poniedziałek, 29 kwietnia 2013

"Pewna forma życia" Amelie Nothomb (32)


Muza S.A., Warszawa 2011r.
SPOILERY
Sięgnęłam po książkę, bo wywołała we mnie jakieś odczucia, a dokładnie niepokój... Tytuł i okładka zaabsorbowały mnie niezmiernie. 
Opowieść niestandardowa, nietypowa, oryginalna, niebanalna, taka jak i jej belgijska autorka  Amelie Nothomb. Amelie odbiera list od żołnierza Melvin'a, który jest amerykańskim żołnierzem stacjonującym w Iraku. Kobieta prędko z korespondencji z nim dowiaduje się, iż ma on problem i prosi ją o radę i pomoc. 
Jego historia jest niezwykle interesująca. Melvin jako wygłodniały, ważący 55kg przy wzroście 180cm trzydziestolatek zgłasza się do wojska. Dobrze wie, że w wojsku dobrze karmią i nie będzie chodził głodny. W Iraku w stresie związanym z niebezpieczeństwami i całą panującą tam sytuacją zaczął się zajadać, jego niektórzy koledzy także. Walki z pociskami rakietowymi, z czołgami, zabijaniem własnoręcznie ludzi, z rozerwanymi ciałami towarzyszy są dla nich przeżyciami tragicznymi. "Odkryłem czym jest strach". "Człowiek wraca z walki, w stanie szoku, zdumiony, że jeszcze żyje, przerażony i pierwsze co robi po zmianie spodni (ciągle się brudzą), to rzuca się na żarcie". 
Po sześciu latach takiego życia żołnierz ten przytył z 80kg (jakie jeszcze osiągnął w Ameryce) do 180kg, co daje około +17kg rocznie. Czytając to nie mogłam w to uwierzyć, jak niby oni walczą będąc tak otyłymi osobami, skoro schylenie się, zawiązanie sznurowadła zapewne sprawia im trudność. Ich sprawność fizyczna w porównaniu z innymi żołnierzami musiałaby pozostawiać wiele do życzenia.
"Potęga wyobraźni pozwalającej mojemu korespondentowi przetrwać koszmar budziła respekt""Mówi się, że trzeba jeść, żeby żyć. My jemy, żeby umrzeć. Popełniamy samobójstwo na raty.""Być może sadło jest sposobem, który wymyśliłem po to, żeby wypisać na własnym ciele cało zło, które wyrządziłem, którego nie odczuwam (...) Krótko mówiąc ten tłuszcz stał się moim dziełem. Nadal z zapałem nad nim pracuję. Jem jak opętany. Czasami myślę, że jeśli utrzymujemy z sobą kontakt, to dlatego, że mnie Pani nigdy nie widziała, a zwłaszcza nie widziała mnie Pani nigdy jak wtranżalam"Melvin pisze o kolegach w ten sposób. "Iggy utył tak, bo chciał stworzyć wał ochronny przed światem, Bozo uważa, że jego sadło jest wstrętne i gromadzi go coraz więcej - zmusza normalnych kolegów do oglądania jego otyłości wkurzając ich tym jeszcze bardziej - to jego rodzaju bunt. Plumpy uważa, że jego tusza umożliwia mu powrót do stanu niemowlaka". Każdy z nich po traumatycznych, wojennych przeżyciach ma spaczony pogląd na świat, otoczenie, siebie samego, sens istnienia.
"Nie ma więc granic dla mojej ekspansji, nie ma powodu, żeby się zatrzymać""Lektura (listu) umożliwia poznanie drugiego człowieka, pozwalając jednocześnie zachować tę głębię, jaką ma się wyłącznie wtedy, kiedy jest się samemu" 
Melvin powiększył się o 100kg, czyli o osobę otyłą, którą nazwał Szeherezadą i która mówi do niego w nocy - można zauważyć u niego objawy lekkiej schizofrenii. Jest przeciwnikiem tej wojny, tak jak i jego koledzy. Za George'a Bush'a "przypadłość" tychże żołnierzy była uciszana i zatajana - nie mogli przecież być wizytówką amerykańskiej armii. U Obamy podobno powoli i bardzo delikatnie zaczęto poruszać ten "niewygodny" temat. Jedzą, by zagłuszyć poczucie winy, że zabijają, by pokazać, że mają uczucia. Otwarcie demonstrują ich wyrzuty  sumienia, są one widoczne na pierwszy rzut oka. 
Melvin prosi autorkę o zrozumienie, o szacunek, o to aby dla niej istniał, jako osoba, człowiek, egzystencja. Aby choć ona jedyna na całym świecie potrafiła i chciała go zrozumieć, że jest on jeszcze gdzieś i dla kogoś poza Bagdadem, że jest jednym z wątków w myślach Amelii. 
Okazuje się po czasie, że Melvin kłamie. Jego brat stacjonuje w Iraku, a on sam "osiadł na magazynie opon" w Boltimore. Jego jedynym zajęciem jest jedzenie i surfowanie w internecie. Aspołeczny mężczyzna, zamknięty, uwięziony przez siebie samego we własnym domu chciał wrócić do rzeczywistości i dzięki korespondencji z autorką, czuł, że może mu się to udać. "Pewna forma życia" to nazwa teczki z ich korespondencją. Dzięki Nothomb korespondent już nie wegetuje, ale uzyskuje dostęp do pewnej innej formy istnienia. Autorka zamierza pomóc Melvin'owi. Ma zamiar przyjechać do Ameryki i go odwiedzić. Czy nie porywa się jednak z motyką na słońce? Książka kończy się intrygująco. Więcej nic nie zdradzę :) Opowieść jest zjawiskowa, całkowicie inna od wszystkiego co do tej pory czytałam. 
Jakże się wściekłam, opowieść była napisana tak realnie, iż byłam pewna na 100% że to same fakty. Jakże ja chciałam rozszarpać Melvin'a, kiedy te wszystkie piękne słowa, idee, nadanie swojej tuszy heroicznego sensu okazały się jedną wielką machlojką, machinacją, szwindlem. Co za parszywy typ!!! Może i sama autorka tak uzna na koniec? zobaczymy... Nothomb wykreowała przejmujący obraz człowieka - żołnierza, niewymiernie dosadny, dokładny, sensowny, kompletny, który runął ukazując słabość, chorobę, niemoc, bezsilność, kalectwo, osobliwy obraz samotności. Chciałoby się potrząsnąć tym człowiekiem i zmusić do przebudzenia, wyciągnąć go z domu, pomóc mu. Ale czy to pomoże? Autorka nad tym właśnie się zastanawia - powinna spróbować... okazuje niestety... tchórzostwo, poddaje się uprzedzeniom. Byłam wściekła, zniesmaczona, zbulwersowana. Może właśnie tym wyborem chce czytelnikami wstrząsnąć, żeby zaprotestowali, powiedzieli - no jak to do cholery! Żeby polemizowali. Niestety autorka w tej książeczce ukazuje, że nie wszystko jest takie jakim by się chciało, człowiek nie jest potężny. Bzdura? Dla mnie całkowita. Cudowne, wspaniałe dzieło. Z przeogromną chęcią w ciemno sięgnę po kolejne dzieła Nothomb. Ją albo się kocha, albo nienawidzi! Mistrzyni mącenia w głowie, kiwająca, wpuszczająca czytelników w maliny. Genialnie :)

10 komentarzy:

  1. hmm, problem zajadania stresu, skąd ja to znam :)))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. haha zajadanie zajadaniem, ale Melvin zatapiał, zażerał się jedzeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To musi być ciekawa książka...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam belgijskiej literatury, ale chętnie to zmienię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam jeszcze "Kwas siarkowy" - takie ksero obozu w Oświęcimiu w szokującej formie Big Brothera. W następnych postach przedstawię tą pozycję.

      Usuń
  5. Czytałam już kilka książek tejże autorki, ale niestety jej proza nie przypadła mi do gustu. Jednak fabuła "Pewnej formy życia" całkiem mnie zaciekawiła. Być może przełamię się i sięgnę po jeszcze jedną książkę pani Nothomb.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście jej styl można kochać, albo nie :) Dla mnie jest przede wszystkim dziwna, intrygująca, jakaś i to mi się podoba. Ale dla niektórych może wydawać się autorką na siłę, chcącą za wszelką cenę szokować. Mnie szokuje umiejętnie...

      Usuń
  6. osobiście Nothomb uwielbiam. babka potrafi w kilku słowach streścić to, co inni zawierają w opasłym topie. poza tym mam słabość do takich ekscentryków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To typowy przerost formy nad treścią :)

      Usuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...