poniedziałek, 4 listopada 2013

"Kurs szczęścia" Beata Pawlikowska (83)


Zapracuj na własne szczęście...


Pewnie większość z Was dziwi się, że widzi u mnie taką książkę. No cóż, poradniki są dla mnie totalnie niezrozumiałe, nie lubię ich czytać i zupełnie mnie nie interesują. Ale pomyślałam sobie, że dam szansę Beacie Pawlikowskiej. Nie czytałam nigdy nic z jej twórczości, ale lubię jej programy radiowe i telewizyjne, uważam ją za niezwykle ciepłą, sympatyczną i wcale nie "słodko-pierdzącą" osobę. Jest niebywale zwiewna, kobieca, wręcz dziewczęca. Najważniejsze jest jednak to, że jest koszalinianką, tak jak i ja. Od dawno miałam w swoich planach czytelniczych jakiś z jej utworów. Dorwałam więc jej książkę z krystalicznie czystej ciekawości: czy poczuję także i sympatię do pióra pani Beaty, czy pozostanę tylko przy sympatii do jej osoby.
 
"Kurs szczęścia" jest 3 tomem z serii "W dżungli podświadomości", ale w niczym nie przeszkadza rozpoczęcie naszej przygody z tą serią od środka, a nie od początku.
Cykl składa się z:
3) "Kurs szczęścia" - w sprzedaży,
4) "Trening szczęścia" - premiera styczeń 2014r.,
5) "Jestem Bogiem" - premiera marzec 2014r. - ciekawa jestem tej ostatniej;) A Wy?

Pani Beata umie pięknie opowiadać. W jej opowieściach czujemy jej osobę, która cechuje się wysoką wrażliwością, ale i pewnością w siebie, wiarą, siłą, niemalże charyzmą. 
Autorka pragnie otworzyć nam oczy, odsłonić klapki, wielką strzykawą wtłoczyć pozytywne myślenie, wiarę w siebie, siłę. Daje nam kopa do działania, do bardziej pozytywnego postrzegania rzeczywistości, do podbudowania naszej samooceny. Musimy zrozumieć, że nasze życie zależy tylko i wyłącznie od nas. Jak nim pokierujemy, tak będziemy żyć. 
Beata Pawlikowska
ur. 11 czerwca 1965
Spójrzmy na nią samą: Beata - szara myszka, zakompleksiona dziewczyna ze szkoły (jak sama o sobie pisze), stała się pewną siebie kobietą, która posiada poczucie własnej wartości, która jest silna, ale i która ciągle pracuje nad sobą, aby potrafić odnaleźć szczęście w swoim istnieniu. Szczęścia nie zdobywa się ot tak i ono już sobie jest i trwa, na szczęście się pracuje, trenuje - niestety, wcale nie jest tak łatwo:)).
W książce ukazuje ona jakie działania należy podjąć, aby dążyć do szczęścia: postanowienia, zmiany i ich realizacja zależy tylko od nas. Pomaga nam ona jednak przejść przez te nowe bariery myślowe, ukazuje, że wcale nie musi to być tak ciężkie, jak się nam wydaje. Doradza nam jak przyjaciel, czujemy z nią silną więź.
To typowa kobieca literatura, więc polecam ją głównie płci pięknej, nawet tej szczęśliwej - zawsze można odkryć w tej książce i w sobie samej coś nowego.  "Pamiętnikowe" strony, śmieszne rysunki, odręczne pismo autorki - to jakby dzielenie się jej z nami. Na pierwszy rzut oka wydawało mi się to niezwykle dziecinne, niedojrzałe, głupawe, śmieszne, nie ma miejscu, ale szybko zmieniłam zdanie, bo dzięki tym obrazkom chętniej zatapiałam się w lekturę, dzięki nim czuję się bardziej zachęcona do niej. Ćwiczenia i zadania pomagają podbudować naszą wyobraźnię i utrwalić nasze postanowienia w osiągnięciu określonych celów. Pozornie śmieszne przykłady z wiewiórką, rysiem, tudzież innych zwierzątkiem, pomagają nam dostrzec głębiej i lepiej myśli, jakie próbuje zobrazować nam autorka.
Lekcje Pawlikowskiej uważam za cenne: kroczmy pozytywnie przez życie, nie porównujmy się i nie ścigajmy z innymi, bądźmy życzliwi dla wszystkich, polubmy samych siebie, bardziej szanujmy siebie, myślmy o sobie dobrze, zapomnijmy o zazdrości, kłamstwie, ludzkiej nienawiści, braku poszanowania. Zaczynamy od zera, taka niemalże tabula rasa.
Jest tu miejsce na oddech, na morze naszych przemyśleń, dostajemy mnóstwo czasu i pomocy, aby postanowienie/myślenie zakiełkowało, zrodziło się w nas.
Niebanalnie o rzeczach oczywistych - tak lubię.
Co mnie troszkę denerwowało w lekturze to ciągłe powtórzenia, ALE są one użyte celowo, aby wciąż od nowa, w kółko, non stop przypominać i utrwalać, ćwiczyć z czytelnikiem jego postanowienie, aby w gąszczu słów ani przez chwilę nie zapomniał, po co to właściwie robi. Osobie, która chce osiągnąć dany cel i która chce zrobić to "na poważnie", utrwalenia te i powtórzenia mogą tylko i wyłącznie pomóc, nigdy nie zaszkodzą. Resztę może to niestety odrzucić, czyli takie osoby, które czytają, bo czytają, ale sensu w tym nie widzą, nie wierzą w zmiany i we własne siły.
Co jest śmiesznym (kosmicznym) posunięciem ze strony autorki, to JEJ ZASADY INTERPUNKCJI, które obalają normy. Przecinków i kropek nie używa za często, czyli nie tak, jak powinny być stosowane w zdaniach- według niej nie są one aż tak potrzebne. Dzięki takim czynnościom zdanie ma podobno inny wydźwięk, jest mocniejsze bez siekania i niszczenia go przecinkami i zamykania kropką. Poloniści pewnie załamują ręce i z pewnością dlatego większość z nich nigdy nie uzna Pawlikowskiej za poważną pisarkę. Uważam jednak, że autorce wcale na tym nie zależy, ona pisze tak, jak czuje, jest taką osobą, która ma swój świat, która niczego w nim nie przekłamuje, a wymyśla tylko "inne" środki ekspresji, którą są dość zabawne i kontrowersyjne, ale przy osobie Pani Beacie niektórzy przymrużą na to oko.
Za poradnikami nadal nie przepadam, ale "Kurs szczęścia" odbieram bardziej jako garść cennych rad od przyjaciela, niźli od eksperta. Pawlikowska nie jest psychologiem, ani jakimś ogromnym autorytetem, czy też guru, ale jej ciepło, spełnienie i dobro promieniują, "prądkują" i niesamowicie zatracają się w nas przy czytaniu. Czujemy się tym wszystkich zalani, zachłyśnięci, zaczarowani. Może także dlatego, iż Beata, nasz przyjaciel nie wstydzi się nam zwierzyć ze swojej niewiedzy, z tego, że rzuciła studia, że niektórzy mogą ją postrzegać za dziwaczkę. Codziennie zabija swój strach, wzmacnia swoją osobowość, pielęgnuje miłość do siebie. Ona po prostu robi swoje i jest zadowolona, nie ogląda się na innych, nie patrzy na zawiść wokół.
Dla mnie to taka literatura "pomiędzy". Nie jest to lanie wody, ale nie są to także konkretne, suche fakty. Bardzo podbudowująca lektura, mocny kopniak zachęcający do działania. Oczywiście nie jest to ambitna, klasyczna lektura za jaką przepadam, ale nie zmienia to faktu, że niebywale mi się ona spodobała.
Szczerze Wam powiem, że spodziewałam się po "Kursie szczęścia" czegoś gorszego i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Nie zawiodłam się na Pani Beacie, ba, lubię ją jeszcze bardziej. Osobiście uważam, że jest w niej coś ciekawego i warto ją wysłuchać. Taka romantyczna dusza nie pasująca do reszty świata, a jednak jaka wspaniała, jak zachęcająca mnie do refleksji nad samą sobą.
Za książkę "Kurs szczęścia" dziękuję wydawnictwu:
Literatura: polska
wydawnictwo: G+J Gruner&Jahr
data wydania: 25 września 2013
słowa kluczowe: szczęście, życie
kategoria: poradniki
język: polski
typ: papier
http://soy-como-el-viento.blogspot.com/p/polacy-nie-gesi-ii.html


58 komentarzy:

  1. W dżungli podświadomości bardzo mi się podobało z racji licznych nawiązań do życia autorki. w kolejnej części zaczęło się w moim odczuciu lanie wody i do następnych już nie spojrzałam. u Pawlikowskiej zdecydowanie wolę książki podróżnicze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak słyszałam, że 2 była słabsza, nie czytałam ani 1 ani 2, ale 3 mi się bardzo spodobała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie napisałaś, ale na lekturę sie nie skuszę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie nie namawiam - nic na siłę :))).

      Usuń
    2. Ja chyba tak samo nie będę czytał pod przymusem. A poza tym to ta Pani mi nie za bardzo odpowiada ;). Lubię ją z pewnych względów, ale czuję też do niej pewną niechęć z innych względów ;p. Nie ma to jak jasne i rzeczowe wytłumaczenie :D.

      Spokojnej nocy :)!
      Melon

      Usuń
    3. Haha - jesteś dziś niebywale konkretny :P.

      Usuń
  4. Mnie ta książka do siebie nie przekonała. Utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że nie lubię poradników :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak:) Zauważyłam, ja odebrałam ją jednak o niebo lepiej od Ciebie :) Tak jak napisałam, ja również nie przekonałam się do poradników, ale dla mnie ta książka to bardziej garść myśli, traktuję ją inaczej, może dlatego, że tak lubię Pawlikowską haha.

      Usuń
    2. A propos myśli, to teraz czytam "Planetę dobrych myśli" Pawlikowskiej. I bardziej mi się podoba ;)

      Usuń
    3. Chętnie bym przeczytała.

      Usuń
  5. Z przyjemnością więc sięgnę po jej publikacje :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że nie ma tutaj zbędnego lania wody ani suchych konkretnych faktów. Wprawdzie nie lubię poradników, gdyż wolę uczyć się na własnych błędach, ale wspomniane przez ciebie cenne rady od pani Beaty jakoś do mnie przemówiły, dlatego postaram się poszukać tej książki i całą ją przestudiować na swój sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mądre podejście Krysiu, masz rację - każdy musi na swój sposób odkryć dla siebie tą książkę.

      Usuń
  7. Tego typu poradniki to nie do końca książki dla mnie, ale lubię tę babeczkę...z resztą poczekam aż mam kupi sobie ę książkę wtedy i ja przeczytam z czystej ciekawości;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem jak ją odbierzesz i czy lubisz takie klimaty.

      Usuń
  8. Poradników nie lubię, ale i tak już na czytanie Pani Pawlikowskiej brakło by mi czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po trochu i tego i tego, ale raczej poradników nie czytam. Radzę sobie sama co nie znaczy, że nie korzystam z rad, ale raczej nie książkowych.
      A tak w ogóle to jakoś nie ciągnie mnie do książek Pani Pawlikowskiej.

      Usuń
    2. Całkowicie rozumiem, a z Pawlikowską to jest zazwyczaj tak, że albo się ją lubi, albo kogoś drażni.

      Usuń
  9. Jak już będę sięgać po książki tej pani to raczej tylko podróżnicze. :) I do nauki języków też są fajne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja przeczytałabym wszystko Pani Beaty - po prostu podeszła mi jej wrażliwość.

      Usuń
  10. Wolałabym jednak zacząć od książek podróżniczych tej autorki. Ale nie mówię nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podróżnicze też bym chętnie przeczytała :)).

      Usuń
  11. Jak ja nie lubię poradników! Nigdy żaden przeze mnie poradnik nic w moje życie nie wniósł, nie znalazłam w nim nic, czego już bym nie wiedziała ... Wolę książki pani Beaty-podróżniczki :)
    A Beata Pawlikowska robi wrażenie delikatnej zwiewnej kobietki, ale jest silna, a kiedy trzeba jest twarda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - delikatna, a jednak twarda.

      Usuń
  12. Za poradnikami nie przepadam. Swego czasu słuchałam audycji Pani Beaty i sprawiały mi one dużo frajdy.
    Basiu, widzę, że czytasz Dehnela. Z niecierpliwością czekam na recenzję. Nie jest to jednak jego najlepsza książka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko to całkiem zgrabny zbiorek opowiadań. Akurat tego zbiorku nie będę tutaj omawiać (wiele z przeczytanych książek tutaj nie przedstawiam), ale jak trafi mi się jego "Lala", to opiszę ją z pewnością i zrobię to wtedy specjalnie dla Ciebie ;). A Dehnela właśnie przez Ciebie pożyczyłam.

      Usuń
    2. W takim razie będę cierpliwie czekać:)
      Ja też nie piszę o wszystkich książkach, które przeczytałam. Często czytam, ale rzadko piszę:)

      Usuń
    3. Tak, tylko, że z "Lalą" jakoś ciężko i opornie w mojej bibliotece. Czytam teraz jego "Balzakianę" i ją kiedyś opiszę. Wspaniała - jak nie czytałaś, to koniecznie musisz nadrobić !!!

      Usuń
  13. nie przepadam za jej książkami :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaciekawiła mnie ta zasada autorki na temat interpunkcji i chciałabym sprawdzić jak to wygląda, ale za poradnik podziękuję, bo raczej nie czytam takich rzeczy:D

    OdpowiedzUsuń
  15. Do tej pory nie miałam okazji czytać książek Pani Beaty, ale po Twojej recenzji, zapałałam chęcią, aby to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi to słyszeć. To był mój debiut z tą autorką i się nie rozczarowałam.

      Usuń
  16. Beatę Pawlikowską lubię, ale przede wszystkim w wydaniu podróżniczym:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Może kiedyś przeczytam, sama nie wiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi bardzo się podobała ta książka, zachęcam.

      Usuń
  18. Książki, których autor nie stosuje się do zasad interpunkcji, męczą mnie i gniewają. Takie pisanie to według mnie wysilanie się na oryginalność i nieliczenie się z czytelnikiem. Lubię tradycyjny styl pisania; kropki i przecinki muszą stać na swoim miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to też dość drażni, to nie jest normalne :).

      Usuń
  19. Nie, nie, nie, zdecydowanie nie dla mnie. Podróżnicze jeszcze jeszcze, ale ta książka kompletnie nie jest dla mnie.

    Basiu, wytyczne do wyzwania na listopad masz w ramce na blogu po prawej stronie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Książki Pawlikowskiej raczej nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno, i siebie i wszystkich nie zadowolę :P:)).

      Usuń
  21. Poradników na razie... unikam, choć ich nie przekreślam. A z twórczością pani Beaty chętnie bym się zapoznała. Jednak sięgnęłabym po coś z literatury podróżniczej.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie ciągnie mnie do poradników, a jeżeli już jakiś czytam to tak powiem z przymrożeniem oka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba mój 2 czy 3 poradnik w życiu :P

      Usuń
  23. Hej, a ja ją jednocześnie lubię i mnie drażni. I nie wiem co bardziej. W sumie wolę Cejrowskiego (który też bywa irytujący i przemądrzały) i Martynkę Wojciechowska (która jest do rany przyłóż), ale gdyby mi zaproponowali (ho, ho, ho księżnisia, mi, zaproponowali... hahahahahhahahahaha) wycieczkę do buszu, tropików, amazonii, na pustynię, Mount Blanc... to raczej bym nie pogardziła. Co do poradników to chyba mogę napisać to co pozostali, chociaż w odróżnieniu do reszty w dzień / dwa po przeczytaniu jakiegoś "poradnika" mądrej lub ciekawej osoby czuję moc zmieniania wszystkiego wokół (mija szybko, ale jakoś tam jest to pouczające). No i czasami - tylko czasami, ale jednak - muszę na siłę imputować sobie różowe okulary więc... czemu nie. Jeśli będę umierać z nudów i bezsensu to sięgne po poradnik Pawlikowskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cejrowski jest niebywale irytujący, ale... interesujący, Martyna jest świetna, każdy z nich jest inny i to też jest wspaniałe!!! Mam nadzieję, że uda Ci się kiedyś tak popodróżować ;) Książka dość ciekawa, mi się podobała:))

      Usuń
  24. Witam,
    po pierwsze za kogo trzeba się uważać żeby dawać szansę osobie, która tej szansy nie potrzebuje.Tylko dlatego, że jest się z tej samej miejscowości to trochę płytki argument jak na osobę uważającą się za alfę i omegę.Nieudolna próba oceny twórczości p.Beaty świadczy o braku tolerancji i uprzedzeniach jakie istnieją w schematach myślowych panujących w Polsce czytaj "moher power thinking" .Teraz pojawia się pytanie co oznacza literatura ambitna i gdzie jest tak napisane?...Jeśli chodzi o poradniki p.Beaty to jest to akurat wiedza, którą posiadają nieliczni i jak widać nieliczni rozumieją sens istnienia takich lektur.Powinny być one podstawą w rozwoju człowieka i tutaj pojawia się kolejne pytanie :co by było gdyby wszyscy byli szczęśliwi?Odpowiedź brzmi:nie byłoby osób krytykujących.Osoba pisząca wypowiedź o p.Beacie absolutnie nie jest krytyczna tylko uzurpuje sobie prawo do oceny twórczości pani Beaty.Powiem więcej osoba ta jak sama pisze uważa te lekcje za bezcenne cyt:"..krocząc pozytywnie przez życie."Oczywiście ta nie ambitna lektura, która tak niebywale Ci się spodobała jest opinią, która nikogo nie interesuje (no może oprócz samej Ciebie).Pani Beata nie pasująca do reszty świata "romantyczna dusza" dała Ci refleksję nad sobą bo jest Ci ona niesamowicie potrzebna. Gratulacje, że do tego doszłaś.
    p.s.przepraszam za wszelkie błędy szczególnie za interpunkcyjne ( jeżeli w ogóle takowe się pojawiły) bo zapewne byłabym wtedy odebrana jako "nieuk".Pozdrawiam serdecznie pokolenie "moher power"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem Twoich słów i kwasu, bo tak uszczypliwe słowa mają chyba mi coś niby wyżreć niczym kwas. Nigdy nie uważałam się za alfę i omegę, nigdy, to tylko opisanie mojego zdania.
      Gratuluję oceny mojej opinii o jej twórczości. Tak, to moja ocena, pisana dla mnie, a kto chce przeczytać, ten czyta. Musisz być bardzo nieszczęśliwą osobą patrząc na wszystkich z góry. Ach, i nie pisz za cały świat, że moja opinia nikogo nie interesuje, nie jesteś alfą i omegą. Współczuję Twojej rodzinie, o ile takową posiadasz...
      P.S.: Radzę następnym razem się podpisać, bo już wtedy anonimy pokasuję, bo jak widzisz bardzo lękam się twojej krytyki, baaardzo.

      Usuń
  25. Usuwanie anonimów świadczy miedzy innymi o lęku przed krytyką:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisanie anonimów świadczy o swojej niepewności. A plucie jadem, totalnie niepotrzebne, każdy ma inne zdanie i myślenie - ja nie neguję Twoich, jest bezcelowe, bo na nikogo nie działa.

      Usuń
  26. Mnie nie obchodzi gdzie stoi przecinek gdzie kropka. Dla mnie mogło by to nie istnieć. Po co to komu. Komplikowanie sobie życia. Ważna jest treść i by ją zapamiętać.
    Mam wszystkie książki pani Beaty. Pomagają mi żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie interpunkcja ma ogromne znaczenie, chociaż sama często się mylę w jej stosowaniu.

      Usuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...