sobota, 27 grudnia 2014

"Joyland" Stephen King (198)

źródło
1973 rok, Haven's Beach.
W ogromnym parku rozrywki o nazwie Joyland znajduje pracę Devin Jones. Jest jednym z dwustu zatrudnionych tam osób. Devin to 21-letni student anglistyki. Jego pierwsza prawdziwa miłość właśnie złamała mu serce - znalazła sobie kogoś innego. Czy Joyland go rozweseli? Podobno sprzedaje on zabawę i rozdziela szczęście...

Język - hmm, taki... kingowy, czyli prosty, czytelny i zrozumiały, ale też delikatnie szlachetny, interesujący i wciągający. Swojski, a zarazem oddalony... Momentami ciężko go opisać, ale bardzo mi się podobał. Wydaje się męski i konkretny, czytelnik nie odczuwa lania wody. Jak bohater o czymś opowiada, to ma to sens. Książka nie jest przegadana. 

King potrafi budować napięcie, zachęcić do dalszej konsumpcji jego dzieła.

Pomiędzy rozdziałkami były znaczki - serduszka, takie przerywniki. Uważam, że były one całkowicie niepotrzebne, ba, tandetne. "Joyland" to horror, nie romans i nie jakiś pamiętnik nastolatki. Może jestem czepialska, ale te serduszka strasznie mnie drażniły. 

Spodobało mi się kilka opisów i zdań w tej powieści. King potrafi momentami mnie zaskoczyć:
"(...) blada jak oszroniona szyba" 
"(...) nad Atlantykiem wstał księżyc, piękny i spokojny jak łania" 
"(...) nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Nie jestem pewien, czy mężczyźni w ogóle potrafią rzeczowo rozmawiać o kobietach."
Google, czyli "czarodziejska kula dwudziestego pierwszego wieku."
"Szarość  spojrzała na młodość i aplauz młodości najpierw osłabł, potem ucichł."
 "Nauczcie się nie tylko mówić jak my, ale i być tacy jak my, bo same słowa nic nie znaczą, jeśli nie wypełni się ich treścią."
O Joyland: "W smutnym mrocznym świecie jesteśmy małą wysepką radości." 
"Historia to zbiorowe i dziedziczne gówno rodzaju ludzkiego, wielka i stale rosnąca kupa łajna. Dziś stoimy na jej szczycie, ale wkrótce zostaniemy pochowani pod sraką następnych pokoleń." - hmm, dość mocna wizja. Ciekawe, co na to by powiedział mój pan od historii z LO...
Opis bibliotekarki (niestety strasznie stereotypowy): "(...) z butelką w dłoni kroczyła panna Ackerley, chuda jak tyczka kobieta o wielkich, osłoniętych okularami oczach, które upodobały ją do znanej pisarki Joyce Carol Oates."
Winda: "Była wolniejsza od śmierci w męczarniach."
Co jest niesamowicie interesujące, to fakt, że pracownicy Joylandu mieli swój własny slang - język, którym się posługiwali.:

Ćwoki-wszyscy klienci odwiedzający Joyland- tak pieszczotliwie o nich mówiła obsługa,
Jelenie, lumpy, szaraczki - mężczyźni, klienci,
dziubki - ładne dziewuszki,
fumpy - notoryczne zrzędy,
zajawka - darmowy pokaz,
skapcaniała - zepsuta (o karuzeli),
młotkiem robiony - szaraczek (fump), który narzeka, że trzeba stać w kolejce,
spust - ostatnia godzina pracy,
pijawka - szaraczek, który przegrywa i żąda zwrotu pieniędzy,
duńka - łazienka.
Przykład: "skocz no do duńki przy Rakiecie na Księżyc - jakiś durny fump zarzygał umywalkę."
King swoimi opisami niemalże namacalnie prowadzi nas po Ameryce tamtych lat - muzyka, poziom życia, popkultura. 
Autor potrafi pisać o uczuciach, o miłości, nie boi się ich. Cieszy mnie to, że bohater bez problemu mówi "kocham cię, tato". Prawdziwi mężczyźni są w stanie podzielić się i rozmawiać o uczuciach, o lęku, nie wstydzą się nawet swoich łez. 
Dlaczego byłam tak ciekawa tej książki? Otóż w pracowałam w Anglii w ośrodku Butlins (2005-2006r.), gdzie było wesołe miasteczko Funfair - dorabiałam tam sobie nadgodziny - spędzanie czasu jako pracownik na karuzeli było dla mnie niesamowicie nudnym i dołującym zajęciem. Niestety, czułam się jakbym intelektualnie cofała się o kilka poziomów.
Byłam także w ogromnym parku rozrywki w Pleasure Beach. Takie miejsca mają w sobie jakąś magię - o ile jesteś klientem, nie pracownikiem.

Nie wiem, czy to zasługa Kinga, czy tłumacza Tomasza Wilusza, ale wiele powiedzonek było bardzo swojskich. Dobrze się bawiłam przy tej lekturze. Przeczytałam ją błyskawicznie. Podobała mi się ona, ale jest to za zwyczajna historia, żebym czuła się porwana i oszołomiona. Koniec mnie zarówno ujął (pogodzenie i pożegnanie), jak i lekko rozczarował. Na pewno czułam niedosyt. Myślę, że jednak wielu osobom ta książka bardzo się spodoba. Jak dla mnie, to jest ona raczej przereklamowana. 

Literatura: amerykańska
tłum: Tomasz Wilusz
wydaw.: Prószyński i S-ka
data wydania: 06.06.2013
ISBN 9788378395355
liczba stron: 336
kategoria: horror
język: polski
typ: papier
wyzwania: 

41 komentarzy:

  1. Czytałam i brakowało mi odrobinę emocji jak przy "To" czy "Ręce mistrza". Myślę, że to już takie subiektywne czepialstwo ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam- świetna książka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ktoś odbiera ją lepiej ode mnie.

      Usuń
  3. Kupiłam "Joyland" zaintrygowana okładką, która okropnie przypadła mi do gustu i opisem z okładki. Liczyłam na coś wielkiego, na książkę, której nie będę mogła wymazać z pamięci. Cóż, nie dostałam tego na co liczyłam. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Prawda, "Joyland" nie należy do najlepszych powieści Kinga, ale czyta się całkiem ok. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, a szkoda, bo zapowiadało się o niebo lepiej.

      Usuń
  5. Kinga już dawno nie czytałem, a na przełomie liceum i początku studiów często sięgałem po jego powieści. Co do recenzowanej pozycji to wydaje mi się ona b. kusząca z uwagi na piękne oddanie obrazu Ameryki okresu lat 70-tych - lubię tamte lata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyta się lekko, może taka prosta lektura troszkę by ci się spodobała.

      Usuń
  6. Czytałam jakiś czas temu tę książkę, ale niestety nie zachwyciła mnie aż tak bardzo jak bym sobie tego życzyła, ponieważ spodziewałam się nieco mroczniejszej historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, więcej strachu, gęsiej skórki, tajemnicy, grozyyyyyyy.

      Usuń
  7. Z tej pełnej grozy strony nie miałam okazji Kinga poznać, ale jeśli kiedyś będę chciała, to raczej nie zacznę od tej części :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie część, to oddzielna książka. Ale rzeczywiście - według mnie znajdziesz tutaj niewiele grozy.

      Usuń
  8. Niestety jeszcze nigdy nie czytałam żadnej książki Kinga, ale teraz przynajmniej wiem od której nie zaczynać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczęłam od "Smętarza dla zwierzaków"/"Cmentaż zwieżąt" i wcale nie żałowałam swojego wyboru.

      Usuń
    2. Ja bym chciała zacząć od Zielonej mili, bo ją mam. Szkoda, że Joyland jest raczej słaby. Mi przerywniki akurat nie przeszkadzają, choć serduszka może niezbyt tutaj pasują.

      Usuń
    3. Mi przerywniki też nie przeszkadzają, ale takie w postaci serduszek są po prostu okropne.

      Usuń
  9. Z Kingiem miałam do czynienia tylko raz. Dwa lata temu przeczytałam "Mroczną połowę". Wiedziałam, że muszę do Kinga wrócić, ale do tego czasu nic się nie zmieniło. Teraz wiem, że "Joyland" to niewątpliwie dobry powód, aby znów spotkać się z piórem autora. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie miłego czytania. Powinno ci się zatem podobać.

      Usuń
  10. Ja lubię Kinga w każdej odsłonie, nie tylko w tej strasznej. Chyba sam autor by się zanudził, gdyby pisał w kółko to samo, a tak serwuje nam powieści kryminalne, horrory oraz ciekawe sagi fantasy jak "Mroczna wieża". "Joyland" nie czytałam, jednak ostatnio skusiłam się na jego najnowszą powieść "Przebudzenie", która strasznie mnie rozczarowała, bo spodziewałam się mrożącej krew w żyłach historii, czyli takiej jaką zapowiadali. Otrzymałam coś zupełnie innego. Natomiast "Doktor Sen" przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Genialna kontynuacja trzymająca w napięciu od samego początku do samego końca. Nie wiem jak to jest z tym Kingiem. Raz wychodzi, raz nie. Mimo wszystko uwielbiam Go i nie zaprzestanę poznawania kolejnych powieści jego autorstwa :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie zamierzam z niego rezygnować. Przecież prowadzę z nich wyzwanie :)). Jak dotąd jego nr jeden dla mnie to "Wielki Marsz".

      Usuń
  11. Ja, podobnie, jak Ambrose, kiedyś często sięgałam po Kinga. Lubię język jakim pisarz posługuje się w swoich książkach, bo niezależnie od tego, czy sięgałam po lepszą, czy gorszą, w moim mniemaniu, książkę Kinga, zawsze mi się ją dobrze czytało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się z tobą zgodzić. King pisze tak... przystępnie, tak łatwo mu to wychodzi, wciąga każdego w swój literacki świat.

      Usuń
  12. Muszę w końcu zapoznać się z twórczością Kinga, ale zacznę raczej od innej jego powieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, może ciebie akurat zachwyci. Polecam jego "Wielki Marsz".

      Usuń
  13. Jak na razie czytałam tylko dwie książki Kinga i trzecią mam na półce, ale do "Joyland" ciągnie mniej już bardzo długo, więc myślę, że dam jej szansę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyta się ją lekko, szybko i przyjemnie, więc "daj jej szansę":-).

      Usuń
  14. Serduszka przy prozie Kinga? :D Może wydawca chciał unaocznić swą miłość do niego :P Bardzo lubię tego autora - nie czytam wszystkiego, czym zalewa rynek wydawniczy, ale raz na jakiś czas sięgam po to czy owo - dla oderwania myśli, dreszczyku grozy i ciekawości - jak ten King to wszystko zaplącze, a potem rozplącze. W sumie nie napotkałam jeszcze słabej jego ksiazki, choć pewnie i takie ma - w końcu przy takiej ilości dzieł, jaką wyprodukował... Niemniej jednak, to dobre pisarstwo :)

    Te serduszka naprawdę mnie bawią! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie bawiły na początku, ale potem zaczęły drażnić i przeszkadzać.

      Usuń
  15. Mój mąż to wielbiciel Konga, ja dopiero mam jego książki w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem więc bardzo ciekawa czy spodoba ci się jego pióro.

      Usuń
  16. Mam zamiar przeczytać, choć jak piszesz czegoś książce brak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tobie spodoba się ona o wiele bardziej.

      Usuń
  17. Niestety nie przepadam za książkami Kinga, chociaż akurat ta mnie ciekawi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię jego styl pisania. Łatwy w odbiorze, ale miejscami taki... męski, konkretny, szlachetny, interesujący, wciągający. I to właśnie podoba się tylu ludziom. King jest przereklamowany, ale jest legendą, nie jest kiczowaty i tandetny. Gra ludziom na emocjach, jest rozpoznawalny dzięki swojemu stylowi. King to marka sama w sobie. Sprzeda wszystko, plasuje się pośrodku-jego literatura nie jest ciężka i głęboka, ale nie jest też słaba i płaska.

      Usuń
  18. Nie będę się w takim razie nastawiała na coś niezapomnianego, ale na pewno przeczytam. Lubię styl Kinga i z przyjemnością sięgam po jego powieści - do tej pory tak poważnie, to rozczarował mnie tylko "Rok wilkołaka".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto przeczytać, ale nie spodziewaj się nie wiadomo jakich wrażeń :).

      Usuń
  19. King to jednak dość nierówny pisarz. Twoja opinia to potwierdza. Jeszcze się zastanowię, sięgać po tę pozycję czy nie sięgać. Ostatnio stosik książek czekających na swoją kole bardzo mi urósł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, bardzo nierówny. Jego książki łączy jedna rzecz - wszystkie czyta się szybko, łatwo i lekko. Ten pisarz ma właśnie w tym dar, że w łatwy sposób może zrozumieć go każdy czytelnik.

      Usuń
    2. Zgadzam się, bardzo nierówny. Jego książki łączy jedna rzecz - wszystkie czyta się szybko, łatwo i lekko. Ten pisarz ma właśnie w tym dar, że w łatwy sposób może zrozumieć go każdy czytelnik.

      Usuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...