sobota, 16 sierpnia 2014

"Od moroszki po morwę" Ireneusz Gębski

źródło

Z piórem Ireneusza Gębskiego zapoznałam się już wcześniej przy okazji "W cieniu Sheratona" oraz "Mojej żmii". Z blogu autora miałam możliwość dowiedzieć się o jego zamiłowaniu do podróży. Wyjazdy i pobyty zarówno turystyczne, jak i te za chlebem, to główne składowe "Od moroszki po morwę".

Książkę czyta się szybko, treść jest interesująca, język bezpośredni, łatwy w odbiorze, bardzo przystępny.

Na "dzień dobry" zauważyłam brak zdjęć, lub map miejscowości - a w takich książkach jest to niemalże konieczne. Domyślam się jednak, że zdjęcia znacznie podniosłyby cenę książki oraz ze względu na lepszą jakość papieru jej wagę.

Brakowało mi również, aby każde kolejne nowe miejsce było oznaczone dokładnie w tytule - chciałabym widzieć nazwę kraju (nie zawsze od razu czytelnik zdaje sobie sprawę w jakim państwie przebywa) oraz nazwę miejscowości. Nie obraziłabym się także gdyby od razu w tytule był także wskazany czas pobytu w danym miejscu, np: 3 czerwiec - 11 październik 2010 (powrót do kraju/przerwa od 13 lipca do 20 sierpnia 2010). 

Podróżując razem z autorem zdałam sobie sprawę, że nie rejestruje on swoich odczuć względem danych miejsc w sposób, który mógłby mnie zadowolić i zachwycić. W opisach zabrakło mi więcej... duszy. Pragnęłam odnaleźć maleńkie momenty, które oczarowałyby mnie i odkrywałyby dla mnie nowe miejsca w sposób zapierający mi dech w piersiach (jakieś opisy natury typu zachodu słońca, roślinności tudzież wspaniałej i mrożącej krew w żyłach burzy z piorunami). Możliwe, że jednak to ja jestem zbyt emocjonalna. Po prostu odczuwam wszystko w inny sposób. Odnosiłam wrażenie, jakbym czytała suche fakty - byłem tu i tu, zapłaciłem za to tyle i tyle (książka jest istną wyliczanką cen, co ma także oczywiście swoje dobre i praktyczne strony). Autor pisał notatki na bieżąco, po całym dniu, na świeżo i dlatego pewnie nie znajdował czasu na dłuższe opisy dotyczące danego dnia.

Lektura jest świetną pomocą dla osób, które wybierają się do pracy m.in.: na zbiory moroszki - występuje tu wiele cennych wskazówek i porad dotyczących zarówno zbierania tego owocu, jak i egzystowania w tamtych warunkach.

Po przeczytaniu "Od moroszki po morwę" mogę tylko pozazdrościć panu Gębskiemu tak intensywnego zwiedzania świata. Mam wrażenie, iż żadne turystyczne wyzwanie nie jest mu straszne. Bywały momenty wesołe, jak i smutne. Podziwiam jego energię i zapał do ciągłej chęci odkrywania świata na nowo.

Chciałam na koniec dodać, iż przepiękny, tajemniczy tytuł oraz genialna okładka zachwyciły mnie doszczętnie i całkowicie skradły moje serce. 

Literatura: polska
wydawnictwo: LSW
data wydania: 9 kwietnia 2014
ISBN: 9788320555608
liczba stron: 285
słowa kluczowe: podróże, praca,
kategoria: Literatura podróżnicza
język: polski

16 komentarzy:

  1. Okładka faktycznie piękna i taka niecodzienna;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że takie deale o których mówisz na początku nie zostały dopracowane. Mimo wszystko z chęcią bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię niedopracowanych książek, ale mimo wszystko zapiszę sobie tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaka nietypowa okładka :) Mimo to nie przepadam za powieścią podróżniczą, zatem wolę ją polecić mojej siostrze, która uwielbia ten gatunek literacki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj ruszyłam w wielką podróż! Nawet w książce :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się nie skuszę. Lubię książki podróżnicze, ale nie takie. Przeczytałabym, gdyby zamiast wyliczania cen autor wstawił jakieś urzekające opisy przyrody, gdyby pozachwycał się odwiedzanym miejscem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię sięgać po książki podróżnicze, ale ta nie do końca jest taką - więc jednak jej nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety nie przepadam za książkami podróżniczymi, więc ta lektura nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Po książki podróżnicze nie sięgam często. Z tego co piszesz u Pana Ireneusza dominuje praktyczne spojrzenie na podróże - i takie ma na pewno sporą wartość. Na razie jednak nie ciągnie mnie do tego tytułu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie lubię książek podróżniczych i staram się od nich trzymać z daleka, no chyba, że są ilustrowane cudownymi zdjęciami, więc chyba to nie dla mnie.
    artemis-shelf.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Też ostatnio zbłądziłam na blog pana Ireneusza i zdziwiłam się wielkim zainteresowaniem moroszką, o której istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia. Książkę chętnie kiedyś przeczytam, bo zapowiada się interesująco.
    Szkoda, że nie ma w tej książce zdjęć, to jest zawsze świetne uzupełnienie takich opowieści.

    OdpowiedzUsuń
  12. Okładka faktycznie zwróciłaby moją uwagę na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Właśnie czytam. Jedne rozdziały podobają mi się mniej, inne bardziej. Tak jak i Tobie - bardzo brakuje mi zdjęć. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawa okładka. Taka niespotykana :) Chętnie przeczytałabym jakąś dobrą książkę podróżniczą, ale również uważam, że przydałyby się jakieś ładne zdjęcia zwiedzanych miejsc.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciężko jest mi jednoznacznie ustosunkować się do tej książki. Z jednej strony bardzo podoba mi się jej okładka, podejście do podróży od tej nieco nudnej, praktycznej strony, ale z drugiej brak zdjęć i niedopracowanie całości nie są zbyt zachęcające.

    OdpowiedzUsuń
  16. czytałam o twojej recenzji na stronie autora! ogólnie podoba mi się recenzja, okładka także fajna tylko nie do końca przemawia do mnie treść;)

    OdpowiedzUsuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...