Uwielbiam Anne Rice, ale ta książka była po prostu bardzo słaba.
Tworząc "Belindę" autorka chciała chyba dorównać Wladimirowi Nabokowowi i jego "Lolicie" - niestety nie udało jej się to wcale. Nimfetka Belinda nawet nie umywa się do jej pierwowzoru. Nabokow to geniusz pod względem literackim - jego słowa można spijać, zanurzać się w nich i tonąć. Nikt nie jest w stanie go przewyższyć. Natomiast tutaj zabrakło autorce umiejętności, porwała się z motyką na słońce. Kiedy tworzy się taką delikatną tematykę książki (miłość nastolatki i dojrzałego/dorosłego mężczyzny), trzeba posiadać w sobie umiejętność zatuszowania i zawoalowania pięknymi słowami chwil niechęci czytelnika do postaci. Rice nie była do tego zdolna. Lolita miała dwanaście lat, a Belinda była szesnastolatką, jednak nie mogę przestać porównywać tych dwóch dzieł. No cóż, jednak przy powieści rosyjskiego twórcy, cała reszta nie ma po prostu szans na wybicie, blednie i lichocieje.
Tworząc "Belindę" autorka chciała chyba dorównać Wladimirowi Nabokowowi i jego "Lolicie" - niestety nie udało jej się to wcale. Nimfetka Belinda nawet nie umywa się do jej pierwowzoru. Nabokow to geniusz pod względem literackim - jego słowa można spijać, zanurzać się w nich i tonąć. Nikt nie jest w stanie go przewyższyć. Natomiast tutaj zabrakło autorce umiejętności, porwała się z motyką na słońce. Kiedy tworzy się taką delikatną tematykę książki (miłość nastolatki i dojrzałego/dorosłego mężczyzny), trzeba posiadać w sobie umiejętność zatuszowania i zawoalowania pięknymi słowami chwil niechęci czytelnika do postaci. Rice nie była do tego zdolna. Lolita miała dwanaście lat, a Belinda była szesnastolatką, jednak nie mogę przestać porównywać tych dwóch dzieł. No cóż, jednak przy powieści rosyjskiego twórcy, cała reszta nie ma po prostu szans na wybicie, blednie i lichocieje.
Wszystko jest tu przesłodzone, miejscami oczywiście niesmaczne i niezjadliwe. Treść zmieściłaby się na dwustu, góra trzystu stronach, ale pisarka rozwlekła tę historię do 608 stron bólu i granic możliwości. Nie lubię czytać pobieżnie, lub "przewijać" kartek, ale tutaj czułam, że jest to nieuniknione. Poboczne wątki także nie wzbudziły mojego entuzjazmu. I to zakończenie... łe...
Napisałam krótko, lecz treściwie, a autorka przy tworzeniu tej powieści mogła wziąć ze mnie przykład.
Pamiętajcie jednak, że Rice pisze nierówno (tak jak i King). Zachęcam do czytania jej Kronik Wampirów (szczególnie "Wampir Lestat", "Królowa Potępionych" i "Opowieść o Złodzieju Ciał"). To jedne z lepszych książek z jakimi się zetknęłam. Tymi z pewnością się nie rozczarujecie. Natomiast "Belindzie" mówię NIE.
Literatura: amerykańska
tłumaczenie: Ewa Wojtczak, Dariusz Wojtczak
tytuł oryginału: Belinda
data wydania: 31 marca 2011
ISBN 978-83-6151668-2
liczba stron: 608
słowa kluczowe: erotyka, romans, kryminał
kategoria: literatura obyczajowa i romans
język: polski
tytuł oryginału: Belinda
data wydania: 31 marca 2011
ISBN 978-83-6151668-2
liczba stron: 608
słowa kluczowe: erotyka, romans, kryminał
kategoria: literatura obyczajowa i romans
język: polski
wyzwania: W 200 książek dookoła świata

Raczej nie :)
OdpowiedzUsuńBuziaczki! ♥
Zapraszam do nas :)
rodzinne-czytanie.blogspot.com
Nie czytałam erotyków Rice i jakoś nigdy mnie do nich nie ciągnęło. Nie przepadam za tego typu literaturą. Myślę, że kiedyś, tak z ciekawości, sięgnę po cykl Śpiącej Królewny, ale niczego sobie po nim nie obiecuję. To raczej z sympatii do autorki :)
OdpowiedzUsuńPozdrowienia!
Czytałam o książce "Opowieść o Złodzieju Ciał". I na pewno to do niej zajrzę w wolnej chwili.
OdpowiedzUsuńPasuję :)
OdpowiedzUsuń