piątek, 5 lipca 2013

"Morfina" Szczepan Twardoch (57)



Na okładkę spoglądałam przez dobre parę chwil - pomyślałam: jejku ale schiza! Rzeczywiście bardziej paranoicznej i schizofrenicznej okładki nie oglądałam nigdy, przenigdy. Przyciąga, jak i odpycha, człowiek boi się tej okładki, tego wypaczenia, zdziwaczenia, psychicznego zwichnięcia.


Niestety bądź stety treść przypomina okładkę. Dla mnie bezwzględne stety. Jestem zachwycona.
"Morfina" zdecydowanie nie jest dla każdego, nie należy do lektur łatwych, prostych i przyjemnych, to wyższa szkoła jazdy. To książka dla tych co lubią wyzwania, literaturę ambitną, innowacyjną, eksperymentalną, szokującą, bluźnierczą, męską, pełną konkretnego mięsa, wręcz rzeźnicką. To także dla osób, które uwielbiają historię, wybory ludzkie, powieści psychologiczne ukazujące jednostkę ludzką, jej niepowodzenia, rozedrganie, klęskę całej egzystencji.
Konstanty Willermann to 30-letni podporucznik ukrywający się przed obowiązkiem wojskowym. Jest on synem niemieckiego oficera, arystokraty i matki Ślązaczki. Ta wychowała go na Polaka, ale on nie może się zdecydować po której stronie stanąć, czy być Polakiem, czy Niemcem.
"Czy mój Kostuś godzien jest nazywać się Polakiem? Pierdolenie"
Akcja rozgrywa się mniej więcej w październiku 1939r. w zgwałconej (to słowa autora) Warszawie, która znajduje się w pierwszych dniach pod okupacją niemiecką. Od razu pomyślałam, że bohater - Kostek jest jak mur, ściana przez którą nie przebije się nic, żyjący w swoim świecie kurwiarz, morfinista, łajdak, niekochający mąż, nietroskliwy ojciec, głowa rodziny, która ją zaniedbuje. Egzystuje tylko dzięki pieniążkom mamusi, bezużyteczny, niepracujący kawał mięsa. Ćpający i pijący pełną gębą imprezowicz, nawet podczas wojny, ona też go nie zmieniła. Morfina, ale także i jego przeżycia, (rodzina, zadziwiająco surowa i bezduszna matka) tworzą wokół niego klosz przez który dochodzą do niego sygnały z zewnątrz, widzi je, ale nie zmieniają one jego postępowania, nie wpływają na niego. Jest dla mnie troszkę jak robot lub upośledzony umysłowo człowiek. Żona, syn, wojna, morderstwa, śmierć, chorzy - te obrazy przechodzą przez niego, jakby oglądał film i ulatują, odpływają. Nie liczy się nic, tylko tu i teraz i jego skarb w szklanej buteleczce. Typowe myślenie człowieka zniewolonego przez uzależnienie, chociaż może Kostek bardziej sobie wmawia to uzależnienie, bo nie znajduje siły w sobie na określenie własnego ja. To głównie o tym jest ta książka, o niemocy kiedy człowiek znajduje się w trudnej sytuacji, kiedy nie może się sprecyzować, kiedy musi się dowiedzieć kim jest i ciągle ulegając zmianom i wpływom nie umie wybrać KIM JEST. Odpowiedź sobie na pytania typu: dokąd dążę?, czym jest dla mnie sens życia?, jak chcę być zapamiętany?, co ma dla mnie znaczenie?
To jedna z ciekawszych postaci jakie dotąd poznałam, klasyfikuje się tuż obok głównego bohatera w "Bibliotekarzu" Jelizarowa. Mężczyzna, którego przerasta sytuacja, nie potrafi emocjonalnie podołać swoim obowiązkom, wybrać, skonkretyzować się, być jakimś, bywa czasami przerażony, zagubiony. O dziwo pracując w wywiadzie i udając Niemca, jakby na przekór, na opak, dopiero teraz poczuwa się troszkę bardziej do myślenia o sobie, jak o Polaku.

Bardzo zajmująca opowieść o szaleństwie, uzależnieniu, o człowieku mentalnie niedojrzałym, bądź już przejrzałym, takim zgniłym jaju. Osobą, która została skrzywdzona zarówno przez matki opiekuńczość, jak i jej brak. Jestem ciągle ciekawa jego chorych przemyśleń, jesteśmy cały czas nim, siedzimy w jego głowie.  Jego myślątka kręcą się w kółko w zawirowaniu czasu, są jakby obciążone, zablokowane niemocą i otumanieniem jego mózgu, całego organizmu.
Kostek buja się, badzia po Warszawie bez celu, wykonuje wszystkie czynności jakby obok, jakby wyszedł ze swojego ciała, na niczym mu nie zależy. Z jednej strony jest jak mur, z drugiej słaby jak chorągiewka - co chwilę zmienia swoje zdanie w zależności z kim aktualnie przebywa, z żoną - kochający mąż, z prostytutką - wyuzdany kurwiarz. Z każdym i wszędzie jest inny. Jest dzielny i nie jest dzielny. Skomplikowana do granic możliwości postać, nie da jej się do końca zinterpretować, zawsze czegoś zabraknie. Niezwykle bogato autor przedstawia nam jego osobowość. Nasuwa się pytanie: który z Kostusiów jest prawdziwy? Czyżby żaden?

Kosteńka jest natłokiem szalonych, morfinowo-alkoholowych przeładowań myśli, które powodują jego otumanienie, przegrzanie, niezdolność do wykonywania prostych czynności.
Jego wewnętrzna towarzyszka, którą poznajemy dopiero z czasem, to jedna ogromna niewiadoma, wielkie X. Wiemy, że jest alfą i omegą, zna przyszłość i przeszłość, to jakby czarna dziura, być może śmierć, być może życie, być może zło wcielone, może szatan we własnej osobie... Nie ma ona zamiaru nam się przedstawić. Wiemy, że boi się Dzidzi, jej siły, szczerości, uczuć, bezpośredniości. Nie chce ona, aby Willermann był lepszy, możliwe, że nie chce aby odzyskał wolność, był dumnym Polakiem. Ona się boi polskości, to jego tak jakby niemiecka strona, ale... niekoniecznie. Te wszystkie słowa nie skonkretyzują nam jej jestestwa, dziwny twór, przyjaciel i cierń, miłość i bolączka.
Jestem zachwycona brutalnością, męskością, bądź jej brakiem, w zależności jak na to spojrzeć, seksualnością - pornografią rzuconą mi w twarz, rzeźnią, ludzkim mięsem. Dla Kostka kobieta to mięso do wkładania swojego przyrodzenia, a z drugiej strony to matka, której się lęka, którą kocha i respektuje, która może go zmieszać z błotem, plunąć mu w twarz.

Jestem uszczęśliwiona pomysłem Twardocha na ukazanie nam nowego języka, jakże to innowacyjne.
Autor zachwyca mądrością. Potrafi wodzić nami za nos, zadręcza nas, umęcza, narkotyzuje - dlatego nigdy nie będzie łatwo przebrnąć przez to dzieło, jesteśmy w wielogodzinnym transie, czujemy nasze uzależnienie, jesteśmy morfinistami i musimy robić przerwy, jesteśmy sforsowani do granic możliwości. Niebywałe!

Twardoch czytał dużo literatury z lat 30-tych, aby wczuć się w klimat i język panujący w tamtych latach. "Ty rybi chuju" - z takim skojarzeniem epitetów nie miałam jeszcze do czynienia.

Podziwiam 579 stron płodności, przegadania, wycieńczenia tego tematu, a człowiek i tak na koniec czuje niedosyt. Odbiorca zapadł się w świecie Willermanna po uszy, zachłysnął, podtopił i ma go tak od po prostu opuścić, nie jest się na to gotowym, jest się osłabionym, jak embrion, jak piórko na wietrze, jak ryba bez wody. I to zakończenie: jakby Wam je tu określić? Szczęśliwe nieszczęście, nieszczęśliwe szczęście.

Należy odkryć samego siebie, znaleźć własne ja, dowiedzieć się tego, poszukać, spróbować. Czy jestem pewien, że wiem? Także m.in.: o samotności jest ta książka, o samotności w tłumie, o tym, że ludzie żyją razem, a jakby byli sobie obcy. Nie rozumieją się, nie wiedzą o sobie prawie nic. Właśnie ta niewiedza, to niezrozumienie doprowadzi do takiego rezultatu, jaki dojrzymy w zwieńczeniu tego dzieła.

Szczepan Twardoch - taki młody człowiek (ur. 1979r.), a jaki zdolny. Rośnie nowy talent a mi rośnie i raduję się serce wraz z nim.

Typowa powieść polifoniczna, dotykająca wielu problemów. Autor w rozmowie z radiem WP - klik wspomina o tym, że utwór nie może być o jednej rzeczy, aby miał wartość musi być o czymś więcej. Mówi, że "Morfina" jest o:
- historii
- sytuacji człowieka wrzuconego w historię, który nie może sobie poradzić
- kobietach - jest ich wiele i każda jest inna, konkretna.
- słabości mężczyzny
- przemocy
- braku własnej wartości i próbie odnalezienia siebie - niestety skazanej na niepowodzenie.
- wojnie i o tym co ona robi z ludźmi
- skomplikowanej relacji pomiędzy polskością, a niemieckością wewnątrz jednego człowieka - przecież to spór większy niż pomiędzy Polakami i Niemcami, tu wiadomo który jest którym.
- XX wieku - w retrospekcjach sięgamy aż do lat 80tych.

Wiele tych światów do odkrycia...

Dużo w niej roztrzęsienia, rozedrgania, amoku, maligny, uśpienia, otumanienia, bólu głowy, ale warto przebrnąć przez ten gąszcz językowy, aby dojść do kwintesencji, meritum, istoty tego dzieła.
Nie spieszcie się na gwałtu rety z delektowaniem się "Morfiną". Zróbcie to spokojnie, powoli, w skupieniu. Książka nie jest na raz dwa, nie można przez nią przebiec. Czyta się ją wolno, ciężko, jest przegadana do granic możliwości, ale w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu. Należy jej się przynajmniej chwila refleksji.

Cokolwiek pochlebnego napiszę o tej książce, to i tak będzie to za mało, aby oddać jej hołd. Ciągle coś mnie w niej zaskakiwało. Zasługuje na olbrzymi zachwyt. Ta książka to wielkie BUM, otworzenie mi oczu na nową literaturę. Kojarzy mi się ze stylem Gombrowicza, chociaż inaczej, na swój sposób, ulotnie.  Powiem Wam tylko jedno: jak tu nie kochać literatury? Nie da się...



Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania: listopad 2012 (data przybliżona)
ISBN: 9788308050118
liczba stron: 584
słowa kluczowe: powieść polska
kategoria: literatura współczesna
język: polski
typ: papier
Chciałabym Wam serdecznie polecić recenzję "Morfiny" na blogu "Z tekstu" Cezarego Rosińskiego. Jeżeli ja Was nie przekonam do tej lektury, to Cezary powinien to zrobić z pewnością.

"Morfinę" można wygrać u mnie w lipcowej zabawie  Żyrafa Tosia z Czytelni. Zachęcam Was gorąco do udziału.
W A R T O ! ! !







 Za książkę dziękuję Firmie MAL-BUD

23 komentarze:

  1. I tak miałam przeczytać tę książkę, ale teraz wiem, czego się spodziewać. Bardzo mi się podoba to, co o tej książce napisałaś, jeśli jest tak samo nienormalna jak okładka, prawdopodobnie jest dla mnie. ;-) I fajny pomysł z zabawą, pewnie wezmę udział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco zachęcam! Książkę warto mieć na półce, lub nawet podarować komuś w prezencie.

      Usuń
  2. Recenzję przeczytałem jednym tchem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe tylko "Morfiny" tak nie czytaj:)

      Usuń
  3. Mnie okładka raczej odpycha :) Trochę obawiam się tej książki, ale chętnie wezmę udział w twojej zabawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie i przyciąga i odpycha :) Zawsze możesz ją komuś sprezentować:)

      Usuń
  4. Ależ wyczerpująco opowiedziałaś o tej książce! Jestem pod wrażeniem! :) Mam ją w planach, bo gości u mnie już od jakiegoś czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym utworze jak sama widzisz jest wiele wątków, które trzeba poruszyć, żeby móc docenić jego polifoniczność.

      Usuń
  5. To jedna z najlepszych książek jakie czytałam w ostatnim roku. Konstanty Willemann to wyjątkowo złożony i nietuzinkowy bohater. Najbardziej podobało mi się to, że poznajemy przyszłe losy niektórych bohaterów. Dla mnie "Morfina" to książka o samotności i o poszukiwaniu sensu życia. Zmusza do refleksji nad tym kim jesteśmy i dokąd zmierzamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, też uważam, że jest niesamowita! Widzisz każdy odkrywa w niej coś nowego, coś innego, niebywałe to... Cieszę się bardzo, że Ty też ją doceniasz.

      Usuń
    2. A te slajdy z pokazaniem przyszłości niektórych osób przez jego wewnętrzną towarzyszkę są rzeczywiście niebywałe...

      Usuń
  6. Bardzo dobra recenzja :)
    Okładka mnie troszkę przeraża, ale jednocześnie świetnie zapada w pamięć.
    Powieści psychologiczne to coś, co uwielbiam, więc ta lektura jest dla mnie obowiązkowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to na 100% obowiązkowa! Musisz ją przeczytać.
      Dziękuję pięknie za miłe słowa.

      Usuń
  7. siostra, pożyczysz ?
    Powiem Ci, że masz coraz lepsze teksty, wyrabiasz się, jestem pod ogromnym wrażeniem. A kiedy Ty masz czas,żeby aż tyle wyczytać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będziesz kochana, to Ci ją kupię:) Tą już obiecałam oddać jako nówkę;) A z czasem to różnie bywa...:)

      Usuń
  8. Jest coś niepokojącego w tej okładce, a zarazem przyciągającego ;) i ta niejednoznaczność głównego bohatera, złożoność wątków - brzmi naprawdę intrygująco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I naprawdę jest niebywała, to wszystko o czym piszesz plus wiele innych cech tworzy prawdziwego majstersztyka :)

      Usuń
  9. no znalazłam chwilę i nadrobiłam zaległości w czytaniu i odwiedzaniu moich ulubionych blogów. Post rzeczywiście dość długi, ale czyta się go z chęcią! Sama książka mnie także zachęca i odpycha - jest to najlepszy wyznacznik tego aby ją przeczytać i przekonać się samemu! a ja dość mocno lubię książki psychologiczne;) recenzja pierwsza klasa;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję cudnie za miłe słowa. Nie każdemu ona podpasuje, jest dość trudna do ogarnięcia. Rzeczywiście miałaś zaległości:D

      Usuń
  10. Widzisz w tej książce, to czego ja nie mogłam dostrzec. Jak widać literatura niekonwencjonalna nie jest dla mnie. Zawsze uważałam, że mam w sobie coś z tradycjonalistki ;)

    OdpowiedzUsuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...