poniedziałek, 27 maja 2013

"Intruz" Stephenie Meyer - o książce i ekranizacji (44)



 Cała ta książka jest jakaś... dziwna. Początkowo kompletnie nie mogłam wejść w świat bohaterki, czułam się tam przybyszem.
Dedykacja Meyer w tej książce:
"Mojej matce, Candy, która nauczyła mnie, że najlepszą częścią opowieści jest miłość"
Nic dodać, nic ująć, głównie o tym uczuciu jest owa lektura. Lecz nie jest to tylko typowa miłość kochanków, idealne romansidło, odczuć jest tu ogrom i są wielowymiarowe.
Melanie jedna z ostatnich 100% istot ludzkich zostaje złapana przez najeźdźców, intruzów, którzy zawładnęli ludzkimi ciałami i Ziemią (kolejną już dla nich planetą). Po wszczepieniu w nią duszy o imieniu Wagabunga dziewczyna staje się jedną z obcych. Ale czy całkowicie?

Dusza ma pomóc w ujęciu reszty rebeliantów - ocalałych ludzi poprzez odkrycie we wspomnieniach Melanie miejsca ich przebywania. Dusza i dziewczyna tak dwie przeciwstawne sobie jestestwa, wrogowie, muszą przebywać w jednym ciele. Wagabunga poprzez wspomnienia Melanie rozkochuje się w jej Jaredzie. Razem uciekają przed łowczynią, aby odnaleźć ukochanego i  młodszego brata dziewczyny Jamiego.
Opisy innych planet są tak niewiarygodne, że bardziej chyba już nie da się osadzić tej książki w SF.
"Później mówiłam o Planecie Kwiatów, o tym jak się czułam mając grube białe futerko i cztery serca, dzięki którym było mi ciepło, i o tym, jak omijałam szerokim łukiem szponowce”
 To powieść o uczuciach, o ogromnej stracie, rozpaczy, miłości, poświęceniu wszystkiego dla dobra najbliższych, to wiele odcieni miłości: do życia, do wybranka, do brata/dziecka, opiekuna, świata.
Dusza jest niezmierzonym dobrem, z czasem ma w sobie coraz więcej cech i odczuć człowieka.
"Tajemnicza więź pomiędzy matką a dzieckiem, tak potężna na tej planecie, przestała być dla mnie zagadką. Nie było wspanialszej więzi nad tę, która kazała poświęcić życie dla drugiej osoby. Rozumiałam to już wcześniej, lecz do tej pory nie rozumiałam, dlaczego tak jest. Teraz wiedziałam już, czemu matka jest gotowa oddać życie za dziecko, i to odkrycie miało na zawsze zmienić moje spojrzenie na wszechświat."


źródło
Cieszę się, że przeczytałam książkę zanim obejrzałam jej ekranizację. Po filmie czułam... wielkie, obezwładniające mnie rozczarowanie. Może mam za bujną wyobraźnię, ale całkowicie inaczej wyobraziłam sobie postać głównej bohaterki Mel/Wandy. Zupełnie nie przekonała mnie ta aktorka, dopiero pod koniec filmu leżąc na łóżku i  żegnając się z życiem i ze światem, dojrzałam w jej grze jakieś światełko w tunelu. Natomiast nowe ciało Wandy (i tylko i wyłącznie jej) jest tak jarmarkowym, kiczowatym opakowaniem dla jej duszy, że aż mną dreszcze wstrząsnęły. Ujrzałam napompowaną piękną twarz z nadmuchanymi ustami, która bardziej sztuczna już być nie mogła. Nie mówię, że ta młoda aktorka przeszła jakąkolwiek operację, ale mogli już wybrać kogoś o wiele bardziej naturalnego, bo o wiele bardziej do normalnej twarzy, a nie lalki Barbie pasowała mi dobra dusza Wandy. W książce jej nowa twarz była odzwierciedleniem cnoty, pokory, miłości, wewnętrznego piękna duszy, w ekranizacji niestety ujrzałam tandetę do potęgi n-tej.  Nawiązując do ekranizacji utworów Meyer - już nawet filmy sagi "Zmierzch" mnie bardziej przekonują. Film "Intruz" to love story dla ubogich. Po jego obejrzeniu nigdy nie sięgnęłabym po tą książkę.
Wracając do powieści, jej ironiczny tytuł "Intruz" tak naprawdę ukazuje myślenie i niezmierzoność, bezkres, bezmiar uczuć ludzkich. I trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, iż zawiera ona w sobie istotę człowieczeństwa.


Tłumaczenie: Łukasz Witczak
tytuł oryginału: The Host
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania: listopad 2008     
liczba stron: 560
słowa kluczowe: wróg, rebelia, uczucia
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier
wyd. Dolnośląskie, Wrocław 2008r.

45 komentarzy:

  1. Byłam pewna, że komentowałam Twój wpis o "Solaris", ale albo mam przewlekłe problemy techniczne, albo ludzie nie lubią, jak komentuję ich blogi... ;-)
    Próbowałam czytać "Intruza" tuż po premierze książki, ale nie przebrnęłam. Nie lubię SF. Ale cieszę się, że napisałaś o filmie; szczerze mówiąc, spodziewałam się, że może być przesłodzony, zrobiony pod publiczność zakochaną w "Zmierzchu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I taki właśnie jest ten film, słodki, kiczowaty, zupełnie... niefajny :)

      Usuń
  2. Byłam pewna, że komentowałam Twój wpis o "Solaris", ale albo nie powinnam komentować blogów, albo mam problemy techniczne... ;-)
    Nie lubię s-f zbytnio i nie przebrnęłam przez "Intruza", próbowałam go czytać tuż po premierze książki. Ale cieszę się, że napisałaś o filmie; bałam się, że będzie przesłodzony i zrobiony pod fanów "Zmierzchu".

    OdpowiedzUsuń
  3. Minerwo dostałam na maila wiadomość o Twoich komentarzach, ale coś chyba nie tak z blogspot, bo nic z nich tutaj nie widzę, a ja nie usuwam komentarzy, chyba, że czysta reklama. Nie wiem co się dzieje...?

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję i przepraszam za powtórki. Cóż, każdy serwer czasem głupieje i trzeba zaczekać, aż mu przejdzie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaciekawiło mnie to współistnienie dusz w jednym ciele, ale chyba jeszcze nie na tyle by sięgnąć po "Intruza" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślę, że może patrzysz z perspektywy sagi "Zmierzch" i dlatego nie czujesz się skuszona :D
      No cóż - ja drugi raz bym "Intruza" już nie przeczytała, więc nie jest to jakaś cudowna książka bez której świat nie może się obejść :) Ale zaintrygowało mnie to oko ;)

      Usuń
  6. Fakt książka zdecydowanie lepsza, a na filmie chyba przysnęłam bo za bardzo go nie pamiętam, albo był tak dobry, że szybko się ulotnił

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie był tak dobry :D to drugie hehe

      Usuń
  7. książkę czytałam niesiona falą popularności Stephanie, kilka dni po jej premierze. sporo czasu już minęło, dla do historii nadal mam sentyment. film też mi się podobał, choć zostawił po sobie wrażenie rozmytego i mało konkretnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście był mało konkretny, szczerze mówiąc nie zapada wcale w pamięć, a szkoda bo książka mówi o uczuciach ważnych, a film jakoś tego nie oddaje...

      Usuń
  8. Intruzem jestem absolutnie zachwycona, chociaż fanką Zmierzchu raczej nie można mnie nazwać. ;) A ekranizacja mnie też rozczarowała. ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka mi się podobała, ale nie byłam nią aż tak bardzo zachwycona, była w porządku, całkiem niezła, dobra, ale to tyle... dla mnie. Ekranizacja (jak to przeważnie bywa) nie umywa się do książki.

      Usuń
  9. Mam ochotę przeczytać tę książkę, a ponieważ nie ma jej w bibliotece zastanawiam się nad kupieniem jej ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie http://kinga42.blogspot.com/ :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ja bym jej sobie nie kupiła, ale może Tobie się bardziej spodoba, jak wolisz:)

      Usuń
  10. miałam w planach film zamiast książki, ale widzę, że jednak trzeba te plany zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mi się ta książka nie spodobała. Zapadła w pamięć, ale w negatywny sposób. I mimo, że czytałam różne książki, to ta była chyba najbardziej "obrzydliwa".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrzydliwa? czy masz na myśli wszczepianie duszy w ludzkie ciało? To fakt jest dziwaczna, ale dla mnie jest całkiem dobra, (nie bardzo dobra). Kwestia gustu, prawda?

      Usuń
  12. Ja wczoraj dostałam ją na urodziny i już jestem na 170 stronie xD wciągnęła mnie nawet film też mi się podobał chociaż chyba książka lepsza xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka o niebo lepsza, ten film był dużo gorszy, ale prawdę mówiąc to nie był najgorszy film świata, więc nie dziwię się, że komuś się mógł spodobać. Mam nadzieję, że książka Cię zachwyci - przecież to Twój prezent, więc byłoby idealnie jakby udany! 100 lat :) a nawet i 200.

      Usuń
  13. nie widziałam filmu i chyba nie obejrzę, bo książka mnie oczarowała i wzruszyła w paru momentach, dlatego nie chcę sobie psuć wrażenia;) pozdrawiam ciepło;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to nie psuj :) Ale wiesz, to kwestia gustu - może Tobie akurat się spodoba, kto wie?

      Usuń
    2. nie za bardzo pasują mi aktorzy...po prostu "moja wyobraźnia" w tym temacie była całkiem innego zdania i pomysłu;) ale może kiedyś...kto wie;)

      Usuń
    3. Ja miałam takie same odczucia! Przybij 5tkę:)

      Usuń
    4. a co tam przybiję nawet dwie;P 5-ka i 5-ka ;PPD

      Usuń
    5. 5 i 5 :D Nie wiem, która z nas jest bardziej szalona, ale obstawiam Ciebie :D

      Usuń
    6. ja??o_O jestem bardzo spokojna i stonowana;D cicha myszka;PP

      Usuń
    7. Jakbym miała z Tobą kontakt po raz pierwszy, to może bym i uwierzyła, a tak: jaaaaaaaaaaaaaaaaaasne! chyba jak śpisz!:P

      Usuń
    8. i jeszcze jak jem;))))) hahahaha.... xxx

      Usuń
    9. hihi no tak, buzia zablokowana heheheh:D

      Usuń
    10. boże gubię się już na tym w ilu postach piszemy;DDDDD później mi się przypomina...."aaaa jeszcze ten" ;p a o połowie pewnie nie pamiętam;PPPDDD

      stwierdziła jeszcze, że jestem cichą myszką jak czytam;PP

      Usuń
    11. ale wracając do książki...;P

      Usuń
    12. to może być, tak na 1 raz:D Więc ja do niej już nie wracam:P

      Usuń
    13. hahahaha...ja przeczytałam raz i raz zaczęłam przeglądać przed pisaniem posta i przeczytałam drugi;P ale myślę że jak po nią sięgnę to najwyżej za kilka lat;))

      Usuń
  14. ja wole intruza niż sagę zmierzch:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fajnie, że się różnimy:) Zawsze to mniej monotonnie.

      Usuń
  15. Nie czytałam książki i nie oglądałam filmu, i mimo Twojej świetnej recenzji, mimo opinii innych na temat tej książki i filmu nie mogę się przemóc żeby po nią sięgnąć. Jakoś tematyka mi się nie podoba:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tematyka może nie podejść, mnie też odstraszała, ale jakoś się przemogłam:D

      Usuń
  16. Popełniłam kiedyś wielki błąd i nie mając pojecia kim jest Stefa Meyer kupiłam "Intruza" wydając w antykwariacie 45 zł (w tym samym antykwariacie miałabym za to ze cztery Amelie Nothomb. :(). To była moja najbardziej nieprzemyślana książka ever. Na drugim miejscu jest "Księga bez tytułu". :D To jest książka pisana pod konkretną grupę docelową (nastolatek w późniejszym okresie dojrzewania - czyt 16-19) i wielce prawdopodobne, że nie spodoba się innym czytelnikom. Ja czytając ją akurat trafiłam z wiekiem, więc lektura nie była jakąś ogromna męką. No ale nic poza tym - nie zachwyciła mnie szczególnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Intruz wypadł dość słabo w moich oczach, a, o dziwo, uwielbiam "Zmierzch":D. Natomiast "Ksiega bez tytułu" - uważam, że była świetna, masakrator na całego z poczuciem humoru. Przeczytaj sobie moją opinię: http://basiapelc.blogspot.com/2013/07/ksiega-bez-tytuu-anonim.html

      Usuń
    2. Mi też "Zmierzch" jakoś nie wadzi - w przeciwieństwie do zdecydowanej większości populacji, która widziałaby płonące stosy z książkami Meyer. Przeczytałam "Zmierzch", "Księżyc w nowiu" i "Przed świtem", no i może jakoś szczególnie mnie nie zachwyciły, ale nie były też złe. Przyzan że wolałam Harrego Pottera (WSZYSTKIE części przeczytałam w ciągu 2 tygodni - śpiąc po 2, 3 godziny dziennie. Od tamtej pory nie było jeszcze tak grubej i wielotomowej lektury, która by mnie tak bardzo pochłonęła.). Chociaż to było w gimnazjum - zero obowiązków, nic tylko czytać, czytać, czytać. Może jeszcze kjiedyś zanjdzie sie taka urzekająca książka - wszystko przede mną. :) Też planuje recenzje "Księgi bez tytułu" bo tak smętnie łypie na mnie z półki tymi złotymi literkami... :P Ale musiałbym ją jeszcze raz przeczytać, a nie potrafię się zmusić. :D

      Usuń
    3. Mnie "Zmierzch" zachwycił, ale było to jakiś czas temu. Nie porównywałabym HP, bo on jest cudem w porównaniu do wielu powieści. HP to legenda, to majstersztyk, mistrzostwo.

      Do "Księgi..." trzeba mieć duuuużo dystansu i poczucia humoru, może za drugim razem dojrzysz w niej coś więcej - mi bardzo się podobała i z chęcią chciałabym mieć ją na półce!

      Usuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...