wtorek, 9 kwietnia 2013

"Idiotka. Miłość w Nowym Jorku" Hanna Bakuła (17)


Świat Książki, Warszawa 2003r.
Bardzo wciągająca opowieść o życiu jakie prowadziła artystka, malarka Molly. Polka w latach 80-tych wyjechała do Nowego Jorku. Po dwudziestu latach w wyniku przedziwnych zawirowań czasowych jako 50-letnia elegancka kobieta lecąc samolotem z Warszawy do Nowego Jorku spotyka...



siebie samą sprzed 20 lat, kiedy po raz pierwszy wylatywała do USA.
Patrząc na siebie taką młodą w myślach wspomina następstwa swojego przyjazdu przez kolejne dwa lata, które wiązały się z jej pierwszą, wielką miłością Karateką. Sama siebie nazywa tytułową idiotką z naiwności i niewiedzy jakie ją wtedy charakteryzowały.  Pięćdziesięcioletnia Molly zastanawia się nad tym, czy powinna przestrzec młodszą siebie samą, ale wie, że nic nie wskóra, że ta jej nie uwierzy, że nie czeka jej tam sielanka. Jedzie przecież na podbicie Ameryki, pełna planów, znajomości i marzeń. Oczywiście wiele spraw toczy się całkowicie innym biegiem niżby sobie tego życzyła: kolega nie przyjedzie po nią na lotnisko, zostanie oszukana... Na szczęście nie jest tak źle, żeby zaradna trzydziestolatka nie dała sobie rady.
Są tu przedstawione początki lat 80-tych. W Ameryce było inne myślenie i moda, która wyprzedzała Polskę o dziesięć lat. W Polsce natomiast "Solidarność", komunalne zgrzyty, Generał gnębiący ojczyznę, stan wojenny, godzina milicyjna, itd. Pomimo wielu przeciwności Molly nie chce wracać teraz do "zniewolonej" Polski, a będąc malarką i wykonując m.in. portrety znajomym i kolejnym poznawanym osobom, radzi sobie całkiem dobrze. Ma przyjaciół, poznaję Karatekę, który okazuje się być jej pierwszą prawdziwą miłością. Z czasem Ameryka staje się dla niej przyjazna. Jako artystka zdobyła stypendium Guggenheima dla cudzoziemców, a wraz z nim gwarancję, że jest pod ich opieką, kiedy chce wyjechać z USA i bez problemu do nich wrócić.
Była zdolną, mądrą kobietą i epitet idiotka nie pasuje do niej kompletnie. Myślę, że uznała, iż nią jest także, a może w głównej mierze z powodu zniewolenia własną miłością do Karateki. Zaczęła powoli odkrywać jego prawdziwe oblicze: człowieka nazłoszczonego, z miną jakby go ktoś wyrzucił z pracy, chorobliwie zazdrosnego, ponurego, nabzdyczonego, łatwo się obrażającego, nie lubiącego ludzi, chcącego ją tylko dla siebie, broń Boże dla świata. Codziennie musiała zatajać prawdę, że spotyka się z przyjaciółmi, bo z zazdrości potrafił gniewać się jak młoda, buńczuczna panienka i na noc wybywać z domu, żeby ją ukarać. Zaczynało ją to nudzić. Później dochodzi do obopólnej zdrady, ich schizofreniczny związek, zakłamanie, była z nim z miłości i z powodu miliarda niesamowitych orgazmów, do których tylko on potrafił ją doprowadzić. Kochała go ciągle, doszło nawet do więzienia jej w mieszkaniu, zniewolenia i fizycznego i psychicznego, stłamszenia, ale uczucie do niego tak ją obezwładniało, że nie czuła się przy nim wcale źle. Mało tego miała wrażenie jakby życie bez niego było atrapą. Została niewolnicą na własne życzenie, jednocześnie jako artystka miała w sobie niewiele z niewolnicy. W tym spaczonym związku chciała trwać, bo czuła się szczęśliwa. Wreszcie po dwóch latach odkochała się powoli po rozmowie z jego... kochanką. Razem z przyjaciółmi po konfrontacji pozbyła się go z mieszkania. Ten z zemsty potem poniszczył jej kable od lamp. Ot, takie zniewolone uczucie.
Kilka cytatów z książki:
"A koło niej piękna, młoda osoba, pełna wiary w świat, trochę bezczelna, trochę fantastka. Pomyślała, że tylko młodość może mieć taki brak wyobraźni."
"Leciutko chrupiąca pastelowym zamgleniem zaczynała się wczesna jesień, której nikt jeszcze oprócz niej jeszcze nie podejrzewał."
"Ona, która żyła  w pseudoemocjach i w pseudodoznaniach seksualnych, wiedziała, że ma rację dążąc do tego, żeby trzymać się kurczowo tego, co przeżywała. Akurat tego potrzebowała. Nie ma większego tornada seksualnego niż kobieta koło trzydziestki. Nie jest smarkulą, która chcąc się w łóżku przypodobać coś udaje, która się wypina jak jej zagrają. Kobieta trzydziestoletnia jest dziewiątym cudem świata. Jest już zupełnie dojrzała, a jednocześnie jeszcze dziewczyna".
"To znaczy każda zmiana jest lepsza od niezmiany."
"Była idiotką, a to niestety nigdzie nie jest karane".
Dziwna to była miłość, tak pełna przeciwności, bardzo... Jednak po dwudziestu latach spotykają się znowu... Karateka czeka na nią na lotnisku. Co jest powodem ich spotkania? Była to miłość jej życia? Czas leczy rany? Nadal go kocha? Tylko się przyjaźnią, ale sentyment pozostał? Mogę się tylko domyślać powodu. Ważne, że nie pozwoliła na to, żeby ta miłość ją zaślepiła doszczętnie i nie zniszczyła, nie skruszyła jej życia, nie stłamsiła jej w zarodku.
Opowieść napisana bardzo lekko. Po latach Molly jest do wszystkiego zdystansowana, większość wspomina pozytywnie, swoją młodość, naiwność, z mądrością skupia się na plusach, za mgłą, szybko napomina o minusach. Ach, jak dobrze i miło jest jej tak powspominać patrząc na to wszystko z boku. Nie przekazała młodszej samej sobie  żadnych rad, mądrości życiowej, którą zdobyła z wiekiem. Dlaczego? Myślę, że gdyby to zrobiła, to zaingerowałaby we własne jestestwo, we własne ja, którym na dzień dzisiejszy się stała.

Książka jest po części wspomnieniami autorki. Bakuła w latach 80-tych wyjechała do USA i mieszkała na Manhattanie przez 9 lat.


Troszeńkę więcej o pani Hannie TUTAJ.

Co mogę powiedzieć o książce? Jest książką po środku. Troszeczkę jestem rozdarta.
Czy to fajne, czy raczej nie,
sama w myślach gubię się...

Taka lektura na raz i do zapomnienia, nie zmieniła mojego życia i nie zostawi za sobą echa, ale... czytało się przyjemnie.

2 komentarze:

  1. Ja nie czytałam ani jednej książki Hanny Bakuły i po Twoim poście widzę, że niewiele straciłam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Troszeniuśkę może, fajnie się czyta, ale nie jest to najlepsza opowieść świata, ale i nie najgorsza :) Ot taka sobie...

    OdpowiedzUsuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...