piątek, 14 czerwca 2013

"Buszujący w zbożu" Jerome David Salinger (51)


Utwór został opublikowany na początku lat 50-tych XX wieku. Wtedy to budził zgorszenie i wstrząsał czytelnikami.Bohater został uznany za ikonę buntu. Nastolatek, który pali i pije dziś tak już nie zadziwia, wtedy to był szok, książka była ocenzurowana przez wiele lat i zakazana w szkołach! 
Powieść pod względem językowym pozostawia wiele do życzenia, jest bardzo pospolita, trywialna, ale w tym przypadku musi tak być, inaczej wydawałaby się mało prawdziwa. Poza tym styl to tylko powierzchowność, pozory - książka kryje w sobie głębie. 
Wszystko jest napisane niezwykle banalnie, na luzie, z lekkością, humorem i dystansem do całego świata i ludzi. Tekst jest często zakręcony, niedbały, jakby chłopak opowiadał coś komuś na prędce, swojsko, z przekleństwami, zmieniając wątek 300 razy w ciągu dnia i przypominając sobie co sekundę inne przebłyski, myśli, odczucia. Odbiorca może się troszeczkę tym zmęczyć, znudzić, a nawet zagubić. 
Słowa bywają proste, "tępe", źle sformułowane, gdzieniegdzie widać typową "łopatologię":
"Słowem przyszedł grudzień, a zimno było, szczególnie na tej głupiej górze, jak diabli"
Jesteśmy w głowie nastolatka, świecie dziecka, którego szczerość, otwartość, bezpośredniość, entuzjazm są odświeżające, pobudzające, nie pozwalają nam nie wzbudzać jakichś emocji. Ta książka posiada dziecięcy urok, oddech świeżości, powiew ekscytacji. Zazdrościmy mu tej młodości, może jeszcze w swoim życiu tyle zmienić, ma przed sobą takie perspektywy. Bezwzględnie męska, dorastająca literatura. 
Bohaterem jest siedemnastoletni Holden Caufield, mieszkaniec Nowego Jorku. To rozkojarzony małolat, niechętny na jakąkolwiek współpracę. Nic co było związane z nauką go nie interesowało. Wszystko poza nią - w to mu graj! 
 To baaaaaardzo interesująca osoba, z pewnością nie jest jednowymiarowa. Analizować jego postać można na wiele sposobów. Mógłby wszystko w swoim życiu przekształcić, ułożyć, ale trwa on uparcie w swoim świecie i nic nie jest go w stanie zmienić, jest upartym osiołkiem. Nie chce otworzyć się na świat, ludzi, nigdzie nie może się odnaleźć. Nie ma swojego miejsca w żadnej ze szkół, ucieka od ludzi, przyjaźni z kolegami, nauczycielami, nie chce nikomu dać się bliżej poznać, nałogowo kłamie jak z nut - do bólu, bez powodu. Boi się ukazywać prawdziwe JA. Za poczuciem humoru i cynizmem ukrywa i zamyka przed nimi istotę siebie. Nam - czytelnikom daje się jednak poznać, będąc w jego umyśle poznajemy go dogłębnie. Dzieli się swoimi myślątkami wylewnie, nakładając jedno wspomnienie na drugie, ukazując ciągle nowe szczegóły, slajdy ze swojej przeszłości. Powieść ukazuje jego bunt, lenistwo, niechęć do życia, do świata dorosłych - jego zdaniem pełnego obłudy, fałszu. Jest tu także: wstręt i bunt do poddania się ogólnopanującym zasadom - szkole, pracy. Lubi sprawy nieoczywiste, a oczywiste traktuje z mniejszą dozą sympatii. 
Analizować tą postać można również inaczej: 
-aspekt finansowy: bogaty dziwoląg "płacący" biednym za to, że on jest bogaty i czuje się winny, współczujący, chcący zadośćuczynić innym przez swoje bogactwo; 
-aspekt religijny: ateista, który nie chce słyszeć nic na temat Boga; 
-aspekt uczuć, stosunku do kobiet i fizyczności: skomplikowany mięczak według jednej kobiety, prawiczek, który boi się pokochać - a jeżeli pokocha, to nie walczy o tą miłość; 
-aspekt waleczności, bojowości, męskości: często tchórz bojący się zaczepek i konfrontacji (co wynika z jego ogólnej chęci wyobcowania i wycofania); 
-aspekt rodzinny: jedyna czarna owca, zakała rodziny, kochająca ją całą, ale przysparzająca im ciągłych kłopotów. 
Im bardziej poznawałam Holdena, tym bardziej go nie lubiłam, zaczynał mnie irytować. Wiem, że to dobry człowiek, wrażliwy na zło, kochający dzieci, ale ma on kilka twarzy. Jego żarty były błazenadą. Swoich sublokatorów uważał za nieciekawych: za nudny, za głupi, za brudny, za bardzo przewrażliwony brakiem pieniędzy. Wpieniał mnie totalnie, nienawidził wszystkich i wszystkiego, rzadko kiedykolwiek coś lubił! W duchu przeszkadzało mu dosłownie WSZYSTKO, zachowania ludzi go otaczających doprowadzały go często do furii. Jest zgorzkniały, marudny, stetryczały, zgnuśniały -  jak stara, wredna baba, taka około 70-tki która mieszka samotnie od wielu, wielu lat. Młody chłopak przeciwny edukacji, ludziom, światu. On wie wszystko najlepiej, on jest najmądrzejszy, on jest kimś. Bogaty bubek roztrwaniający pieniądze rodziców, bez szkoły i pomysłów na siebie i nawet na najbliższą przyszłość, liczy się tylko teraz, nie co będzie za kilka dni. Jego działania są bezcelowe - nie szuka sensu, wegetuje, ucieka od określenia samego siebie. 
Pamiętajmy, że jest nastolatkiem, może popełniać błędy, nie wiedzieć kim jest, buntować się, ale ważne, żeby kiedyś znalazł swoją drogę, żeby wreszcie tego CHCIAŁ. 
Chłopak nie chce zmian, chce buszować w zbożu jak strażnik i ratować dzieci przed spadkiem z urwiska (z wiersza Roberta Burnsa "Jeśli ktoś napotka kogoś, kto buszuje w zbożu"). Czyli pragnie ratować i ochronić niewinność, dziecinność, czystość przed zagrożeniem, czyli dostosowaniem się to norm życia całego społeczeństwa (w tym edukacja, praca, itp.). Urwisko to czyhające niebezpieczeństwa, zboże to życie.
Pomieszanie z poplątaniem. Powstaje ciekawy obraz młodego, nieoczywistego, momentami zaskakująco odważnego odmieńca. Ten chłopiec jest ogromnie zagubiony, każda z jego przygód wpłynęła na niego, ukształtowała, uformowała. 
 "Często człowiek sobie nie zdaje sprawy, co go najbardziej interesuje, dopóki nie zacznie mówić o czymś innym, mniej interesującym"
Jego nauczyciel próbuje mu uświadomić, że znowu zatacza krąg, po raz kolejny wyrzucony do szkoły wróci do domu, do rodziców i pójdzie do następnej szkoły. Chce temu zdezorientowanemu chłopcu pomóc zrozumieć, ukazać nową drogę myślenia, dać wskazówkę i do konformizmu i do odnalezienia siebie: 
"Dla człowieka niedojrzałego znamienne jest, że pragnie on wzniośle umrzeć za jakąś sprawę, dla dojrzałego natomiast - że pragnie skromnie dla niej żyć"
Dlaczego ta książka jest taka ważna? bo ukazuje nas samych, nasze słabostki, rozchwianie, puste idee, niemądre myślenie,  wahania, niechęć do zmian, nonkonformizm, odczucia, naszą wielowymiarowość, skomplikowanie, zróżnicowanie. Każdy może być, lub był kiedyś takim Holdenem. To bolesne, ujmujące zderzenie ideałów młodości z dorosłością, dorastaniem, sensem życia, poszukiwaniami, uświadamianiem sobie świata. 
Jeżeli mówimy o interpretacji tego klasycznego, głośnego dzieła, to może być ich miliony, to nie tylko rzecz o nonkonformizmie, to o wszystkim co nas otacza... To tak jakbyśmy chcieli interpretować własnych siebie. Niektórzy powiedzą może: łatwizna? a jednak zawsze do końca niewykonalne. Książka warta grzechu.

Tłumaczenie: Maria Skibniewska
tytuł oryginału: Catcher in the rye
wydawnictwo: ISKRYdata wydania: 1998     
liczba stron: 256słowa kluczowe: powieść amerykańska - XX w, literatura pięknakategoria: Literatura piękna
język: polski
typ: papier

25 komentarzy:

  1. Klasyka. Cały czas mam w planach "Buszującego...". :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, klasyka, mam w planach do przeczytania wiele z dzieł klasycznych, żeby się przekonać, czy to aby takie rzeczywiście ponadwymiarowe, jak się wszystkim wydaje. Myślę, że nie będziesz tą książką rozczarowana - chociaż, wiadomo, każdy ma inne odczucia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam tę książkę jakiś czas temu, i tak jak piszesz- może te 50 lat temu główny bohater budził kontrowersje, ale teraz jego postać to nic specjalnego. Mnie ta książka nie porwała, ale doceniam, że jest to klasyka i trzeba ją znać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak to prawda, że było to dawno, ale uważam, że pomimo iż teraz tak nie szokuje, nie jest taki kultowy jak kiedyś, to jednak utwór ma ponadczasowy wydźwięk. Takich buntowników jak on jest pełno, każdy dojrzewa, zaczyna przeżywać świat po swojemu, tworzyć swoje myślenie, i jest to ponadczasowe. Holden jest denerwujący, ale jest także bardzo... jakiś, strasznie mi się podoba to jego rozchwianie, niepewność, cały on - nawet taki irytujący, autor wspaniale ukazał nam co się dzieje w jego głowie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na tą powieść mam ochotę od bardzo dawna, jednak trochę się boję. Czego? a tego że nie przypadnie mi do gustu, a chciałabym ją polubić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, nie każdy ją polubi, bo język jakim jest napisana troszkę męczy i irytuje, ale... życzę powodzenia. Ja ją bardzo lubię

      Usuń
  6. Haha, od początku recenzji czułam Twoją niechęć do głównego bohatera. :D I wstyd się przyznać, że ta lektura mnie ominęła, muszę nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się co wstydzić wiele jeszcze z klasyki pewnie jest do nadrobienia, człowiekowi nie starczy życia na to wszystko! Ach, szkoda.

      Usuń
  7. Ileż to wspomnień przywołałaś za sprawą tej recenzji! Jednak z moich ulubionych lektur w czasach studenckich:) Znałam kogoś, dla którego ta powieść była prawie że świętą księgą, choć oczywiście nie ma nic wspólnego z żadną religią:) To wydanie, które jest na zdjęciu, podarowałam tej osobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To sprawiłaś tej osobie piękny prezent! Ja też bym chciała taki dostać! Rzeczywiście książka kultowa, więc dlatego ją pewnie przerabialiście na studiach - ciekawe jestem czy mieliście jeszcze "Władcę much".

      Usuń
  8. Też nie polubiłam Holdena, ale z samej książki, już niestety niewiele pamiętam. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jego gadanina była niewiele warta :) jego przygody m.in.: z prostytutką takie o kant du.y rozbić, ale dzięki nim poznajemy Holdena. Najważniejsze jest to jakie on ogólnie stwarza wrażenie, jaki jest skomplikowany, jaki młody i jak rodzą się w nim przemyślenia na temat życia i jego sensu - tak jak w każdym młodym człowieku. Niepoprawne myślenie takich młodzików w zderzeniu z rzeczywistością, dorastaniem, życiem nie mają niestety sensu i racji bytu... Ale ta książka uczy też samodzielnego myślenia, nie zaślepiania się na wszystko to co inni lubią, indywidualności, buntu. Wiele, wiele do odkrycia.

      Usuń
  9. Czytałam, ale nie pamiętam w zasadzie nic, co oznacza, że nie było warto... Mimo to gorąco popieram czytanie klasyki, sama po nią też chętnie sięgam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że uważasz, że nie było warto...

      Usuń
  10. Gdyby każdy nastolatek stąpający po Ziemi przeczytał tę książkę być może pojęcie konformizmu moglibyśmy wymazać z kart słowników, być może wtedy plemię młodych stałoby się gigantyczną tęczą pełną barwnych indywidualności, być może tok myślenia niektórych osób uległby swoistej ewolucji - przemianie prowadzącej ku dojrzałości... tyle tylko, iż żadne z wyżej wymienionych przeze mnie zjawisk zaistnieć w dzisiejszym świecie nie może. Szkoda. Wielka szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście szkoda... Ale by się działo! Wielki bum umysłów, innowacyjności. Ach!

      Usuń
    2. Ale mamy Grey'a i Mc Donalds...

      Usuń
  11. Przeczytałam tą książkę w któryś weekend kilka lat temu i teraz jak czytam Twój opis, to przyznam się bez bicia,że w ogóle mi ona nie utkwiła w głowie, w ogóle jej nie pamiętam. Widać nie podziałała na mnie tak,żeby sobie nią zawracać głowę. Kolejne amerykańskie dzieło, które niewiele do życia wnosi. Oglądałam RODZINKĘ PL i ten najstarszy syn właśnie leżał i czytał Buszujacego, czy naprawdę nie ma już fajniejszych książek, że musiała się znaleźć kanonie lektur szkolnych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to podobno lektura w gimnazjum!:D Jest ważna dlatego się tam znalazła, jest tu co przerabiać, jest nad czym zadumać, mamy i bohatera-antybohatera w jednym. Myślę, że bardzo ciekawa lektura, a to czy nastolatkowie w gimnazjum odkryją wszystkie jej blaski zastanawia mnie bardzo - na szczęście polonista powinien wskazać im poprawny kierunek.

      Usuń
  12. czytałam w liceum, pamiętam, że wtedy wywarła na mnie wrażenie, ale teraz już praktycznie jej nie pamiętam...będzie trzeba to nadrobić...moja lista "do przeczytania" rośnie z dnia na dzień!!

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie nie była lektura. Ale czytałam ją jakoś chyba z 3 lata temu i pamiętam że byłam zakochana w Holdenie :-) właśnie to że był taki irytujący mnie wpedzalo w zachwyt. A jak zalowalam jak skończyłam czytać że to już koniec. :-) nie wiem jakie bylo by moje odczucie dzisiaj. Muszę sięgnąć po nią ponownie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, tak, ciężko jednoznacznie go ocenić, bo to z pewnością intrygujący bohater, jest... jakiś, a czy nas irytuje, czy zachwyca to już mniej ważne - najważniejsze, że wzbudza jakieś odczucia, reakcje.
      Żałuję, że u mnie w szkole nie była lekturą.

      Usuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...