piątek, 4 października 2013

MK Czytuje w Czytelni: "Życie na sprzedaż" Nora Roberts (76) - Wasz weekend w Czytelni.



Dzisiaj rozpoczyna się realizacja inicjatywy Waszego weekendu w Czytelni, zapraszam wszystkich do udziału i zapisywania się do zabawy.
Pierwszym moim gościem, specjalnie dla którego, od dzisiejszego piątku otworzyłam Czytelnię jest Marta Kor/Tusia z MK Czytuje
Napiszę kilka słów o naszej uczestniczce i zrecenzuję książkę, którą mi poleciła.

Znam Martę tylko kilka miesięcy, ale mogę już coś o niej napisać. Tak ciepłej, fajnej, kochanej i miłej osoby nie sposób od razu nie polubić. Wspaniała jest jej bezpośredniość i naturalność. Jest osobą niebywale energetyczną, silną, wręcz charyzmatyczną - przyciąga do siebie ludzi jak magnez. Zaraża energią, uśmiechem, pozytywnym stanem ducha. Zaradna, mądra, intrygująca istota. Nie sposób się z nią nudzić, to taka osoba do tańca i do różańca. Ma tysiące pomysłów na minutę, poczucie humoru, chęci do życia, do pomocy, do... chcenia. Czyta, recenzuje, gotuje, pisze wiersze, robi wiele rzeczy, jest otwarta i dzieli się swoimi przemyśleniami i odczuciami na wszelkie tematy. Wydaje mi się, że żyje na wysokich obrotach, sycąc się życiem, radując jego pełnią, kosztując i wsmakowując się w jego sens, intensywnie, dogłębnie, w sposób piękny i wspaniały. Tak odbieram Martę - może jest całkowicie inaczej, ale ja ją właśnie w ten sposób sobie zobrazowałam. Bez niej blogosfera nie byłaby dla mnie tym samym. Jeżeli wśród bloggerów mam jakichś przyjaciół, to z pewnością muszę przyznać, że Marta jest jednym z nich.
No dobrze, koniec z tym słodzeniem, a teraz należy objechać, lub nie (w zależności jak i kto na to spojrzy) Marty ulubioną Norę Roberts;D 


"Życie na sprzedaż"
Akcja, akcja, akcja, ciągle coś się dzieje, szast, prast. Odwykłam od takiej literatury. No właśnie, jakiej? - literatury troszkę bez przesłania. Zawsze wybierałam tak (nie zawsze mi się to oczywiście udawało:) ), aby książka była... niespieszna, przemyślana, z dłuższą chwilą na refleksję. Ale to nie jest tego typu lektura, tutaj poruszonych jest kilka tematów akcja, nieszczęście i tragedia rodziny,  kryminał, podniesienie się i dalsze życie, przeciwstawienie się własnym demonom, lękowi. Tutaj wszystko jest zrzucone na nasze barki, na raz i co chwila coś dokładane. Ta literatura ma nas wzruszać i zabawiać, zachęcać.
W sumie, na siłę, można tutaj znaleźć przesłanie - walcz za wszelką cenę o swoje bezpieczeństwo, godne, życie, spróbuj otrząsnąć się z tragedii, podnieś się gdy ktoś Cię znokautuje. Tak, w życiu nie bywa różowo, nawet w życiu milionerów i gwiazd show businessu, wszędzie pieniądz i pogoń za nim, rządza jego posiadania, mogą zniweczyć ludzkie szczęście. 
Bardzo popularny rock and rollowy muzyk ma szczęśliwą rodzinę, żonę, córkę z innego małżeństwa i niespełna 3-letniego synka. Jego szczęście, w ciągu jednej nocy, sypie się jak domek z kart. Chłopczyk zostaje zamordowany, 6-letnia przybrana siostrzyczka (główna bohaterka) jest tego świadkiem, ale w strachu, szoku i traumie nie potrafi przypomnieć sobie, kto był mordercą. Dwóch mężczyzn podczas imprezy w domu muzyka weszło na górę do dzieci i chciało uprowadzić chłopca, aby zażądać za niego okupu - coś jednak im nie wyszło...
Niektóre fragmenty utworu wydawały mi się przydługie, przegadane do granic możliwości, wręcz nużące, ALE jednocześnie POMIMO TYCH MANKAMENTÓW i nie wiem jakim cudem się to ze sobą łączy, autorka tak zgrabnie przedstawiała akcje, że aż chciałam wiedzieć co będzie dalej, no co?! no co?! Roberts porusza trudny temat gnębienia i znęcania się fizycznego i psychicznego nad malutkimi dziećmi. Jest to niezwykle wzruszające. Jako matka nie mogę zrozumieć, jak Emma może być dla swojej matki tylko dodatkowym balastem, przeszkodą, CZYMŚ niepotrzebnym. Jest niczym bite, zaszczute, zatrwożone maleńkie zwierzątko. Powieść wciąga jak...  wir wodny - nie sposób jej przerwać, rzucić w kąt, zostawić. Potrafi wprowadzić w nastrój grozy, rozgorączkowania, czasami przypomina to nawet i stan maligny. Dzięki Roberts sami jesteśmy główną bohaterką, przeżywamy jej odczucia, możemy ją zrozumieć, a nawet spróbować się z nią utożsamić. Fajne jest to, że poznajemy bohaterów poprzez bycie nimi i myślenie ich kategoriami, mamy możliwość odkrycia ich wspomnień. Tworzy się coraz szerszy obraz sytuacyjny, z każdej strony, od każdego, bogatszy, bardziej intensywny.
Co mnie czasami potrafiło dobić, to fakt iż autorka strasznie przeciąga stan grozy, pisze przez wiele, wiele, wiele stron tworząc nastrój zatrwożenia i pełnego napięcia, pomimo tego, iż nic właściwie konkretnego i ciekawego się nie wydarzyło. Po kolejnej stronie muszę się obejść ze smakiem i czekać znowu kilkadziesiąt stron na COŚ MOCNEGO, na straszną rzecz, tragedię, złe wydarzenie, fatum, których przyszłą obecność nie sposób było sobie nie wyobrazić. Więcej konkretów poproszę, a mniej bajdurzenia i srutu-tutu.
Ale z drugiej strony mam całkowicie przeciwstawne odczucia (CZY TO JEST MOŻLIWE???).
Gdzieniegdzie ta powieść stawała się i owszem parodią samej siebie, ale jednak była ta akcja i to akcja pędząca akcję, jak na licytacji, jak na jarmarku. Jakby wszystko było wyliczane na akord, bombardowane, leciało jak z katarynki. Brakowało mi czasami oddechu, autorka stworzyła te zdania nerwowo, pędząc z prędkością światła.
Czasami myślenie 3letniej bohaterki wydawało mi się za... dorosłe. W porządku była samodzielna, podobnie do niektórych jej rówieśników, ale czasami jej przypuszczenia (nawet ubrane w dziecinne słowa) wydawały mi się za dojrzałe. Dziecko w tym wieku, nawet po nieszczęśliwych przeżyciach, nie ma takiej cierpliwości, jest raczej małą szalejącą bateryjką. Ale może się mylę?
Jestem osobą, która rzadko słucha muzyki, a rock and rolla w mocnym brzmieniu tym bardziej i może dlatego cały ten muzyczny światek mnie irytował.
Tym bardziej opieka "muzycznych" rodziców nad dziećmi: 3-latka jedząca chipsy i pijąca colę przez cały dzień, wiele godzin, siedząca praktycznie w jednym pokoju studia nagraniowego. A gdzie opieka? Dziecko w tym wieku potrzebuje większego oparcia, normalności, pewności, rutyny. Niby żyje w bajce, ale potrafię dostrzec to, że rodzice ją zaniedbywali. Gdyby nie głupota i nieodpowiedzialność jej rodziców, nie doszło by do tego nieszczęścia. Impreza dla wielu osób (w tym osób z ulicy), pijani i upaleni rodzice, a na górze maleńkie dzieci i niania w oddzielnych pokojach, niezabezpieczone przez niczym i nikim, każdy może wejść po schodach. Tragiczne wypadki wynikają na ogół z braku wyobraźni, łatwowierności, naiwności, głupoty. I taka była ta para: Brian i Bev - pożal się Boże opiekunowie! Jednak z drugiej strony, gdyby autorka stworzyła z nich mądre osoby od razu (bo stają się takimi po latach), to o czym miałaby napisać, prawda? Nieszczęście nie miałoby miejsca:)
"Życie na sprzedaż" to love story i thiller w jednym. Emma po swoim ciężkim dzieciństwie latami próbuje wrócić do normy. Potrzebuje wiele czasu na przetrawienie drobnostek, podjęcie jakiejkolwiek decyzji, jest naiwna, troszkę głupkowata, jakby niczego się nie nauczyła. Wpada z deszczu pod rynnę wychodząc nieszczęśliwie za mąż. Biedna z niej kobieta.
Muszę przyznać, że ciągle mnie coś w tym utworze zaskakiwało, niby było oczywiste, co się wydarzy w następnym rozdziale, a tu ZONK, zdziwienie, niespodzianka, coś innego. Ale ogólnie, koniec jednak dość  przewidywalny. Książka zawierała w sobie sporo kryminalnych zagadek, a utwór był niebywale ŻYCIOWY, miejscami porywająco prawdziwy.
Uważam, że pani Roberts umie pisać, i to świetnie - stąd tyle jej wiernych fanów na świecie, a jej książki są bestsellerami. Jest płodna jak para króliczków, jej twórczość jest przebogata i liczy sobie... - no właśnie Marta, pomóż proszę, ile ona tych książek napisała? Pisze dużo i namiętnie, z werwą, energetycznie, dla mnie troszkę niecodziennie (ale to pewnie dlatego, że jej jeszcze nigdy nie czytałam i nie dostosowałam się do jej stylu).
Jestem rozdarta, bo z jednej strony bardzo mi się spodobała ta książka, i uznałam moje spotkanie z autorką za udane, z drugiej strony dawno nic mnie tak nie irytowało, nie było takie przegadane. Może to jednak nie do końca moje klimaty. Dziwne to... Pomimo wszystkich minusów, jest to dość fajna lektura na oderwanie myśli od rzeczywistości.
Pomimo wszystkiego za tą panią nie szaleję, może przy innej jej powieści dojrzę coś, czego nie dostrzegam w jej piórze teraz. Bo z pewnością Pani Roberts ma w sobie to COŚ, skoro wciągnęła mnie i nie mogłam puścić jej książki przez ponad 400 stron, a Marta i reszta jej fanów aż piszczą i zabijają się o jej książki. Tylko dalej nie rozgryzłam, czym jest to COŚ.
Jakbym miała oceniać "Życie na sprzedaż", to oscyluję pomiędzy 3+, a 4-/4=.
Literatura (kraj): amerykańska
tłumaczenie: Grażyna Jagielska
tytuł oryginału: Public secrets
seria/cykl wydawniczy: Wszystko dla pań
wydawnictwo: AMBER
data wydania: 2003 (data przybliżona)     
liczba stron: 431
słowa kluczowe: romans, morderstwo,
kategoria: romans, kryminał
język: polski
typ: ebook
skąd: chomikuj.pl
data przeczytania: 25 wrzesień 2013r.
wyzwanie: CZYTAM POLECANE KSIĄŻKI - polecone przez Martę Kor z MK Czytuje
CZYTAM NORĘ ROBERTS.




-----------------------------------------------------------------------------------

Weekend MK Czytuje w Czytelni składa się z:
- powyższej mojej recenzji


W następnym miesiącu, w listopadzie, przez cały weekend Czytelnia będzie miejscem należącym do Kulturki Mailalis. Zrecenzuję wtedy także "Cesarza" Kapuścińskiego, którego mi ona poleciła.

41 komentarzy:

  1. specjalnie wybrałam Ci tę książkę bo mam wrażenie że lubisz takie przegadane... codo przesłania to literatura rozrywkowa i według mnie je ma...po prostu nie którzy za poważnie podchodzą do literatury...inne gusta....np. czytam teraz Ptaśka jestem na 25 stronie i zastanawiam się czym Wy się tak zachwycacie...?zobaczymy co wyjdzie na koniec... co do recenzji to jestem zadowolona poza tym zdaniem, iż przesłanie jest wymyślane na siłę...dla mnie przesłaniem w tej książce jest to by odnaleźć swoje miejsce na świecie i pogodzić się z tragedią...ale o moich odczuciach już w mojej recenzji i dyskusji tutaj....jeśli chodzi o świat rocka i to "rodzicielstwo" to powinno Cię to wkurzyć i zniesmaczyć i wywołać negatywne uczucia, bo taki był zamysł autorki....co do tego że to romans i kryminał to zgodzę się ale napisałabym, że to kryminał i romans...;) co do samego Życia na Sprzedaż to lubię tę historie, ale znam lepsze i fajniejsze tej autorki choćby Trylogię Kręgu...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, bardzo się cieszę, że ją przeczytałam dzięki Tobie:) xx
      "Ptasiek" Whartona jest chyba najbardziej znany, ale szczerze Ci powiem, że dla mnie to jedna z jego gorszych książek. Mi bardziej podobał się np.: "Tato". Dziękuję za udział w weekendzie Martunia.

      Usuń
    2. ja też czytałam jego książki bodajże "W księżycową jasną noc" jeśli dobrze pamiętam i była inna, ale i tak chce ją przeczytać powtórnie bo kilka dobrych lat i już nie pamiętam tylko wrażenia

      Usuń
    3. aaaa! i jeszcze nie dodałam, że początek mnie rozczulił i nie mogę nic więcej powiedzieć jak przesłać całuski xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx i powiedzieć, iż myślę tak samo o Tobie;)

      Usuń
    4. Czekam z niecierpliwością na Twoja opinie o Ptaśku, bo ... hmmmm ... Odczuwałam po przeczytaniu jego to, co Ty odczuwasz po tych pierwszych stronach. Ciekawe, jak będzie w Twoim wypadku dalej.

      Usuń
    5. Naprawdę myślisz Martuniu podobnie o mnie? Ale to słodkie, dzięki xx:)

      Usuń
    6. myślę myślę ! xxx a co do Dyśki i Ptaśka to dzięki Bogu, bo myślę, że moja opinia się nie zmieni...a już się bałam że nasze opinie AŻ TAK się różnią....xxx

      Usuń
    7. Recenzja dodana do wyzwań: Czytamy Polecane Książki i Czytamy Norę Roberts;))

      Usuń
    8. Nie, jeżeli chodzi o "Ptaśka" to mnie nie porwał, ale inne są całkiem fajne!

      Usuń
  2. Weekend w Czytelni bardzo fajnie wyszedł!
    Basiu, bardzo się cieszę, że zrecenzowałaś tę książkę. Mam nadzieję, że Tusia mi to wybaczy, ale ona tak kocha Norę, że jest zapewne mniej obiektywna od Ciebie. :-P Dzięki Tusi ciągle gdzieś mi ta Nora przed oczami się pojawia i zastanawiam się, jak wysoko umieszczać ją na liście książek do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ależ oczywiście że wybaczam i stwierdzam prosty fakt nawet jeśli to romans, erotyk, kryminał czy obyczajówka jeśli spełnia swoje zadanie to jest przynajmniej dobry, a co do Nory te książki, które do tej pory opisałam należą do moich ulubionych tej autorki, więc mogę być mnie obiektywna, ale u mnie w 100% spełniają swoje zadanie- czytam je i przenoszę się w świat bohaterów a kocham to - dzięki nim nie myślę o problemach, zmartwieniach i sprawach codziennych lubię klasykę ale mam do niej dystans i potrafię docenić także innych... czy Ty np. nie myślisz tak o Harrym Poterze? ;))

      Usuń
    2. Oczywiście, że tak. :-) Każdy normalny człowiek (poza zadufanymi w sobie intelektualistami) ma kilka sfer, w których nie jest obiektywny. Poza tym w książkach można znajdować różne rzeczy; uważam, że wartości estetycznych czy literackich u Anne Rice czy w "Harrym Potterze" jest zdecydowanie mniej niż np. w "Pani Bovary", ale nie zmienia to faktu, że kocham i "Pottera" i "Panią Bovary" - tylko za coś innego. Gdy czytam "Pottera" czy Dana Browna, mam świadomość, że nie jest to literatura najwyższych lotów i nie ukrywam tego, ale nie wyklucza to przyjemności lektury.
      O obiektywności napisałam dlatego, że Nory Roberts akurat specjalnie nie kojarzę (choć nie jestem pewna, czy gdzieś w szafie jakaś książka jej autorstwa u mnie nie leży), a książek na świecie jest dużo, więc trzeba jakoś wybierać te, które trzeba przeczytać. Na swojej liście mam zarówno książki ambitne, jak i te mniej, każda w swoim opisie urzekła mnie czymś innym.

      Usuń
    3. Cieszę się, że przeczytałam coś z Nory - jak widzicie nie była to wcale jakaś najgorsza książka, pisarka ma w sobie to coś, tylko jakoś trudno mi to sprecyzować. Martunia w bibliotece za darmo (były do oddani) wzięłam sobie na własność "Dziś i na zawsze" - kojarzysz może czy fajne to jest?:)

      Usuń
    4. kojarzę! to fajny romans w którym pisarz, które umarł brat i dostała mu się w spadku siostrzenica zatrudnia do pomocy przy pisaniu książki panią antropolog i to ona wnosi w jego życie trochę radości...mamy mały dramat...ale to po prostu dobry romans;) uważam, że jak ktoś chce sięgnąć po romans to dobra pozycja;))

      Usuń
    5. Super! dziękuję za piękną odpowiedź - na pewno przeczytam.

      Usuń
    6. Minerwo dziękuję za miłe słowa!

      Usuń
  3. Nie przepadam za Roberts, jakoś nie mogę się do niej przekonać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze też nie przepadam za nią, ale nie było tak źle:)

      Usuń
  4. Basiu, moim zdaniem, świetnie oddałaś to, jaka jest Marta :) Co prawda to ona musi się wypowiedzieć, czy właściwie o niej myślimy, ale ... ja także widzę ją jako pełną energii, zapału i pomysłów kobietą. Kojarzy mi się z szerokim uśmiechem i radością życia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że odbieramy ją podobnie!!! W sumie nie wiem, czy umiałabym pomyśleć o niej jakoś inaczej.

      Usuń
    2. dziękuję dziewczyny;** aż tak zapatrzona w siebie nie jestem;P ale energia i pomysłowości mi nie brak i jestem bardzo pozytywnie nastawiona - to na pewno...poza tym nigdy nie zamykam się w danych ramach i staram się traktować wszystkich równo, ale jestem też małym krzykaczem...a jak ktoś mi mocno zalezie za skórę to mam spore pazurki;PPPPP

      Usuń
    3. To prawidłowo - kobieta musi mieć też i pazurki:)

      Usuń
  5. Wasz Weekend w Czytelni to pomysł trafiony w 10! :D Świetnie zaczęłaś :) Czekam na kolejne weekendy :D

    Moja przygoda z panią Roberts dopiero się zacznie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę, że Ci się podoba:) Uważam, że wyszło całkiem fajnie:) Marta troszkę na mnie zgrzyta za recenzję, ale to nic:D

      Usuń
    2. Trudno :) Nie możecie się we wszystkim zgadzać :)

      Usuń
    3. Też tak uważam - byłoby nudno:)

      Usuń
  6. Bardzo podoba mi się pomysł na Weekend w Czytelni :) a Nory Robert czytałam chyba tylko "Noc na bagnach Luizjany" i miło ją wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i zapraszam do udziału:)

      Usuń
  7. To chyba najdłuższa Twoja recenzja, ale... przeczytałam od deski do deski. Ha! Dobra, wiem, nie ma się czym chwalić. :P A tak w ogóle to za cholerę nie wiem jaki mam wymyślić wierszyk do Żyrafy Tosi. Aż dwie linijki? Ach, Basiu, dla mnie dwie linijki to stanowczo za dużo! Dobra, wiem, że przesadzam. Wracając do tematu – recenzja bardzo mi się podoba, pochwaliłaś i skrytykowałaś tę książkę jednocześnie, chyba nikt nie mógłby zrobić tego lepiej od Ciebie. Z twórczością Nory Roberts ja również muszę się zapoznać, moja mama strasznie ją uwielbia, tak więc myśli, że ze mną będzie tak samo. No zobaczymy. :P A co do tego Weekendu w Czytelni (nawiasem mówiąc bardzo mi się to podoba!!) kiedy będę ja i moje „Przeminęło z wiatrem”? Nie chcę nic sugerować, ale wiesz, chciałabym żebyś wyrobiła się w hmm.. przeciągu roku? :D Tak, wiem, że jestem denerwująca XD
    Twój prześladowca. Buziaki. xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć moja ukochana i ulubiona prześladowczyni:P Nie, recenzja "Morfiny" i np.: "Roku 1984" były dłuższe - tak mi się wydaje. Wierszyk? a tam wymysl coś krótkiego i co Ci się zrymuje z książkami mi to zajęło około kilkunastu sekund - dasz radę:D hahaha Ty mała gnido:P:D żartuję kochana-weekend w Czytelni będę robić raz w miesiącu haha, więc troszkę poczekasz, poza tym kurczaki!!!!!!!! dałaś mi do przeczytania książkę telefoniczną:D, więc nie stresuj mnie ponownie! Przyzwyczaiłam się, że lubisz mnie troszkę wpienić:P więc już nie jesteś aż tak denerwująca:D A co ja mam powiedzieć - jak wchodzę do Ciebie i ten fiolet zabija moje patrzałki, to jest bardziej irytujące hahahaha - zrobiłaś o specjalnie hłehłehłe;D Żartuje, jakoś z nim żyję:)

      Usuń
    2. Już sobie powoli rymuję, może coś wyjdzie. :) A co powiesz na to – mój pokój jest pomalowany na dwa kolory – fioletowy (Oo. Jak ja kocham ten kolorek!) i limonkę. A to dopiero, nie? :D

      Usuń
    3. Limonką ;) malowałam ostatnio własnoręcznie przedpokój - wyszedł cudnie - uwielbiam limonkę!!! hmmm w sumie te kolory fajnie ze sobą wyglądają:D Nie mogę uwierzyć, że to powiedziałam!:P

      Usuń
  8. Ale fajny post :D! A co do Marty to mimo, że nie znam jej zbyt długo to ja również mogę powiedzieć, że bije od niej pozytywna energia, jak i od Ciebie Basiu :)! Czasami żałuje, że na blogspocie nie ma samych takich Baś i Mart, a nie w przeważającej większości wielkie osobistości, które patrzą na innych z góry, myśląc, że są Bóg wie kim... Wielcy bloggerzy... zasrani :D.

    Pozdrawiam!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację zdarzają się tacy ą i ę, ale takich to omijam szerokim łukiem (zdarzyło mi się kilka razy):)

      Usuń
    2. aż mi słodko na sercu!! dziękuje ;****

      Usuń
  9. Świetny ten weekend!! Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Roberts nie czytałam i pewno po nią jednak nie sięgnę. Chociaż nigdy nie mów nigdy.Spodobał mi się ten weekend u Ciebie. Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i zapraszam do zgłoszenia się:)

      Usuń
  11. Tej książki nie znam, ale chętnie to zmienię:)

    OdpowiedzUsuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...