piątek, 12 lipca 2013

"Generation P" Wiktor Pielewin (58)


Pielewina zna pewnie wielu z Was, ja dopiero zaczęłam z nim swoją przygodę. Autor jest jednym z najbardziej poczytnych rosyjskich pisarzy. Dopiero go odkryłam, ale prawie od początku tej lektury zachwyciłam się jego piórem bezgranicznie.
"Generation P", czyli Generacja Pepsi-coli to jeden z najbardziej znanych jego utworów. Generacja ta to młodzi ludzie, którzy muszą się odnaleźć i stworzyć własne życie w realiach nowej Rosji. Książka opowiada historię Wawy Tatarskiego, który jest... jakby go tu pokrótce określić, hm, który jest...  zdolnym oszołomem.
Udaje mu się zdobyć pracę jako copywriter, wymyśla spoty reklamowe, myśl przewodnią i całą koncepcję zareklamowania produktów znanych marek na rynku rosyjskim.
Pielewinowi należą się oklaski  uznania. Stworzył postać tak pokićkaną, zakręconą, psychodeliczną, wyjętą z normalnego świata, że jestem tym wstrząśnięta. Wawa raz doprowadza mnie do śmiechopłaczu, by innym razem przerazić swoją nieodpowiedzialnością. Chcecie przykładu? Proszę bardzo: Tatarski je (to mało powiedziane - żre, wpierdziela, aż mu się uszy trzęsą) muchomory i rozmawia ze znakami drogowymi, wiele tu narkotyków, schizofrenii, aż dziw, że bohater wychodzi z tego wszystkiego bez szwanku.
"Pomieszanie języków, czyli istna Wieża Babel, rozmyślał. A co to właściwie jest "Istna Wieża"? Brzmi jak "Iść na zwierza".
Tatarski tworząc kampanie reklamowe chce widzów zaskoczyć, zaintrygować, zachęcić, rozpalić, omamić. Ale jak to zrobić? Wawa przy każdym zleceniu będzie kombinował jak koń pod górę, wymyślał, płodził, zadziwiał. Bohater to jedna, wielka, istna Burza Mózgu, postać szaleńcza, śmieszna, cudaczna, groteskowa. Jest taka, jak i wszystkie realia panujące w tej książce.
Inwencja twórcza głównej postaci jest zdumiewająca (każda ogromna firma zabiła by się za takiego copywritera), przytacza miliardy metafor, pomysłów, prowadzi szaleńcze gry słowne.
Wyobraźnia autora pęcznieje ze strony na stronę co chwilę pękając. Poczucie humoru jest tutaj dość specyficzne, zabawne, ale także mocne, wyostrzone, groźne aż do granic możliwości. Autor bogato używa języka, nie mamy tutaj do czynienia z laniem wody, powieść ma wielką siłę przebicia, tu wszystko do siebie pasuje jak w układance. Nie dziwię się, ze pisarz jest tak cenioną postacią w Rosji.
Pomysły na reklamę są bajeczne (mówię to jako marketingowiec), jakże innowatorskie, szokujące, śmieszne, mające budzić dokładnie sprecyzowane odczucia u odbiorcy.
Pielewin tworzy nowe ciekawe słowa, lub ich nowe znaczenie, np.:
Homo Zapiens to człowiek, który przełącza szybko telewizor z programu na program, uciekając przed oglądaniem reklam (od zapping)
Blok reklamowy - "stanowi złożoną i przemyślaną kombinację analnych, oralnych i wypierających wow-impulsów, rezonujących z rozlicznymi warstwami kulturowymi psychiki."
Wawie udaje się zrobić szaleńczą karierę i trafia na... wyżyny, szczyty. Potęga reklamy jest większa niżby komukolwiek się śniła. Od środka dowiaduje się jak w rzeczywistości wygląda potężny obraz Rosji i świata. Władzę tak naprawdę nie sprawuje rząd, istnieją tu inne prawa bytu. To wszystko co widzą szarzy obywatele, to tylko mydlenie oczu. Biznes oraz polityka to całkowicie coś odmiennego, niż się wszystkim wydaje. Wszystko to wielkie zakłamanie, łgarstwo, ściema.
Pielewin tworzy śmieszny, ale i zatrważający fikcyjny scenariusz rosyjskiej potęgi. To karykatura, groteska, mistyka, wyjaskrawienie, szaleńcze i psychodeliczne stany świadomości wielkich postaci rosyjskiego światka.
Urojenie jednak zawsze będzie urojeniem, a prawda prawdą. Podobno...

To także prawda w malusieńkiej części dotycząca reklamy, która robi z odbiorcami dość często wszystko, czego tylko  sobie zapragnie. 
"Odpowiedź na pytanie "czym jestem"? może brzmieć tylko tak: "Jestem tym, który jeździ takim to a takim samochodem, mieszka w takim to a takim domu, nosi taką to a taką odzież."
"Reklama formułuje to tak: "Jestem człowiekiem spokojnym i pewnym siebie, toteż kupuję czerwone kapcie" - autor uzmysławia nam, że dla niektórych myślenie po reklamie może się zapętlać aż do takich granic: "Milion dolarów potrzebny jest po to, by kupić dom w prestiżowej dzielnicy, dom jest potrzebny po to, by miało gdzie się chodzić w czerwonych kapciach, a czerwone kapcie po to, by nabrać spokoju i pewności siebie, które pozwolą zarobić milion dolarów, aby kupić dom, po którym można będzie chodzić w czerwonych kapciach, nabierając przy tym spokoju i pewności" :D.
Czy Pielewin nie jest rozbrajający? Oczywiście to wszystko jest przesadą, ale niestety najgorsze jest to, że widzimy choćby namiastkę tego ogłupienia reklamą na co dzień, wszędzie. Autor umie wyeksponować tą przejaskrawioną rzeczywistość bardzo dosadnie. Zabawne to , ale jakże i smutne. Pranie mózgu odbiorców jak się patrzy. Atak na nasze JA zewsząd. Nie sposób od niego uciec. Globalizacja, reklamy dyrygują nami, to w tę, to we w tę. Bycie trendy i cool rządzi się swoimi prawami. Dzieci w szkołach są wyśmiewane za odmienność. Ach, to temat rzeka. Mogłabym pisać o tym ze dwa dni, gdybym się dobrze rozkręciła :) Ale po co? Każdy widzi jak jest.

Chociaż z drugiej strony patrząc "Generację" autor napisał jakiś czas temu - w 1999r., wtedy to właśnie panowało oswobodzenie rynku konsumpcyjnego na całym świecie, wielki szok, wow, ferwor zakupów. Po tylu latach dzieło już nie ma tak wielkiego przekazu, nie jest już tak adekwatne, ponieważ każdy się powoli przejada tą energią i szałem nabywania dóbr. Tak czy siak pomysły oraz użyty w tej lekturze język tworzą z tej powieści niebywałe dzieło.
Lektura jest niesamowita, zmusza nas do przemyślenia, zastanowienia się nad naszymi czasami, nad przyszłością i ironicznie, na przekór, a kto wie może jednak celowo, zmusza nas do wyciszenia i zdystansowania się choć na ułamek sekundy od tej całej farsy.
"I rzeczywiście wszystko opiera się na pieniądzu - albowiem pieniądz dawno oparł się na sobie samym, a cała reszta jest zabroniona".
"Towarzysze! Utopimy rosyjską burżuazję w morzu image'ów!"
Zakończenie powieści jest przewrotne - koniec to jakby wisienka na torcie tejże maskarady, punkt kulminacyjny, apogeum.
Kto jak kto, ale autor potrafi stworzyć powieść w absolutnie niebywały sposób, aż pęka głowa z nadmiaru schizofrenicznych myśli i zawirowanych przeżyć.
Gorąco polecam tą lekturę każdemu. Nie jest ona najłatwiejsza w odbiorze, ale osobiście jestem nią zachwycona, porwana, urzeczona, oczarowana, zafascynowana, olśniona, ujęta i omotana :) Rekomenduję ją nie tylko miłośnikom fantastyki i  literatury rosyjskiej, ale nawet tym, którzy lubią gdybać nad przyszłością: co by było gdyby jednak kiedyś okazało się, że Pielewin choć po części ma rację, brrrr. Sięgnijcie po tą książkę. Warto!
Byłam również zachwycona rosyjską ekranizacją tej powieści. Niesamowicie celnie potrafiono przelać tą dzikość i szaleństwo na ekran, a podczas czytania "Generacji" wydawało mi się to absolutnie niemożliwe! Oczywiście książka jest lepsza od adaptacji filmowej, ale nie oszukujmy się - rzadko kiedy tak nie jest. Adaptacja jednak jest zdecydowanie warta Waszej uwagi.
Radzę najpierw zapoznać się z powieścią, a następnie z filmem - tak, żeby wszystko było zrozumiałe i czytelne. Chociaż raczej w przypadku "Generacji P" nic nie jest proste, łatwe i podane bezpośrednio na tacy. Ale o to przecież właśnie chodzi, prawda? Jak coś jest za bardzo oczywiste, to wydaje się być nakryte kołdrą nudy i banalności. Na szczęście w przypadku Pielewina nuda nie ma racji bytu, jest doszczętnie zabroniona.


Tłumaczenie: Ewa Rojewska-Olejarczuk
tytuł oryginału: Generation "Π"
seria/cykl wydawniczy: Don Kichot i Sancho Pansa
wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: 2002 (data przybliżona)     
liczba stron: 320
kategoria: literatura współczesna
język: polski
typ: papier
wyzwanie autorskie: Rosyjsko mi!

40 komentarzy:

  1. Rzeczywiście w latach 90 rynek jeszcze nie był nasycony wszelkimi chwytami marketingowymi. Obecnie zaś ludzie mają większą świadomość.Mimo wszystko ciekawa lektura o której będę pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warta przeczytania, taka postmodernistyczna pocztówka, jazda bez trzymanki. To co, że bum konsumpcjonizmu to temat już troszkę przeżarty, dla mnie chyba nigdy takim nie będzie.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Śmiej się, a ja mam przeczucie, że by Ci się bardzo spodobała. Chyba, że już ją czytałeś?

      Usuń
  3. Heh... Blok reklamowy - "stanowi złożoną i przemyślaną kombinację analnych, oralnych i wypierających wow-impulsów, rezonujących z rozlicznymi warstwami kulturowymi psychiki." Jestem pod wrażeniem. ;) A Homo Zapiensem chyba też jestem. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa - to mały pikuś, jak przeczytasz całość to oszalejesz:)
      Ja HZ jestem w 100% :D

      Usuń
  4. Tak się składa, że ja Pielewina jeszcze nie znam. Ale dzięki Twojej zachęcającej recenzji na pewno sięgnę po jego książkę! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wstyd przyznać, ale ja nawet o tym autorze nie słyszałam, jednak dzięki tobie już będę wiedziała kim jest:) Twoja recenzja zachęciła mnie sięgnięcia po tą pozycję, dlatego planuję to w niedalekiej przyszłości zrobić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zupełnie tak jak ja do niedawna - nie wiedziałam o nim nic, to jego najbardziej znana powieść (chyba) dlatego od niej zaczęłam. Wejdź do pierwszej lepszej biblioteki - jego książki zajmują przynajmniej z pół półki w każdej z niej:) Tyle jeszcze dla nas do odkrycia :)Fajne to, prawda?

      Usuń
  6. Ja też pierwszy raz słyszę o tym autorze. Dodaję do mojej listy książek, które muszę przeczytać. Żeby tylko życia starczyło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie starczy niestety, ale staramy się jak możemy, z całych sił:)

      Usuń
  7. Hm. Pokićkana postać i to, co napisałaś, mnie zachęca, ale wolałabym, żeby coś takiego było literaturą polską; ciężko mi czasem zrozumieć tego typu książki, bo nie wiem, jak wygląda świat w innych krajach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, nawet nie wiesz jak masz dużo racji w tym co mówisz. Pamiętam prawie zero z czasów PRL-u, Ty raczej nic:) Więc nie możemy wczuć się w klimat rosyjskiego myślenia, żeby do końca odczuwać ich literaturę tak jak należy. Nie zmienia to faktu, że jesteśmy od lat blisko Rosji i znamy ją całkiem nieźle, więc czego nie wiemy, to możemy sobie dopowiedzieć, ale nie zawsze oznacza to to samo, prawda?

      Usuń
    2. Nie pozostaje mi nic innego, jak się zgodzić. :-)

      Usuń
  8. Niestety muszę odmówić ;(! Błagam nie bij mnie ;P! Po prostu wszystko mam na "nie". I beznadziejna okładka, i tematyka też nie za ciekawa (chociaż, nie ukrywam, że w pewnym momencie myślałem nad tą pozycją głębiej ;p), i ruskie to to (o, patrzcie Państwo, odezwał się ten co czyta białoruskie książki ;D), i w ogóle mi nie w smak ;p. Wiem, że marudzę, ale będziesz się musiała to tego przyzwyczaić ;D. Taki już jest meloński los ;).

    Spokojnej nocy Ci życzę :*!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko:) Wybaczam, ale z Ciebie... maruda! :D
      Każdy ma przecież inaczej, prawda? To co ja lubię, nie musi zachwycać Ciebie. HP i jego łeb jak sklep u Ciebie w poście też nie jest moim numerem 1. Dalej lubię melony, ale... no właśnie - nie aż tak jak arbuzy :P

      Usuń
    2. A jeżeli mówimy o okładce, to miałam nowszą, inną, ale nie chciało mi się robić zdjęcia i wzięłam tą z Lubimy Czytać, niestety tej mojej nikt tam nie dodał.

      Usuń
    3. Hahaha, dzięki! Myślałem, że tylko żartujesz z tymi arbuzami ;D. Ale już dobrze... mogę przyjąć (Z BÓLEM SERCA), że arbuzy są lepsze ;P. Zakończy te wojnę Polsko-polską ;p.

      A co za problem wziąć aparat, czy chociażby telefon i strzelić fotkę ;P? Ja osobiście (masło maślane ;p) uwielbiam patrzeć na takie rzeczywiste, realne książki, więc sam dodaję prawdziwe zdjęcia ;). Wtedy tak jakoś książka wydaje się bardziej intrygująca ;D.

      Usuń
    4. Niby nie problem, ale padły baterie, a nie chciało mi się lecieć po nowe do sklepu. Zabij mnie za lenia :D I jestem przyzwyczajona do kradnięcia :) okładek z LC. Po co to to robić jak to to gotowe czeka na mnie :) Oczywiście czasami strzelę fotę - nie płacz już:D
      Nie wiem czy znajdziesz kogoś kto preferowałby bardziej melony od arbuzów :P ale możemy popytać ;) A tak a propos owoców, to miałam kiedyś znajomego banana, ale nie pytaj mnie dlaczego miał taką ksywkę :P bo nie wiem. Dlaczego jesteś melon? Od dużej głowy, czy co? Bez urazy, tylko gdybam:D Pytam z ciekawości.
      Dobranoc

      Usuń
    5. No doba, nie płaczę :P.

      Kiedyś o tym pisałem, ale nie od dużej, ale okrągłej :D. To znaczy w podstawówce mój kolega powiedział, że mam okrągłą głowę jak melon i takie przezwisko już zostało :D. TADA :P!

      Usuń
    6. Patrz jak mi się udało strzelić hihi, ale w sumie do wyboru było tylko: głowa, brzuch, lub... pupa ;) To już wolę okrągłą głowę haha. Swoją drogą to świnia z tego kolegi, skopałeś mu chociaż dupę za tę obrazę? czy to normalka, że każdy musi mieć jakąś ksywkę - nie wystarczyło im Mateusz, Mati? Szczerze mówiąc, to ta nazwa melon bardzo mi się podoba, taka soczysta i dorodna, więc dobrze się stało!

      Usuń
  9. okładka mi nie przeszkadza;)a i ja o tym autorze nie słyszałam..i szczerze w rosyjską literaturę nigdy się nie zagłębiałam...ale ta książka wydaje się naprawdę ciekawa...na chwilę wróciłam do świata żywych, a no dobre wrócę w poniedziałek;)pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta lektura jest świetna! Pozdrawiam

      Usuń
    2. To zapiszę ją sobie "do wypożyczenia" ;DDDDD pozdrawiam;)

      Usuń
  10. Świetna recenzja, czytało się ją z ciekawością :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja o Pielewinie dotychczas nawet nie słyszałam, aż się troszkę zawstydziłam.
    Wawa Tatarski wydaje się być bardzo ciekawą postacią, nie omieszkam poszukać tej książki w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, fajna akcja zaczyna się od około 80-tej strony, więc nie zraź się początkiem :)

      Usuń
  12. Pielewina znam tylko z nazwiska i nie jestem pewna, czy jego książki do mnie trafią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam literaturę rosyjską i bardzo mi się spodobało jego pióro, ale... do niczego nie zmuszam. Byłoby nudno jakby każdy lubił to samo, prawda? ;)

      Usuń
  13. To wspaniale, że odkrywasz Pielewina! Polecam Ci inne książki tego pisarza, ot chocby "Mały palec Buddy", czy "Życie owadów". Pielewin towarzyszy mi (albo ja jemu, jak kto woli) od jakiś 10 lat i nadal nie mam dośc jego twórczości. Jeśli możesz, przeczytaj Pielewina po rosyjsku. To dopiero przeżycie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te tytuły o których mówisz ściągnęłam na ebooka, więc będę z pewnością je czytać :) Cieszę się strasznie, że Tobie się również podoba. Z chęcią przeczytałabym w oryginale, ale niestety nigdy nie uczyłam się rosyjskiego. U mnie w szkole był angielski i niemiecki, siostra o 2 lata starsza miała rosyjski.

      Usuń
    2. Jestem ciekawa Twoich wrażeń po kolejnej lekturze Pielewina :)

      Usuń
  14. Sama jestem ich ciekawa:P Jakich autorów byś mi jeszcze poleciła? Czytałaś "Bibliotekarza" Jelizarowa? - zobacz u mnie w zakładce LISTA CZYTELNI zajmuje nr 1. Świetna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tej książki nie czytałam. Jeszcze :D

      Usuń
    2. No właśnie - czas to zmienić:D

      Usuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...