piątek, 24 maja 2013

"Solaris" Stanisław Lem (43)



O co tyle szumu? Czemu to "Solaris" takie ważne, sławne, wyjątkowe? Czy warto przeczytać, poświecić na niego swój czas?

"Solaris" czyta się lekko. Nie spodziewałam się, że tak polubię świat SF, ale autor bardzo mi to ułatwia. Dokładne opisy pełne szczegółów są intrygujące. Moja wyobraźnia ukazuje mi, maluje ten świat tak, jakby tego sobie życzył Lem, a pewnie i lepiej. Każdy widzi to przecież inaczej, po swojemu i nawet dokładne opisy nie stworzą u każdego identycznego obrazu - wyobraźnia jest po prostu piękna, jest cudem. Cały opis Solaris, dwóch słońc, ogromnego morza, atmosfery niebezpieczeństwa, grozy jest wspaniały. Jest tak kompletnie opisany, wydaje się taki namacalnie prawdziwy, że chciałabym choć przez chwilę zobaczyć go na własne oczy, ale po chwili... szybciutko wrócić na Ziemię, do domu.

Często mam gęsią skórkę, jestem zszokowana, przerażona, czuję się częścią tej niespójnej załogi. Gratuluję odwagi Kelvinowi - ja pewnie ze strachu nie ruszyłabym się z jego pokoju na krok, a on jak na psychologa przystało... chce dojść do prawdy, jakakolwiek miałaby ona być. Jak to się stało, że zginął jego kolega? kim są goście? Wie już, że osoba - poczwara, którą spotkał nie jest przywidzeniem, majakiem, zjawą, lecz jest… fizycznie namacalną, żyjącą istotą, jest... czymś. Bohater nie po to podróżował przez 16 miesięcy z Ziemi na Solaris, żeby teraz tak łatwo się poddać i chować ze strachu.

Jego gościem jest jego była dziewczyna, która zabiła się z jego powodu (przynajmniej on tak uważa), jego wyrzut sumienia, jego cierń, bolączka. Zjawia się u niego i nie chce spuścić z oczu, prześladuje go. Kelvin jest w pułapce…

Goście nie są zwidami, to osoby, które miały jakiś wpływ i są obecne w myślach mieszkańców Stacji. Zjawili się oni 8, czy 9 dni po przeprowadzonym przez załogę rentgenowskim eksperymencie na oceanie na Solaris. Ten mógł ich spokojnie zniszczyć, ale „zeskanował” ich psychikę i każdemu „dopasował” to, czego najbardziej się obawiał i czego zarazem pragnął najbardziej na świecie. Solaris stworzył swoją armię i kontroluje stacjonujących ziemian. Czemu pod postacią ludzi? Bo ludzie nawet w kosmosie szukają… ludzi, swojego odbicia.

Ludzie próbują na wiele sposobów zabić obcych, ale zupełnie nic to nie daje, są niezniszczalni, przynajmniej przez jakiś czas. Nie dowiedzą się o nich wiele więcej, natomiast o sobie samych z pewnością.

Wszystko jest przedstawione, ale nie zawsze do końca dopowiedziane, trzeba samemu domyślać się co czym jest, a czym nie jest. Czytając to odbiorca ma troszkę wrażenie jakby śnił na jawie, poruszał się w malignie, był częścią mgły...

„Muszą też istnieć rzeczy… sytuacje… takie, że nikt nie odważył się ich urzeczywistnić, poza swoją myślą, w jakiejś jednej chwili oszołomienia, upadku, szaleństwa, nazwij to, jak chcesz. Po tym słowo staje się ciałem. To wszystko.”

„Nie szukamy nikogo oprócz ludzi, nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się dławimy. Chcemy znaleźć własny, wyidealizowany obraz…

Mamy wreszcie kontakt z obcymi, z inną cywilizacją. Jakże jest ona inna od tej, którą pragnęlibyśmy odkryć – nie pasuje do naszych kanonów pojmowania: 1. cywilizacji bardzo prymitywnej jaka miliony wieków temu miała u nas miejsce, albo 2. doskonałej technologicznie wybiegającej w ogromną przyszłość w którą może wkroczylibyśmy dopiero za wiele wieków. Niestety nie chcemy innego rozwiązania, nie chcemy tego…

„Mamy go, ten kontakt! Wyolbrzymiona jak pod mikroskopem nasza własna monstrualna brzydota, nasze błazeństwo, wstyd!!!”
Kelvin patrząc na ocean - jedną, wielką, milczącą, prawie całkowicie bierną, tajemniczą, zawieszoną w przestrzeni czasu, nieodkrytą niewiadomą, wspomina o koncepcji ułomnego Boga (o wierze):

"To jedyny Bóg w którego byłbym w stanie uwierzyć, którego ręka nie jest odkupieniem, niczego nie zbawia, nie służy niczemu, tylko jest."

Tylko istnieje... jak ocean na Solaris, po prostu tylko jest. Nie ingeruje (poza gośćmi, którzy i tak giną), nie mści się, po prostu trwa. Może Bóg właśnie taki jest... Można pogdybać.
Nie odkryłam jeszcze pewnie wielu wymiarów Solaris, bo bez wątpienia jest to utwór wielowymiarowy. Do tych co go jeszcze  nie przeczytali: na co Wy jeszcze czekacie?

 Utwór ze zwyczajnego dzieła science fiction w ciągu sekundy, z przeskoku zdania na następne, staje się głębokim studium psychologicznym jednostki ludzkiej. To dzieło powaliło mnie na kolana. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, człowiek wie, że po takiej słynnej pozycji ma się spodziewać wiele, ale żeby aż tyle…

 Lem nie odpowiada nam na pytanie z czym dokładnie obcym mamy tutaj do czynienia, zostaje niewiedza, niedosyt. Może z lękami o niespełnionej miłości, samotnością, wiarą, wstydem,...?Autor nie chce tego dopowiedzieć i to chyba jest największym impulsem do tego, aby fascynacja czytelników Lemem od kilkudziesięciu lat nie straciła na swej wartości.





Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania: marzec 2012    
liczba stron: 340
słowa kluczowe: Lem, Literackie, obca cywilizacja, kosmos,
kategoria: Literatura piękna
język: polski
typ: papier

22 komentarze:

  1. Mam ją w planie, choć trochę odstraszają mnie te szczegółowe opisy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się tego bałam, ale o dziwo te opisy były niesłychanie absorbujące - mówię o opisach Solaris, statek mniej mnie interesował. Przeczytałam też "Niezwyciężonego" (opisze go później), który jest jeszcze bardziej twardym SF i o wiele bardziej przystępną lekturą niż "Solaris". Zachwyciłam się Lemem, jaką to trzeba mieć wyobraźnię. A tak byłam anty całego SF, niepotrzebnie...

      Usuń
    2. O, "Solaris" i "Niezwyciężony" to klasyka! Mnie się też bardzo podobało, bo miałam kiedyś okres czytania SF.
      Bardzo lubiłam też SF radziecką, m. in. Kiryła Bułyczowa i braci Strugackich. Oni tam mają dobre tradycje, stąd być może dzisiejszy sukces "Metra 2033" Głuchowskiego itp. pozycji...

      Usuń
    3. O proszę - nie podejrzewałabym Cię o taką znajomość SF ;) o "Metrze" słyszałam, tych innych rosyjskich autorów nie znam, dobrze wiedzieć, dzięki.

      Usuń
    4. Jeśli chodzi o SF to miałam z tym rodzajem literackim naprawdę bliskie związki, do tego stopnia, że kupowałam pierwsze numery pisma "Fantastyka", w latach 80. byłam członkiem Klubu Miłośników Fantastyki w moim mieście (takie fankluby to były zakładane przez czy może raczej pod patronatem pisma "Fantastyka"), no i było fajnie, bo byłam tam wówczas jedyną dziewczyną;)))

      Usuń
    5. Wielkie łał! Zaimponowałaś mi! Teraz już chyba niestety "Fantastyka" nie jest tak poczytna jak kiedyś - prowadziłam w 2009-2011 salonik prasowy i dwa kioski i wiem, że "Fantastyka" mi nigdy nie schodziła i była niestety do zwrotu, ale to może tylko w Koszalinie?!

      Usuń
  2. "Solaris" jest świetne właśnie dzięki tej próbie stworzenia nowego rodzaju kosmity. Nie kosmity-człowieka, ale zupełnie inaczej myślącej kreatury, niekoniecznie przez to gorszej czy lepszej od nas. Chociaż moim zdaniem "Dzienniki gwiazdowe" biją "Solaris" na głowę. Do dziś wspominam je bardzo dobrze (może dlatego, że była to moja pierwsza książka Lema ;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę i mam kolejną pozycję do przeczytania :) dziękuję za podpowiedz. Rzeczywiście ten obcy jest całkiem inny od naszych wyobrażeń - niesamowite to!

      Usuń
  3. Nie czytałam nic tego autora, choć raczej skusiłabym się na ,,Bajki robotów" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam, więc ciężko mi ocenić, ale jak już zaczynać to uważam, że najlepiej od najsłynniejszych, żeby wiedzieć czemu to takie niby fajne :D

      Usuń
  4. Oj, aż wstyd się przyznać ale ja mimo tego że jest w sumie mała książka ledwo przebrnęłam...nie mówię, że mi się nie podobało ale czytało dość opornie
    I tak przy okazji fajny blog zapraszam też do siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda nie jest to najłatwiejsza do przebrnięcia pozycja, bo jest kilka opisów technicznych, ale mi właśnie jakoś czytało się całkiem dobrze:)

      Usuń
  5. Czytałam "Solaris" kilka lat temu i choć za twórczością SF nie przepadam to Lema bardzo lubię. W zeszłym roku czytałam Listy Lema i Mrożka, gorąco Ci polecam jeśli jeszcze ich nie czytałaś. Można poznać Lema od prywatnej strony, bardzo ciekawa postać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe i znowu mnie namawiasz na listy i poznawanie autora prywatnie :) Choć nie lubię biografii itp. literatury, to może się skuszę...

      Usuń
    2. Wiem, wiem:) Tak już mam!

      Usuń
  6. Czytałam, nie lubię SF i Lem tego póki co nie zmienił, lepiej czytało mi się Dicka i Bradbury'ego. Ale zgadzam się z Tobą w kwestii dokładności opisów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, opisy dokładne, dosadne, pobudzające wyobraźnię.

      Usuń
  7. Miałam kiedyś zamiar przeczytać "Solaris", nawet w domu czekała książka na półce. Wtedy (a było to sporo lat temu) jakoś pomysłu tego nie zrealizowałam. Może i dobrze, że wówczas po nią nie sięgnęłam bo pewnie nie doceniłabym treści. Dziękuję za przypomnienie o Lemie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja też myślę, że wcześniej by do mnie nie dotarła... Potrzebny jest czas.

      Usuń
  8. Właśnie skończyłem czytać - Doprawdy, bardzo dobra opowieść :)
    Ale ta opowieść została urwana w 3/4! - Stanisławie, jak mogłeś! :)
    Kelvin siedzi na brzegu oceanu i patrzy w nicość w beznadziei, ale jest przecież jeszcze 'jedna szansa' - i to sam ją wysłał na orbitę :D
    [Co by za dużo nie zdradzać tym, co jeszcze nie przeczytali]

    Czuję się nieusatysfakcjonowany, czy wręcz oszukany nawet.. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha Lem potrafi nami poruszyć. Zostawia po sobie niedosyt, nie daje odpowiedzi na tacy! Ale myślę, że to baaaardzo dobrze :)

      Usuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...