piątek, 10 lipca 2015

Toscana David "Ostatni czytelnik" (260)


Nastąpił we mnie przełom. Pierwszy raz jakakolwiek książka tak mnie zadziwiła. Przeczytajcie do końca i sami odgadnijcie, czego właściwie doświadczyłam podczas czytania tej lektury. 
Dzisiaj napiszę wam kilka słów o moich roztrzaskanym uczuciu nadziei, ale zarówno i o dwoistości mojej natury, która mocno utkwiła we mnie, a której nigdy się nie spodziewałam. 
Będziecie rozczarowani, ponieważ to nie będzie żadna recenzja, czy moja opinia, nie napiszę niczego konkretnego o tej książce, w żaden sposób nie przybliżę was do jej treści. Chcę wam tutaj skrobnąć tylko i wyłącznie o moich odczuciach względem tej lektury. 
Ostatnio mam pecha do nieciekawych książek. Najpierw trafiła w moje ręce "Biblioteka utraconych książek" Pechmanna, która mnie zawiodła, a teraz kolejny cios, bo "Ostatni czytelnik" Davida Toscana, to dla mnie chyba jeszcze większe rozgoryczenie... 
Okładka jest świetna, w moich ukochanych, bibliotecznych klimatach, pobudzająca wyobraźnię i dająca wiele do myślenia, tytuł równie wspaniały, ale treść jakaś taka... rozmemłana. Zaczęło się dość intrygująco, bohater jest bibliotekarzem, a książki odgrywają tutaj ważną rolę. Jednak autor troszkę przesadził... 
Z drugiej strony nie mogę powiedzieć, żeby nie było momentów, które mnie zauroczyły. Miejscami czułam szlachetność bijącą z tej książki, jakby była ona genialna, ale jednak nie dla mnie, jakbym nie mogła się do końca nasycić jej wspaniałością, jakbym była zbyt tępa, żeby ogarnąć jej ogrom. Dla mnie niestety lektura wydaje się być dziwna i zagmatwana. Zakończenie jest dość ciekawe i każdy może je zinterpretować na swój sposób. "Ostatni czytelnik" liczy tylko 190 stron, ale wymęczył mnie przez kilka wieczorów, bo po prostu nie chciało mi się do niego wracać, a kiedy go otwierałam, to robiłam to bez przekonania czytając każde zdanie bardzo opornie i na siłę. Nie zrozumcie mnie źle, język nie jest wcale trudny, ale styl jakoś do mnie wcale nie przemawiał. Miejscami zastanawiałam się co jest rzeczywistością, a co fikcją literacką, jaki bohater mówi w danej chwili i czy to mówi, czy o tym myśli... Miałam nadzieję, iż egzotyczny Meksyk w którym odgrywa się akcja książki dodatkowo podrasuje historię i w jakiś magiczny sposób ulepszy ją w moich oczach, ale moje myślenie było zbyt optymistyczne.
"Ostatni czytelnik" jest laureatem trzech nagród: The National Colima Prize, Jose Fuentes Mares i Antonin Artaud Prize. Próbuję znaleźć w tym utworze coś unikalnego, ale niestety na dzień dzisiejszy nie znajduję tego. Wielka szkoda...   
Opis z okładki wydawał się interesujący,  tekst z lubimy czytać również niesłychanie mnie do niej skusił:  
"Nad meksykańskie miasteczko Icamole nadciągnęła straszna susza. Wydobywając resztki wody ze swej studni, Remigio znajduje zwłoki dziewczynki. Zamiast iść na policję, zwraca się do ojca, bibliotekarza, który szuka rozwiązania zagadki w starej powieści o małej Babette. Pewnego dnia w bibliotece pojawia się elegancka kobieta, matka wciąż poszukiwanej dziewczynki. Czytała powieść o Babette i też widzi podobieństwo bohaterki do swej córki...Intensywna i kunsztowna opowieść o życiu i literaturze, przenikających się w zaskakujący sposób, pełna niezwykłych scen i – wymyślonych książek."
I właśnie spodziewałam się tego pięknego przenikania pomiędzy życiem a literaturą, wielu mądrych i zaskakujących prawd życiowych. Było kilka literackich smaczków, które pięknie przedostawały się do rzeczywistości, ale ich ilość ciągle wzrastała i wtedy zaczęłam czuć się nimi wymęczona. Wreszcie zgłupiałam doszczętnie... Miałam skromną nadzieję na to, iż ta lektura otworzy mi oczy na pewne sprawy, dojdę do nowatorskich przemyśleń, zagłębię się psychologicznie w swoje własne JA, nagle zrozumiem coś, o czym nigdy wcześniej nie myślałam, albo pojmę wreszcie coś, czego nie mogłam ogarnąć swoim umysłem aż do chwili, kiedy przeczytam tę książkę... Naprawdę, takie prądkowały we mnie myśli zanim wzięłam się za utwór Davida Toscana. Nawet nie wiem dlaczego aż tak się na nią nastawiłam. W głębi własnego jestestwa byłam przekonana, że tak będzie, a tu taka kompletna klapa. Jakże się myliłam.. Mój instynkt zawiódł mnie dokumentnie... I chyba największe rozżalenie mam do siebie, że aż w tak niesamowity sposób się dostroiłam do tej lektury, zanim nawet pokusiłam się, żeby wziąć ją do rąk. Taka niepotrzebna deziluzja. 
Teraz pewnie się zdziwicie, bo pomimo tych powyższych negatywnych słów, czuję, że "Ostatni czytelnik" ma w sobie ogromny potencjał. Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie go odkryć, albo nie chcę aż tak bardzo się w nią wgłębiać, bo i tak jestem za młoda, żeby to zrozumieć. Ulotność tej książki może dla mnie przeminąć i któregoś pięknego dnia odkryję ją na nowo. Wtedy zadziwię się nad światem, westchnę nad pięknem literatury i zdobędę szczyty. Albo wręcz odwrotnie dopiero wtedy dotrze wreszcie do mnie jak kiepska, nijaka, mdła i nieinteresująca jest ta książka. 
Hmm, no cóż - z pewnością nie pomogłam wam w podjęciu decyzji czy warto sięgnąć po utwór Davida Toscana. Strasznie to irytujące, ale i zarazem ekscytujące, kiedy sama nie jestem w stanie się sprecyzować, bo czuję wewnętrzne rozdarcie i dualność moich myśli. Zdarza mi się to po raz pierwszy w tak porażający i gwałtowny sposób. Niesamowite, że w wieku 34 lat mogę po raz pierwszy w życiu zostać tak osobliwie zaskoczona własnym "Ja". Świat stanął na opak, tracę grunt pod nogami i, o dziwo, dobrze mi z tym. Oby zdarzyło mi się to podczas moich upływających lat jeszcze chociaż raz...  
Ta książka zmieniła moje patrzenie na świat, ale w całkiem odmienny sposób niż się po niej spodziewałam. Zamiast moich promieniujących ochów i achów zatrzymałam się wewnątrz siebie nie pojmując do końca co przeżywam, jak to przeżywam i jakie mam wysnuć z tego wnioski... I naprawdę strasznie mi się to podoba. Nie wiem, czy to co piszę ma dla was jakiś sens. Czuję jednak, że dla mnie z pewnością ma.

Literatura: meksykańska
tłumaczenie: Sarah Kuźmicz
tytuł oryginału: El ultimo lector
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 2010 (data przybliżona)
ISBN: 9788324713004
liczba stron: 190
słowa kluczowe: ostatni czytelnik, david toscana
kategoria: Literatura piękna
język: polski
typ: papier
wyzwania:
W 200 książek dookoła świata 2 i Czytam polecane książki
 źródło zdjęcia

24 komentarze:

  1. Okładka naprawdę cudna ;). Nie jestem pewna co do reszty - musiałabym sama spróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Wiem, że wiele osób było nią niestety rozczarowanych. Tak jak i poniekąd ja.

      Usuń
  2. Książka jest laureatem 3 nagród, ma tylko 190 stron, a ty ją męczyłaś kilka wieczorów... Spasuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka może być wyzwaniem, warto się zmierzyć z tą zawiłą historią i sprawdzić, czy też ogarnie mnie konsternacja, podobnie jak Ciebie? Jakie tajemnice skrywa opowieść i co we mnie odkryje? Oto jest pytanie???
    Zaciekawiłaś mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się. To jest taka książka, którą można się zachwycić, albo totalnie ją rzucić w kąt. I, o dziwo, ja jestem pomiędzy...
      Ciekawe jak ty ją odbierzesz.

      Usuń
  4. Okładka przykuwa wzrok :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Intrygująca pozycja, a to lubię. Z pewnością trafi do mojej biblioteczki... już niebawem:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem czekam na twoje odczucia względem lektury.

      Usuń
  6. Mam wrażenie, że znam to uczucie, gdy ma się wrażenie, że coś nam w czasie lektury umyka, ale towarzyszy temu jakieś takie przeświadczenie, że coś w książce jest. (jakoś trudno to w słowa ująć). Pamiętam, że "Podział ostateczny" C.S. Lewiada tak na mnie podziałał. Co do "Ostatniego czytelnika" to na razie się wstrzymam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zainteresowałaś mnie tym "Podziałem ostatecznym". Chętnie ją kiedyś przeczytam, żeby się przekonać co w tej książce aż tak cię zdziwiło i tobą zachwiało.

      Usuń
    2. Lewisa miałam oczywiście na myśli ;)

      Usuń
    3. Pewnie bym do tego jakoś doszła ;-)

      Usuń
  7. "Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie go odkryć, albo nie chcę aż tak bardzo się w nią wgłębiać, bo i tak jestem za młoda, żeby to zrozumieć." :)))))

    Chyba jednak coś dała Ci ta lektura, myślę, gdy czytam ostatni akapit. Może każdy odkrywa w niej coś innego?
    Powiem szczerze, że mam ochotę Cię łupnąć za to, że namawiasz mnie (na swój sposób) na kolejną książkę. Boszsz, kiedy ja to wszystko przeczytam... !?
    ;-))
    xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś przeczytasz... ;-) Nie zachęcam, ale i nie zniechęcam. Ciekawe jak ty byś ją odebrała...

      Usuń
  8. Tak to jest z niektórymi książkami. Powinny budzić zachyt, a jest wręcz odwrotnie. Książka musi nam przede wszystkim odpowiadać. Żadne nagrody nie zrekompensują naszego wewnętrznego odczucia, że to jednak nie to...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie do końca to są moje odczucia. Jestem gdzieś pomiędzy ale z przeważającym uczuciem rozgoryczenie.

      Usuń
  9. Okładka spoko, ale książka o czym to nie wiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam. Nie miałam zamiaru zdradzać treści książki. Szary cytat - opis lekko zdradza fabułę.

      Usuń
  10. No nie wiem, mam mieszane uczucia, na razie chyba się jeszcze wstrzymam nad jej lekturą.

    OdpowiedzUsuń
  11. Opis z lubimy czytać faktycznie jest interesujący. Być może skuszę się na tę książkę, chociaż u mnie też może być z nią ciężko. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U wiele osób jest z nią ciężko. To książka dość trudna w odbiorze.

      Usuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...