niedziela, 6 kwietnia 2014

"Mrówki w płonącym ognisku" Teresa Oleś-Owczarkowa (148)

źródło
"Mrówki w płonącym ognisku" to wspomnienia autorki, które związane są dzieciństwem i ubogim życiem, jakie kiedyś wiodła na wsi.
Po wielu latach przyjeżdża ona na urlop w swoje rodzinne strony (Blanowice - kiedyś mała powojenna wieś, teraz dzielnica Zawiercia) i wraz z mieszkańcami wspomina ich wspólne stare dzieje. Opisuje ona zmiany jakie zaszły w życiu na wsi i jak toczy się ono teraz.

Tekst nie jest ułożony chronologicznie, skaczemy z wydarzenia, wspomnienia, wzmianki do teraźniejszości, by ponownie zagłębić się w myślach pani Teresy i spróbować zrozumieć jej pojmowanie świata. Początkowo było mi trudno połapać się w tym co jest czym, ale z czasem dałam się doszczętnie porwać jej opowieściom.

Odbiorca potrafi dostrzec, że przez te kilkadziesiąt lat na wsi zmieniło się wiele. Zbliżyła się ona do miasta, a ludzie wszędzie są podobni. Mieszkańcy wsi różnią się od siebie tak samo, jak i mieszkańcy miast. 
"Ranek budzi każdego z innymi oczekiwaniami. Młodzi budzą się z nadzieją na coś, co może się wydarzyć, a starzy modlą się o to, by nic złego nie zakłóciło ich spokoju. Jedni wchodzą śmiało do rzeczki płynącej bystrym nurtem przez wieś, bo lubią jej orzeźwiający chłód, drudzy omijają ją z daleka, aby nie zamoczyć stopy lub buta."[1]
Wieś długo, przez wiele wieków nie ulegała przemianom. Jednak teraz ludzie chcą mieć przestronniejsze domy w których mieszkają coraz mniej liczne rodziny. Mieszkańcy są czyści, ich dłonie nie są już czerwone i spękane od pracy.

Autorka boleje nad zmianami, jakie pozachodziły na wsi. Zaciera się magia tego miejsca, jego klimat. Zamiast ciszy słychać warczenie motoru, włączone radio lub telewizor. Każdy zamyka się we własnym domu. Mieszka obok siebie, ale już nie razem. Nie czuć tej bliskości, tego braterstwa. Wieśniacy są niby bardziej nowocześni, ale są wobec siebie coraz bardziej oddaleni, nie ma już tej gościnności, ludzie są mniej otwarci i beztroscy.

Język gdzieniegdzie jest językiem prostych ludzi, jest bardzo swojski. Podobają mi się ludowe przyśpiewki, które kiedyś było słychać zewsząd. Dziś niewiele osób je pamięta, młodzi ich już nie znają.

Lektura jest nabita wieloma anegdotkami z życia mieszkańców: bijatyki o panny, tańce, spotkania, ich zainteresowania. 
Dowiedziałam się wielu ciekawostek, np.: 
Wodzianka to kromki chleba pokrojone w kosteczki i zalane wodą (ewentualnie przyprószone kawałeczkami słoniny). 
Ziorać oznacza mówienie o wiele głośniej, niż potrzeba.

Czytelnik zostaje wciągnięty w ten klimat, razem z kumoszkami obgaduje nową w wiosce, bawi się razem z dziećmi, przywołuje maluchy do domu. Człowiek czuje się jak na wakacjach, może się rozluźnić, uspokoić, przestać stresować. Dostrzega się, że autorka nigdy nie szydzi z mieszkańców wsi, nie stroi sobie z nich żartów, wręcz odwrotnie wzrasta w jej przekonaniach mit o wspaniałości i sielskości tamtych czasów i miejsc.

Pisarce żal jest niszczenia, tłamszenia natury, tego, że wszystko chcemy porządkować. Kiedyś na jednym podwórku latały kury, psy, krowy, świnie, itp. Teraz wszystko grupujemy, oddzielamy, w tym także i niestety samych siebie. Od czego? Od zwierząt, od natury, od swojskości, od tradycji.

Ta publikacja łączy w sobie ogrom składników:
Pikantne sekrety i szczegóły, tajemnice, mordy, nieszczęśliwe wypadki fatalne w skutkach, zlepek myśli autorki na temat wsi, miasta, świata, wszechświata, dawnych i dzisiejszych czasów, ludzi oraz ich wierzeń i zapatrywań.

W tamtych czasach bieda i głód zaglądały wszędzie, ale każdy w głębi serca kochał takie życie, było się szczęśliwym tak, jakby wracało się do domu. Autorka opisuje tyle przykładów i szczegółów życia codziennego z tamtych czasów, iż jestem zachwycona szkicami tych realiów, zauroczona w nich po uszy. Odczuwa się ich autentyczność, szczerość, niemalże tęskni się za tą sielską przeszłością. Zazdroszczę jej takiego dzieciństwa, ja nie miałam szansy tego przeżyć.

Jedyny minus, jaki dostrzegam w tej publikacji, to filozoficzne rozważania autorki, które mnie  miejscami męczyły. Było ich za dużo, czułam ich przesyt. 

Naprawdę dało się odkryć, że Oleś-Owczarkowa jest psychologiem - to skakanie myśli z kwiatka na kwiatek, głębokie rozważania o istocie natury ludzkiej, życia, wszechświata i wszystkiego dookoła. Analizowanie do bólu zachowań i zjawisk. Podobne odczucia miałam przy niektórych książkach psychologa Barbary Rosiek. Jest to intrygujące.

Świat, jego globalizacja, technika, sztuczne zmiany, coraz mniej natury - to wszystko zaczyna nas przerastać, ale my, ludzie, nie poddajemy się - tak jak tytułowe mrówki w płonącym ognisku.

Mężczyźni (starzy mieszkańcy Blanowic, nie osoby nowo przybyłe z miasta i budujące tam domy) topią swoje smutki z alkoholu, przepijają całe wypłaty, a ich rodzina ledwo wiąże koniec z końcem. 

Wszystko ulega przemianom. Przyspieszenie świata, pęd konsumpcyjny, ludzie są samotni w tłumie, zamknięci na rzeczywistość, spoglądający na nią przez ekran telewizora. Widzimy stłumienie, stłamszenie, niepokój wewnętrzny. 

Starajmy się częściej wyciszyć, zastanowić nad sobą i nad naszym istnieniem, trwaniem. Spróbujmy znaleźć w nim głębszy sens. Zabiegajmy o to, aby nie odkryć w nim tylko pustki.

Piękna, głęboka, nietuzinkowa lektura dająca miliony wewnętrznych odkryć, zachęcająca do refleksji nad nami samymi i nad naszym miejscem w świecie. Polecam z całego serca. Warto wybrać się w tak wzbogacającą naszego ducha podróż.


[1] "Mrówki w płonącym ognisku" Teresa Oleś-Owczarkowa, str. 26 
Tytuł odnosi się do zderzenia życia i żywiołu ognia. Jest wyrazem gorzkiej nadziei, której mrówki w płonącym ognisku nie tracą. Symboliczna wymowa mrówki jest głębsza wobec ogarniającego nas ognia wojen, a nade wszystko naukowej zabawy z możliwością nieobliczalnych skutków i katastrofy. 
MRÓWKI W PŁONACYM OGNISKU to zatrzymane w czasie pewne miejsce na ziemi wraz z jego mieszkańcami, którzy zbyt długo wstydzili się swojej wiejskości i są obciążeni kompleksem gorszości. Autorka ukazuje znaną jej wieś powojenną, a także zachodzące na niej zmiany, które powodują, że miejsce to nie jest już wsią, ale jeszcze długo nie będzie miastem. Opisywana wieś pracuje, cierpi i bawi się. Ludzie planują małżeństwa - czasem z egoistycznych i materialnych pobudek – wychowują dzieci, pomagają sobie, nieraz się okradają, mają swoje ambicje i słabości. Po prostu żyją. Przytaczane zwroty językowe i śpiewane kiedyś piosenki, zderzane są z dzisiejszym wirtualnym światem, w którym obowiązują już inne zasady. 
Świat opisywany przez Autorkę jest dzisiaj niemodny, często zapomniany, ale mody mijają, a życie toczy się nadal i dlatego warto czasem zatrzymać się na chwilę, spojrzeć w gwiazdy, a potem także w głąb siebie. - źródło tekstu.

Literatura: polska
wydawnictwo: M
data wydania: 19 sierpnia 2013
ISBN: 9788375956177
liczba stron: 252
słowa kluczowe: literatura polska
kategoria: Literatura piękna
język: polski
typ: papier
wyzwania:


Za książkę pięknie dziękuję Wydawnictwu M.

26 komentarzy:

  1. Jakiś czas temu głośno było o tej książce, ale jeszcze jakoś nie miałam czasu, aby ją kupić i przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na półce i będę czytać - tylko kiedy, nie wiem.
    "Wieś zalewająca się alkoholizmem, przyspieszenie świata, pęd konsumpcyjny, ludzie są samotni w tłumie, zamknięci na rzeczywistość, spoglądający na nią przez ekran telewizora. Widzimy stłumienie, stłamszenie, niepokój wewnętrzny. "
    Wieś zalewająca się alkoholizmem Basiu to z książki, czy też Twoje przemyślenia na dzisiaj. Jeżeli przemyślenia to nie generalizujmy. Alkoholizm to przypadłość społeczna dotykająca i wieś i miasto - to znaczy ich mieszkańców myślę w równym stopniu. Oczywiście gdy weźmiemy pod uwagę tereny po byłych PGR to problem jest społeczny - totalny brak nadziei na lepsze jutro sprawia, że ludzie topią swój los w alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natanno miałam na myśli konkretną wieś autorki - Blanowice (teraz została uznana za dzielnicę Zawiercia - zapomniałam o tym.. Zmienię to, żeby było bardziej zrozumiałe. Tak, mieszkańcy (przeważnie mężczyźni) zalewają się tam alkoholem - przynajmniej ci, który mieszkają tam od wielu lat (nie nowi, rozbudowujący się).

      Usuń
    2. Teraz rozumiem.
      Pozdrawiam Basiu i życzę Tobie i Twojej Rodzie fajnego popołudnia niedzielnego.

      Usuń
  3. Czytałam i miałam dwojakie uczucia. Część o mieszkańcach i obyczajach wsi bardzo ładna, ale wstawki filozoficzne niepotrzebne, nieprzemyślane, często naiwne. Denerwowało mnie trochę uskarżanie się autorki na współczesne czasy. Przez telewizję nie ma ona czasu na inne zajęcia. A czyja to wina, czy na pewno telewizji? Telewizor można przecież wyłączyć i zająć się pożyteczniejszymi sprawami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale wiele osób nie wyłącza tego telewizora i o tym właśnie ona pisze. Mnie tak jak i tobie nie do końca podobały się te filozoficzne rozważania, czułam ich przesyt - tak jak pisałam.

      Usuń
  4. Czytałam o tej książce wielokrotnie i zazwyczaj były to dość pochlebne recenzje. Mimo to jakoś nie mam przekonania do niej. Być może tematyka mnie zniechęca, bo sama pochodzę ze wsi, więc wolę poczytać o jakieś bajowej fikcji, niż o tym, co widzę na co dzień ,,za oknem''.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tu są także obrazy wsi, której już praktycznie nie ma. Jeżeli pochodzisz ze wsi, to tym bardziej chętnie powinnaś ją jednak przeczytać.

      Usuń
  5. Moje odczucia w stosunku do tej są dokładnie takie same jak Twoje. Wstawki przemyśleniowo-filozoficzne były nudne, męczące i przede wszystkim banalne. Najciekawsze były fragmenty ludowych pieśni oraz wypowiedzi postaci stylizowane na gwarę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, te przyśpiewki ludowe są genialne!

      Usuń
  6. No sama nie wiem. Nie czuję się specjalnie zaintrygowana,a te wstawki filozoficzne, o których w komentarzach głośno, nieco mnie odstraszają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, bo książka jest naprawdę warta przeczytania.

      Usuń
  7. Jedna z lepszych książek, które dane mi było przeczytać w ubiegłym roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, to bardzo dobra pozycja.

      Usuń
  8. Słyszałam wiele opinii o tej książce, sama jednak nie miałam nigdy okazji jej przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam kilka recenzji tej książki i mam ją na mojej liście.
    Basiu, dziękuję za umieszczenie banera z informacją o moim konkursie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jestem ciekawa jak ty byś ją odebrała. Polecam ci ją.

      Usuń
  10. Każdy kto przeczytał te książkę ja chwali, a mnie do niej kompletnie nie ciągnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie także, ale zgadzam się oddalamy się od natury...technologia, sztuczność zastępują Nam zdrowe swojskie produkty, nie oddychamy już tak świeżym powietrzem, a wody są zanieczyszczone...więc temat ogólnie ważny!

      Usuń
  11. Mnie filozoficzne rozważania autorki nie męczyły. I te nawiązania do paleoastronautyki, coś świetnego.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja niestety znam takie wsie, które można rzec, stoczyły sie. Uległy nie tylko rozpadowi ale i rozkładowi. Niestety.
    Moja rodzinna wieś nie należy do tych, o których pisałam powyżej, ale już od dawna ze wsi to ma tylko nazwę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Moja miejscowość bardzo mała czyli wieś w rozumieniu prawa ;)
    Nie znam pozycji czy mi się trafi do przeczytania nie wiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Na razie mam w planach nieco inne tytuły, ale nie wykluczam, że kiedyś przeczytam. Ciekawi mnie jak ja bym ją odebrała. Z jednej strony ciekawi mnie spojrzenie autorki na wieś, z drugiej nie chciałabym się męczyć przy tych filozoficznych wstawach :)

    OdpowiedzUsuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...