piątek, 13 grudnia 2013

"Kronika końca świata" Jakub Mielnik (91)




To zbiór esejów reporterskich, bądź tekstów z pogranicza reportażu i literatury podróżniczej.


Hmm, jak określić jeszcze tę publikację: to obrazy, slajdy, migawki z życia Jakuba Mielnika, które miały miejsce podczas jego podróży, ważnych momentów i przeżyć, które uznał za warte utrwalenia i opisania.

Są one bardzo różne: od opisu "egzotycznej" kawy, po nakreślenie nam akcji bardzo niebezpiecznych i niecodziennych.
"(...) siorbię mieszankę morskiej wody i kanalizacyjnych ścieków, zmieszanych z resztkami sąsiadów i zwierząt domowych rozkładających się wokół ruin. Wszystko to o smaku grubo zmielonej sumatrzańskiej kawy z cukrem."
Dlaczego taki tytuł? "Koniec świata jest procesem ciągłym, który podobnie jak historia nigdy się nie kończy". 

Poruszane są tematy żelaznej kurtyny, muru berlińskiego, wojen. "Autor prowadzi nas przez Bagdad, Londyn i Manilę, Phnom i Berlin, Tajpej, Poznań, Warszawę i Dżakartę, by dowieść, że świat nie jest wcale tak egzotyczny, jak nam się kiedyś wydawało."-zdanie pochodzi z tylnej okładki. 

Ciągle zmieniamy miejsce i czas z prędkością światła. Wspomnienia są ciekawe, te wcześniejsze z początku lat 90-tych z Europy przepełnione są energią, zakropione alkoholem, zatopione w narkotykowych szale i imprezowym ferworze młodości. Berlin, Poznań, Wrocław, cinkciarze - dowiadujemy się, bądź niektórzy z nas przypominają sobie wiele ciekawostek z wcześniejszych lat. 

Co mnie zachęciło i urzekło, to język, którym posługuje się autor - jest prosty, zrozumiały, przyjacielski, swojski. Gdzieniegdzie odbiorca ma wrażenie, że Mielnik opowiada nam swoje stare dzieje jak dobrym, znającym się kupę lat kumplom. "Makowiec to był wtedy ktoś."

Co ważne wszystko jest napisane z sposób nie nużący, atrakcyjnie, przyciągająco.

Jednak mam zastrzeżenie do niektórych rozdziałów. Wiele rzeczy w nich jest przedstawione niezwykle pobieżnie, za płytko. Te teksty powinny tworzyć jakąś całość, spójnię, mogą się różnić, ale, żeby to miało ręce i nogi, a nie zawsze niestety tak jest. Autor miał pewnie na celu taki zabieg, aby przemyślenia odbiorców były niesione w wyznaczoną stronę, ale często przez jego opisy skupiają się one na pobocznych, mniejszych szczególikach, których jest wiele, lecz nie są one dokładnie wykreślone. Po takich zdaniach po prostu czułam niedosyt. Chciałabym przeczytać o danym szczególe więcej, a nie tylko tak jakby na "łapu capu". Autor do kilku tematów podszedł za lekko, za swobodnie, za błaho. Czasami odnosiłam wrażenie, że im dalej czytałam, tym bardziej rozdział wydawał się nie mieć sensu, opisy nawarstwiają się, gmatwają, nachodzą na siebie. Co jest czym? Zadawałam sobie to pytanie kilka razy, bo nie wszystko było dla mnie czytelne.

Książka pomimo kilku minusów bardzo mi się podoba. Zawiera w sobie wiele zajmujących tematów: interesujące obrazy prostytutek, egzotyczne zachowania ludzi, intrygujące historie: o powstaniu wirusa komputerowego I LOVE YOU, ataku na WTC, nieszczęściach jakie spowodowało tsunami, o człowieku, który spędził całe życie na lotnisku, o chińskim dentyście, itd.

Im więcej rozdziałów czytałam, tym książka bardziej mi się podobała. Byłam niezwykle zaabsorbowana myślami: z czym nowym zetknę się w kolejnych tekstach autora. Najbardziej interesowały mnie te części lektury, które dotyczyły pobytu Mielnika w Chinach. Wyczytałam i wyłuskałam sporo ciekawostek, np.: Większość Chińczyków, która bardzo wcześnie rano podróżuje pociągiem do pracy, stoi w ścisku i napierając na siebie stara się równocześnie drzemać i zasnąć. Miałam taką przygodę kiedyś w pociągu PKP, ale to zdarzyło mi się tylko raz w życiu, w wakacje, jak wracałam z jakiejś ogromnej imprezy muzycznej i pociąg był napakowany niemalże pod sufit. Natomiast tam jest tak na co dzień. Niesamowite...

Mielnik pokazuje nam świat jako SWOJE miejsce. Pomimo różnic kulturowych, historii krajów i zapatrywań ludzkich, to i tak wszędzie jest podobnie. Ludzie nie różnią się od siebie w jakiś diametralny sposób. "W Kronice końca świata wszyscy jesteśmy do siebie podobni, równie podli i równie wspaniali" - tekst z tylnej okładki

Z drugiej strony otwiera nam oczy i uznaje, że możemy się od siebie różnić i to też jest wspaniałe. Naprawdę nie musimy się siebie obawiać.

Mielnik to efektywny reporter, dobry obserwator, cenny naoczny świadek, który sprawnie przedstawia nam swoje zajmujące historie. Warto zapoznać się z "Kroniką końca świata".


Jakub Mielnik w ciągu ostatnich 20 lat pracował jako reporter w kilkunastu krajach świata: od Europy przez Bliski po Daleki Wschód. Był dziennikarzem m.in. BBC, Przekroju, Ozonu, Polska The Times i Wprost. Publikował w Gazecie Wyborczej, Polityce, Newsweeku i Nowym Państwie. Relacjonował dla polskich mediów m.in. wojny w Iraku i Afganistanie, przewrót na Filipinach, azjatyckie tsunami na Sumatrze, procesy Czerwonych Khmerów w Kambodży, wydarzenia w Chinach, na Tajwanie, w Autonomii Palestyńskiej, na Ukrainie i w Gruzji. Obecnie jest zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika Focus. - tekst pochodzi ze strony http://www.wydawnictwopoznanskie.com/PL-H14/ksiazki/136/kronika-konca-swiata.html

data wydania: 2013 (data przybliżona)
ISBN: 9788371778148
słowa kluczowe: podróże, krajoznawstwo, świat
kategoria: Literatura podróżnicza, reportaż
język: polski
typ: papier
ilość stron: 259
data przeczytania: grudzień 2013r. 
wyzwanie: Polacy nie Gęsi II
Za książkę dziękuję:

42 komentarze:

  1. Kto wie, może się skuszę, od września nie czytałem dobrego reportażu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię zachęciłam:).

      Usuń
  2. Skusiłaś się jednak na tę książkę. :) I widzę, że warto było. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawie zapowiada się ta książka, a tym bardziej, że wydane zostało przez Wyd. Poznańskie - myślałam, że już nie istnieje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dotychczas nie czytałam żadnego reportażu. Jakoś wolę inne gatunki, ale mimo to, jest w tej książce coś takiego, co mnie do niej ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się Was zachęcić i zaintrygować, widzę, ze mi się udało;).

      Usuń
  5. Lubię takie reportaże. W wolnej chwili zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Raczej jej nie przeczytam, nie ciągnie mnie to takiego typu literatury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli to nie Twoje klimaty, to nic na siłę :)

      Usuń
  7. W ogóle nie znam autora, ale książka wydaje się być niezwykle ciekawa! Bardzo lubię reportaże i chętnie dowiem się czegoś nowego, fascynującego. Przeboleję nawet tą niespójność :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytam reportażów, ale tak zachwalasz tę pozycję, że gdybym tylko miała możliwość jej wypożyczenia, na pewno bym to zrobiła. Dobrym zabiegiem wydaje się być to, że autor nie dystansuje się wobec swoich czytelników - to zawsze umila czytanie :)
    Poza tym okładka. Wg - ale może się nie znam - jest małym dziełem sztuki. Coraz częściej spotyka się okładki schematyczne - i pomimo różnych wydawnictw, ba, nawet gatunków ma się wrażenie, że są one robione przez tę samą osobę na "jedno kopyto". A ta jest oryginalna, przyciąga wzrok, ale nie w sposób prostacki. Wielki plus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, okładka to jakby osobna historia, z jednej strony przyciąga z drugiej odrzuca, jest bardzo oryginalna.

      Usuń
  9. Ach, nie, niee, nieee, zupełnie nie moja bajka! I jeszcze do tego ta paskudna okładka, a feee! Ale dobrze, że Tobie się podobało. :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety, ale tym razem spasuję.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja za literaturą reporterską nie przepadam. Czasem znajdują się perełki i wtedy je "pochłaniam". Jak książka trafi w moje ręce to przeczytam, ale specjalnie nie będę szukać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też za tą formą nie przepadam aż tak, a ta powiedzmy że wpadła mi w ręce, więc pomyślałam, że dam jej szansę:). I się nie rozczarowałam.

      Usuń
  12. Narobiłaś mi ochoty na lekturę tej książki, powiem Ci szczerze! :) Z chęcią ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak zawsze świetnie to ujęłaś. Ja miałam takie momenty, że książka mnie trochę nudziła, na szczęście chwilkę później trafiałam na zachwycający fragment i w ten sposób udało mi się przeczytać pozycję do końca. Generalnie jest dobrze, ale chyba mogłoby być jeszcze lepiej:) Miłego wieczoru!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, dlatego wystawiłam ocenę dobrą na lubimy czytać. Oczywiście, że mogłoby być lepiej, ale i tak nie jest źle ;).

      Usuń
  14. Książka mi się podobała, choć przyznaję, że wstawki polityczne nastręczały mi najwięcej trudności. Ale na szczęście autor skakał po tematach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja tą polityką się aż tak nie przejmowałam ;). Szukałam w tej książce tego, co mi się podoba najbardziej i na tym się chętniej skupiałam.

      Usuń
  15. Reportaże to chyba nie mój świat, ale jak patrzę na okładkę tej książki, mam na nią ochotę. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha no tak :)) Ty lubisz wszystko co dziwne, paskudne i nieoczywiste :)).

      Usuń
  16. Szybka zmiana miejsc i chaotyzm panujący w powieści troszkę mnie przerażaja i zniechęcają. Jednak te intrygujące momenty w książce, poznawanie nowych ludzi, kultur, obyczajów bardzo mnie pociągają. Dlatego myślę, że chętnie bym po tę powieść sięgnęła:)
    Co do moich wyzwań, to już niestety od dawna w żadnym nie brałam czynnego udziału. Kiedyś udawało mi się dopasować jedną książkę do kilku wyzwań na raz. Sprawiało mi to ogromną frajdę. Zresztą ostatnio w ogóle nie byłam aktywna na blogu.
    Dziękuję Ci bardzo, że zajrzałaś do mnie. Serdecznie pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Tematyką książka już mi się podoba:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tematów jest sporo i są bardzo ciekawe, co kto lubi.

      Usuń
  18. oj bardzo chciałabym przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Lubię czytac reportaże, tylko mam wrażenie, że trudno trafic na te interesujące. Tym bardziej cieszę się, że napisałaś o pozycji, po którą warto sięgnac :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Osszzszsz no,cholercia. Znowu to powiem ale.... MUSZĘ JĄ PRZECZYTAĆ! Nie słyszałam o panu Mielniku i juz na pewno nie o jego ksiażce. I tej intrygujaco artystycznej okładce. A szkoda. No ale przynajmniej ksiażka nówka, świeżynka 2013, wiec nie będę panikować jak bardzo jestem księgarniano-zacofana. :D A już zaczynałam! Juz bym chciała być "po" sesji. Będe czytać wszystkie zaległosci. I nic że licencjat sam się nie napisze. Moze mój bedzie chiał właśnie napisać sie sam, jak myslisz? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo to się nic nie napisze... niestety :D

      Usuń
    2. Oj no, musiałaś tak brutalnie sprowadzać na ziemie.... ? :D :D :D

      Usuń
    3. Wiem, bo męczyłam się nad magisterką. Sama nie chciała ta cholera się napisać!

      Usuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...