poniedziałek, 21 października 2013

"Moja żmija" Ireneusz Gębski (80)


Niedawno przedstawiłam Wam "W cieniu Sheratona" Ireneusza Gębskiego. Dziś przyszedł czas na "Moją żmiję".

 Zbyszek i Krystyna to dwójka bohaterów, którzy poznali się przez internet i codziennie ze sobą korespondują. To ludzie, którzy posiadają już życiowe doświadczenie. Ich początkowe wiadomości do siebie są dość formalne i pełne dystansu, z czasem poznają się oni coraz lepiej i ulegają obopólnej fascynacji. Oboje jednak mają partnerów. Co z tego wyniknie? Jak potoczą się ich losy? Czy ta znajomość ma sens i rację bytu? Przekonacie się sami, kiedy sięgniecie po książkę.
Moje pierwsze skojarzenie - skąd ja znam podobną historię? Oczywiście na myśl przychodzi "Samotność w sieci" ze względu na komunikację przez internet. Wirtualna znajomość i romans - wspominano o tym już wiele razy, więc tematyka nie jest nam obca.
Zbyszek mieszka w Polsce, a Krystyna w Anglii. Początkowo, jako osoba, która mieszkała kiedyś w Anglii, próbowałam wczuć się w jej postać, ale... naprawdę nie dałam rady. Kobieta w średnim wieku, która ma męża, flirtuje z kolegą z pracy, z partnerem od tańca i ze Zbyszkiem przez internet. Pomyślałam sobie tylko: co za pusta latawica! Jest jak chorągiewka, jak wiatr powieje, tak jej się zmienia zdanie, niepoprawna, roztrzepana osoba. Uwielbia Zbyszka, za chwilę się na niego gniewa, nie odzywa, itd., itp. Taka nastolatka. Mam tylko cichutką nadzieję, że autor nie czerpał inspiracji do stworzenia tej postaci z obserwacji rzeczywistej osoby, bo to byłoby załamujące, że taka kobieta gdzieś sobie żyje. Doprawdy nie mogę zrozumieć co takiego niby widzieli w niej Ci wszyscy mężczyźni. Niemoralna, porąbana baba. Okładka książki ciekawie oddaje tą bohaterkę. Flirtuje ze Zbyszkiem, potem traktuje go jak przyjaciela i opowiada mu o swoich nowych zauroczeniach. Kto wie ile z tego jest wyssane z palca "przez samą bohaterkę", żeby poczuć się lepiej w oczach przyjaciela. Ogarnij się kobieto, nie masz 18 lat. Napisała Zbyszkowi, że... będzie się mocno pieprzyć z mężem. Zero wstydu - można dostrzec dziwny a zarazem interesujący układ pomiędzy nimi. Totalnie go nie pojmuję, całkowicie nie jest on stworzony na moją cierpliwość. 
Ona:" Będzie jazda bez trzymanki" - o planowanym seksie z mężem.
On: "Ciekawe tylko czy będzie miał formę?" - No żeż!!! Jaki mężczyzna zapyta kobietę z którą kiedyś flirtował o formę jej męża w łóżku? Chce z nim konkurować, czy jak? Czy ja jestem jakaś inna? Nie rozumiem tego!
Zbyszka uznałam za najnudniejszego bohatera świata!!! Nic go nie rusza, czeka jak wierny pies Pluto na swoją panią (i nie mówię tutaj o żonie). Wreszcie robi z siebie totalnego kretyna swoimi głupimi, nie na miejscu żartami i dopiero wtedy jest... jakiś.
Beznadziejni bohaterowie. Po prostu nie ma szans, żeby ich polubić. Chorągiewka i skała/ślimak. Tak kreowali się przynajmniej w swoich wiadomościach.
Zobaczcie ile emocji wzbudzają we mnie te postaci, grrr! Autor chce ukazać, że kobieta zmienną jest, że potrafi przeinaczyć swoje słowa w całkowite przeciwieństwo. Krysia jest niczym tytułowa żmija, nigdy nie można jej zaufać.
Książka potrafi być momentami intrygująca i wciągająca. Tych dwoje ludzi jest osamotnionych w tłumie. Cieszą się tym, ze mogą się sobie wyżalić, poopowiadać o codzienności, usłyszeć ciepłe słowo. Ich ekscytacja, że ta druga osoba czeka na Twoje słowa, pozdrowienia i serdeczności, jak na coś niezwykle cennego, że odpisze Ci  na 100%, jest niebywała. Ich wymiana myśli przynosi im spokój, czują się docenieni.
To również przestroga, dla tych co korzystają z internetu, przed zawieraniem takich znajomości: niech mają się na baczności, niech nigdy nie ufają nikomu do końca, bo mogą się gorzko rozczarować. Nawet jeżeli znamy daną osobę miesiącami, to i tak nie wiemy, jakiej metamorfozie może ona ulec i w jakim momencie.
Mało wiarygodne i takie jakby na siłę wydały mi się wstawki i notatki bohatera pomiędzy ich wiadomościami. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że tych listów nie było w żadnym komputerze... Wstęp o tytule "Zamiast wstępu" wydał mi się całkowicie zbędny, po prostu psuł początkowy efekt. Wolałabym, gdyby książka zaczynała się bezpośrednio od listów.
Autor pisze bardzo nierówno. "W cieniu Sheratona" podobało mi się niebywale, natomiast "Moja żmija" miejscami mnie jednak rozczarowała.
Opis z tyłu książki jest... strzeleniem powieści w plecy. Odstrasza niebywale. W kilku zdaniach przeczytałam dogłębne streszczenie zawartości książki. To po co ja mam ją czytać, jak niemal wszystko już wiem? Moja rada, nie patrzcie na tylną okładkę, przeczytajcie całość i wtedy zerknijcie. Po zapoznaniu się z tym tekstem czułam się bardzo rozczarowana, wszystkie karty zostały odkryte na dzień dobry. Te kilka zdań ma nas nęcić, wzbudzać ciekawość i rządzę, zostawić po sobie niedosyt, a nie wręcz odwrotnie...
W wiadomościach, każdy z bohaterów ma inną czcionkę, ale z czasem obydwie mi się ze sobą zlewały. Gdzieniegdzie było dla mnie nieczytelnie: po prostu nie wiedziałam, kto co pisze. Moim zdaniem czcionki powinny się drastycznie różnić od siebie wyglądem, albo przed każdą wiadomością wstawiłabym literę imienia:
K: ... (Krystyna)
Z: ... (Zbyszek)
Wtedy nie byłoby kłopotu i wszystko byłoby dostępne jak na dłoni.
Ich rozmowy mnie nie zachwycały, tak jakbym czytała jakąś rozmowę nieciekawych znajomych na facebooku, lub na jakimś czacie. Taka bezcelowa wymiana informacji, która nie wnosi nic do mojego życia, nie niesie jakiegokolwiek przesłania. Mogę sobie porozmawiać tak na co dzień, ale żeby czytać o tym książkę? Drażniące było ich (a głównie jej) dąsanie się na siebie, żądania, wyjaśnienia, tłumaczenia się przed sobą. Brr...
Dawno nie czytałam nic tak sztucznego i nudnego, niemalże do bólu. Nie mówię w tym momencie o informacjach, jakie sobie bohaterowie przekazują, ale o sposobie przekazu - nienaturalne, napuszone, zupełnie niepotrzebne ą i ę. Przez tą formę, było mi coraz gorzej identyfikować się z bohaterami.
"Pragnę wyrazić swoje podziękowanie za porannego buziaka" - no ludzie! Kto tak mówi? Nikt!
Właśnie ta "językowa idealność" wydała mi się absolutnie niepotrzebna. Jak na mój gust w ich wiadomościach było za dużo pośredniości i dystansu. Ale może to ja jestem za bardzo w gorącej wodzie kąpana?! Oboje są przecież jednak ludźmi statecznymi, dojrzałymi, mądrymi, więc może nie powinnam wyczekiwać po nich jakichś niewyszukanych, zwyczajnych odpowiedzi...
Każdy, normalny facet, który jest napalony na kobietę, chce ją jak najszybciej poznać i się z nią spotkać na małe tet a tet, a jeżeli ona go zwodzi i za długo każe na siebie czekać, to szybko z niej rezygnuje. Po co mu taka mailowa, platoniczna znajomość? Jednak nasz bohater należy niby do tych beznadziejnie romantycznych typów, którzy troszkę jakby czekają na swoją oblubienicę, ale troszkę jednak mają wszystko w nosie. Hmm, dziwaczne to...
Muszę przyznać iż ta znajomość jest irytująca, ale jednocześnie bardzo ciekawa, niejednoznaczna i wielowymiarowa. Niby wszystko do przewidzenia, ale nic mi tutaj do siebie nie pasowało. Mają partnerów, ale wirtualnie świntuszą. Dorosła kobieta, która jest momentami bezwstydna, aby po chwili czuć wyrzuty sumienia i bać się spotkania ze Zbyszkiem. To intrygujące studium psychologiczne jednostki ludzkiej, ukazane etapami, powoli otwierające swoje wrota do zapoznania się z wykreowanymi postaciami.
Autor potrafił świetnie ukazać różnicę w myśleniu pomiędzy partnerami, kobietą i mężczyzną.  Dla Krysi zdrada to kontakt fizyczny, seks, a dla Zbyszka wirtualny flirt  jest już swoistą nieszczerością. Kobieta skacząc w bok bardziej martwi się na zapas tym, że zniszczy swoje dotychczasowe życie, że zdradzi męża i nie będzie mogła sobie tego wybaczyć, mężczyzna za bardzo się nad tym nie zastanawia. Tak jest przynajmniej w ich przypadku.
W książce są pododawane erotyczne opowiadania, którymi się całkowicie zachwyciłam - to takie maleńkie perełki, dzięki którym ta lektura zyskała wiele na wartości.  Każde inne, każde niebywałe, każde konkretne. Zaśmiewałam się z komicznych opisów narządów płciowym:
PENIS to: zwierzak, włamywacz, wytrych, potężny korzeń, wiotka gałązka, flakowaty odwłok, twardy, czuły pobierz, atrybut męskości, pała, kicha,
POCHWA to: szparka, gorące wnętrze, gęstwina, czarna wysepka, kobiecość, przytulny tunel.
Jestem miłośniczką opowiadań, a te były świetne, interesujące, dawały powiew świeżości.
To powieść o życiu, trwaniu i przemijaniu, o wzlotach i upadkach, o nieustających zmianach, o ciągłości i końcu. Jednak gdzieniegdzie tekst wydawał mi się za... zwyczajny, taki szary - jak jesienna plucha za oknem. Autor potrafi tworzyć świetne teksty, ale ten nie jest porywający, nie czuję zachwytu, nie acham i nie ocham:) 
Przerażająco nierówny utwór. Wszystkie erotyczne opowiadania i niektóre momenty pomiędzy bohaterami były wręcz bezbłędne i szaleńczo mi się podobały. Reszta wydawała mi się mało interesująca, nużąca, bez znaczenia, bez celu, nie wnosząca niczego. Nie żałuję jednak, ze przeczytałam "Moją żmiję", bo pomimo tych mankamentów, jest to dość dobra pozycja. Jeżeli potrafiła wzbudzić ona we mnie takie poruszenie, irytację i wzburzenie, kiedy czytałam zachowania bohaterów, to nie jest jednak źle. Jeśli odpowiada Wam tematyka tej książki, to zachęcam po jej sięgnięcie.

Literatura: polska
wydawnictwo: LSW
data wydania: lipiec 2013 (data przybliżona)
ISBN: 9788320555332
liczba stron: 184
kategoria: literatura współczesna
język: polski
typ: papier
możesz kupić: TU
data przeczytania: październik 2013r.
wyzwanie: Polacy nie gęsi II




Za możliwość przeczytania pięknie dziękuję  autorowi, Ireneuszowi Gębskiemu.

55 komentarzy:

  1. Mnie też główni bohaterowie nie zachwycili, ale opowiadania erotyczne były świetne. Teraz pozostaje Ci przeczytać "Spowiedź bezrobotnego".

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany, nie lubię czytać o takich "niemoralnych, porąbanych babach". Ostatnio spotkałam się z taką bohaterką podczas czytania "Zdeptanej róży" i na razie mam dosyć. Nastolatce można wybaczyć głupotę, ale dorosłej kobiecie trudniej. Podejrzewam, że bardzo bym się złościła podczas czytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, irytujący bohaterowie, toteż złościłabyś się nie na żarty:)

      Usuń
  3. Ile emocji z twojej recenzji!
    Basiu, a może autor celowo napisał ta książkę w taki, a nie inny sposób, użył takiego napuszonego języka, tak dalekiego od naszej codzienności? Może celowo stworzył tą "sztucznośc"? Nie wiem, bo nie czytałam "Mojej żmij", ale tak mi przyszło do głowy, że w tym może byc jakiś sens :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholercia! Miało byc - w Twojej recenzji
      Przepraszam za błędy :)

      Usuń
    2. Możliwe, też go szukałam, ale jakoś nie znalazłam:)

      Usuń
    3. nie mogę się nie zgodzić z Dyśką - sporo emocji, a ja jestem zachwycona wnikliwością i szczegółowością recenzji - co do książki to wolę tę pierwszą przez Ciebie opisywaną przeczytać;)

      Usuń
    4. Ta pierwsza jest sto razy lepsza:) "Moja żmija" jest zdecydowanie słabsza.

      Usuń
  4. Flirt to nie od razu "niemoralność" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy o jakim flircie myślisz, jak delikatnym, to oczywiście nie - ale każdy za coś innego uznaje niemoralność:)

      Usuń
  5. Z moimi poglądami na tematy intymne nie bardzo byłabym skłonna czytać tego typu opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, że są bardzo ciekawe:) Ale nie namawiam:)

      Usuń
    2. Musiała by mi ot wpaść w ręce.

      Usuń
  6. Książkę czytałam i z żalem stwierdzam, że to najgorsza powieść pisarza. Podobały mi się jedynie opowiadania erotyczne, które zamieścił, zaś reszta była mdła i nijaka.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja właśnie dla tych opowiadań erotycznych chętnie bym tę książkę przeczytała:P

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha! No padłam...Jeśli autor chciał wzbudzić tą książką skrajne emocje to mu się chyba udało... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam mętlik, ale po namyśle stwierdzam, że to chyba jednak tytuł nie dla mnie. Za to dedykacja fajna! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Dedykacja bardzo fajna:)

      Usuń
    2. Coś więcej niż dla... i podpis. ;)

      Usuń
    3. Dla Ciebie - zdobywczyni autografów, taki jeden to pikuś, a dla mnie sama radość:)

      Usuń
    4. Tia. Wielka mi zdobywczyni. Wojciechowskiej nie mam. :P

      Usuń
    5. Ona jest jeszcze młoda i żyje - możesz płakać, że nie masz Edelmana, czy Mrożka. A Wojciechowską kiedyś z pewnością nadrobisz:)

      Usuń
    6. Fakt. Już nadrobiłam. ;)

      Usuń
  10. Hm... książka nie dla mnie, bo a) nie w moim guście, b) jestem pewna, że skrytykowałabym od góry do dołu i c) główna bohaterka (pusta latawica – jak to określiłaś, hehehe :D) doprowadziłaby mnie swoim zachowaniem do szału, delikatnie mówiąc. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam Ciebie już na tyle Kingo, iż wiem na stówę, że to nie jest książka dla Ciebie. Szalałabyś nieźle:)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Oczywiście rozumiem, nie namawiam więc.

      Usuń
  12. Ksiązkę na razie sobie daruję, ale recenzja świetna... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszystko tu jest tak niejednoznaczne, że aż ciekawe :) zastanawiam sie tylko czy irytacja dotycząca bohaterów nie przyćmiłaby atutów tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu radziłabym wtedy przeczytać same opowiadania, nimi z pewnością byś się nie rozczarowała, bo są świetne.

      Usuń
  14. widać, że książka ma sporo wad, ale kiedy jakaś lektura wzbudza w nas tyle emocji to czas z nią spędzony nie może być do końca zmarnowany.

    OdpowiedzUsuń
  15. I to właśnie chciałam ukazać, dziękuję za zrozumienie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Basiu, gratuluję opinii autora książki :DDD
    A ze swojej strony dodam, że charaktery dość prymitywne ;) w odbiorze, ale kto powiedział, że tacy ludzie (ą, ę) nie istnieją... istnieją niestety...
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystkie książki wypadają wspaniale, bywa raz pięknie, a raz gorzej:)
      Istnieją takie osoby i nigdy nie mogłam tego pojąć, że nawet między sobą nie potrafią przestać udawać i być jakieś bardziej... ludzkie.

      Usuń
  17. Basiu, dawno nie czytałam tak pełnej recenzji. Od razu czytalnik wie, czy sięgnie po książkę, czy nie. Podobają mi się też rady dla autora - dotyczące np. konieczności wyraźnego oddzielenia wypowiedzi bohaterów - może skorzysta przy drugim wydaniu swojej książki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Zazwyczaj nie rozpisuję się aż tak, ale chciałam wyłuskać różne elementy książki bardziej dosadnie. Autor uważa, iż nawet rozłożyłam tekst na czynniki pierwsze:)
      http://ireneuszgebski.blogspot.com/2013/10/moja-zmija-w-oczach-barbary-pelc.html

      Usuń
    2. W tym wypadku winę ponosi nie autor, lecz wydawnictwo. Ja sugerowałem zupełnie inne czcionki dla odróżnienia kwestii bohaterów. A co do drugiego wydania, to przy obecnym stanie czytelnictwa jest to tylko pobożne życzenie:).

      Usuń
    3. Wielka szkoda z tą czcionką. Ale jakoś dałam radę:).

      Usuń
    4. Wiadomo, wydawnictwo zawsze wie lepiej, niestety. Dziś autor nie ma wpływu na większość kwestii związanych z cyklem wydawniczym.
      A na bloga Autora już zaglądam:)

      Usuń
  18. Mimo pewnych wad, to chętnie bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  19. To ja Tobie gratuluję tekstu! Tyle jest w nim ekspresji, ciekawych spostrzeżeń... Bardzo interesująca i wnikliwa recenzja!
    Wymiana komentarzy:
    Ona:" Będzie jazda bez trzymanki"
    On: "Ciekawe tylko czy będzie miał formę?"
    faktycznie jest żenująca i nie świadczy dobrze o żadnym z bohaterów.
    Myślę jednak, że autor nas jeszcze nie raz zaskoczy:)
    Gorąco pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, tak ta ich rozmowa była żałosna.
      To, że autor potrafi świetnie pisać, to wiem i liczę na c.d. jego twórczości:).

      Usuń
  20. Zapomniałam dodać, że tak jak napisałaś pod moją recenzją, w wielu kwestiach jesteśmy bardzo zgodne. Wkurza mnie, gdy wydawcy na okładce umieszczą opis, który zdradza wszystko... Staram się tego nie czytać, ale czasami jednak zerknę i bywa, że lekturę mogę sobie już odpuścić, bo i tak znam już finał danej historii. Niektórzy sami sobie strzelają w stopę...:)

    OdpowiedzUsuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...