fabułę..

    OdpowiedzUsuń
  7. Noo to koniecznie muszę przeczytać po takiej recenzji :)) Bloga Ewy odwiedzam bardzo często, jest super :))

    OdpowiedzUsuń
  8. A mnie jednak King nieco zawiódł. Być może dlatego, że nasze pierwsze spotkanie nie przebiegło zgodnie z moimi oczekiwaniami. Zaczęłam przygodę z tym autorem od ,,Dallas 63'' i liczyłam na przerażający horror a w rzeczywistości dostałam co prawda piękną i magiczną lecz mimo to obyczajówkę. Potem przyszedł czas na ,,Joyland'' i sytuacja się powtórzyła. Jedynie ekranizacje są takie jak lubię, czyli mroczne i przerażające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam "Dallas 63", ale skończyłam niedawno "Joyland" i troszeńkę się zgadzam - szału nie ma, kapcie nie lecą, jednak przeczytałam z prędkością światła.

      Usuń
  9. Mnie po przeczytaniu ,,Wielkiego marszu" wszystko bolało - zupełnie jakbym część drogi przeszła razem z bohaterami. Brr. Książka wywołuje takie emocje, a to i tak nie jest najlepsza powieść tego pisarza ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniała recenzja! Uwielbiam Kinga, uwielbiam "Wielki marsz" :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Napiszę to co zawsze piszę pod postami, w których poruszany jest temat Kinga i jego książek - czytałam tylko Podpalaczkę, która była dobra, aczkolwiek zawsze mogłaby być lepsza. Do poznawania jego twórczości jakoś mnie nie ciągnęło, ale Ty naprawę mnie przekonałaś, postaram się przeczytać "Wielki Marsz" jak tylko będzie ku temu najbliższa okazja. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Tę książkę już mi polecano. Nawet chciałam ją pożyczyć, ale jak to u mnie bywa, gdy mi się przypomni, była wypożyczona. Ale już niedługo ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeśli chodzi o Kinga to ogromnie podobał mi się jego cykl "Mroczna wieża". "Bastion" oraz "Cujo" to również lektury, które pozostawiły po sobie dobre wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kinga raczej czytać nie będę, ale do Ewy oczywiście zaglądam chociaż gust czytelniczy mamy różny.

    OdpowiedzUsuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...