poniedziałek, 19 sierpnia 2013

"Piaskownica" Danuta Marcinkowska (63)



Bardzo banalna, ciepła, rodzinna opowieść.
Żona po wypowiedzeniu życzenia zamienia się na ciało z mężem. Powiecie: już to znam, jakie to przewidywalne, polska autorka naczytała się amerykańskich głupawych pozycji. No cóż, i w dużej mierze, mówiąc to, mielibyście rację.
Niestety jestem bardzo zawiedziona i rozgoryczona. Książkę przeczytałam w około 70 minut, szybciutko (ma około 150 stron małego formatu). Nawet jak lektura mi się nie podoba, to żal mi ją przerwać, nie wiem dlaczego, nie lubię nie dokończyć książki - czy Wy też miewacie takie myśli? Oczywiście zdarzyło mi się poddać i coś sobie odpuścić, ale było to tylko kilka razy w moim życiu.
Małżeństwo kłóci się o swojego dwuletniego synka, nie rozumie swoich potrzeb. Mamy tutaj do czynienia z tradycyjnym schematem polskiej rodziny: mąż pracuje, a żona opiekuje się dzieckiem, uniwersalny podział obowiązków. Niesamowicie prostolinijna, płytka pozycja. Jestem ciekawa czy na półkach pani Marcinkowskiej znajdują się lektury typu amerykańskie pamiętniki, poradniki i inne, podobne "głębsze" pozycje, bo aż się prosi o stwierdzenie, iż to właśnie z nich autorka czerpie swoje inspiracje.
Oczywiście mąż i żona po zamianie (bo jakby mogło być inaczej) zaczynają rozumieć znowu siebie nawzajem i szanować swoje potrzeby. Auuuu - ziewnęłam. Naprawdę, uwierzcie mi, można było stworzyć z "Piaskownicy" dość finezyjną lekturę, przyozdobić ją, wzbogacić posiłkowymi wątkami, ale na nieszczęście jest ona napisana tak słabym piórem, że to aż się prosi o pomstę. Wielu z Was skonstruowałoby to na bank o niebo lepiej! Jest tu wiele sytuacji wyjętych z dnia codziennego, normalności, oczywistości. Zastanawiam się, czemu mają służyć te opisy? CODZIENNOŚĆ MAM NA CO DZIEŃ! Literatura ma porywać, zniewalać, pomagać dostrzegać innowacyjne ścieżki zapatrywania na świat, a jeżeli żądam za wiele, to niech chociaż mnie bawi lub w jakimkolwiek innym stopniu zaintryguje. A tu nic!  
Do teraz zastanawiam się co mnie podkusiło, żeby wypożyczyć "Piaskownicę" z biblioteki. Chyba to, że była w nowościach, okładkę uznałam za całkiem ujmującą, a tytuł za dość nietypowy. Poza tym pragnęłam się odmóżdżyć, przeczytać coś lekkiego. Jednak widzę, że takie rodzinne, pogodne czytadła nie są chyba jednak stworzone dla mnie. Muszę sięgnąć po bardziej ambitne utwory, bo ta swojska, ale całkowicie płaska, familijna opowieść była bardzo marna. Nie mogę wykrzesać z siebie choćby cienia entuzjazmu, czy jakiejkolwiek pojedynczej, pozytywnej myśli na temat tej książeczki. Banał, brak polotu, bezbarwność, pustosłowie. Chciałam bardzo, żeby rzuciła swój maleńki urok na mnie, ale jej się nie powiodło. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, prawda? Zdecydowanie nie polecam. Nie traćcie 70 minut ze swojego cennego życia. Uważam, że takie lekkie czytadła powinny być zabronione - już harlequiny bardziej pobudzają nas do dumania, marzeń i rozpamiętywania.

Wydawnictwo: Replika
data wydania: 26 sierpnia 2010     
liczba stron: 160
kategoria: Literatura współczesna
język: polski
typ: papier

67 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już po pierwszych zdaniach recenzji wiem, że jedyne co warto zrobić z tą książką, to ją sobie odpuścić.

    Dzięki za odwiedziny u mnie i zapraszam ponownie - na kolejny wywiad z bloggerką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze zdanie to nic, jak doczytasz do końca, to już będziesz miała totalnie dosyć:)

      Usuń
  3. Zawsze mi przykro, kiedy książka okazuje się całkowitym niewypałem i kończę ją czytać rozczarowana pod każdym względem :(
    Ja też tak mam, jak Ty, że nawet jak książka mi się nie podoba, to ją czytam dalej. Już tak mam :) Przykład z ostatnich lat - "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Przebrnęłam, choć długo mi to zajęło. Odkładałam i wracałam. Nic nie pomogła, książkę uważam za słabiutką i raczej nie sięgnę po kontynuacją mimo, że obiecałam spróbować :/ Chyba, że będę miała na tyle sił, żeby znowu przez to przechodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edyta czytałam całą trylogię Grey'a. Uwierz mi, przy "Piaskownicy" to nawet Grey jest całkiem niezły:)

      Usuń
    2. Edytko uwierz...jak Basia uważać że coś jest gorsze od Greya to to jest;PPP ;DDD wiem coś o tym bo miałyśmy na jego temat małą dyskusję;P

      Usuń
    3. Nie czytałam Greya, ale słyszałam, że to dziadostwo :p skoro ta książka jest i tak lepsza od tamtej serii, to i tak dobrze :) Ale nie na tyle, żebym się na nią skusiła :)

      Usuń
    4. Nie, nie. Uważam, że Grey jest zdecydowanie lepszy:)

      Usuń
  4. Basieńko bo po prostu musisz sięgnąć po dobre letnie czytadło;PPP .... ja osobiście także nie lubię zostawiać niedoczytanych książek, ale kilka w życiu porzuciłam i nawet teraz powtórnie do mnie nie trafiają...np. Piekara i Młot na Czarownice...a tak w ogóle przeczytałabym ten pierwotny Młot na czarownice - dokument, który mówi o karach i torturach dla kobiet uznawanych za wiedźmy...ale jest z nim mały problem...podobno jest drastyczny...co do historii to wolę tę wersję wydarzeń w formie filmu typy Dziś 13 jutro 30 lub Czego Pragną Kobiety? czy Zakręcony Piątek...więc zastosuję się do opinii i dam sobie z tą pozycją spokój;)) pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trafiłam na dość słabe.

      Usuń
    2. następna będzie lepsza;)) xxx

      Usuń
    3. Na 100%. Odnoszę wrażenie, że wszystko będzie lepsze od tego.

      Usuń
    4. pozytywne podejście ;DD <3

      Usuń
    5. tak to jest najważniejsze;)

      Usuń
  5. Dziwna książka. Nie miałam pojęcia, że taka istnieje. Przynajmniej już wiem, żeby przypadkiem się na nią nie skusić! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że to strasznie słaba książka. Szkoda mi na nią czasu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zamiast o książce wspomnę o nagłówku. Pierwsze skojarzenie to bajka Yu-Gi-Oh. Choć tam było straszniej. Bardzo przyjemny, ciekawy graficznie blog. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie Aniu, bardzo mi miło słyszeć te słowa:) Mi też się tu podoba:)

      Usuń
  8. Faktycznie zamiana żony na ciało męża, to historia niemal typowo amerykańska, gdyż całkiem niedawno oglądałam nawet film o podobnej tematyce.
    Widzę jednak, że ta książka nie porwała cię niczym szczególnym, dlatego i ja nie będę tracić na nią swojego czasu.

    OdpowiedzUsuń
  9. I ja odpuszczę sobie tę książkę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, mam nadzieję - to i tak nie Twoje klimaty wiośniarzu;)

      Usuń
  10. chętnie przeczytam coś lekkiego:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Podziękuję za tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. "Powiecie: już to znam, jakie to przewidywalne" - dokładnie tak powiedziałam. Rozumiem Cię, bo też nie lubię porzucać książek w trakcie lektury. I nie straciłaś 70 minut; pomyśl, jak wiele dobrego zrobiłaś, ostrzegając wszystkich czytelników Twojego bloga przed tą książką. :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, dziękuję za docenienie i miłe słowa xxxx.

      Usuń
    2. składamy pokłony Basiu ;P za nieocenioną wiedzę i chęć niesienia pomocy;DDDDDDDDD hihi xxx

      Usuń
  13. Temat jest oklepany, zamiana ciał. Widziałam przynajmniej trzy takie filmy - mąż z żoną, matka z córką oraz wnuczek z dziadkiem. Kombinacji było wiele. Raczej po książkę nie sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oklepany do bólu + niebywale prosty jak drut język = nie zniese tej lektury!

      Usuń
  14. A ja jeszcze nie miałem okazji czytać cokolwiek takiego, wiec kto wie :D. Dla mnie to będzie jakaś nowość ;p.

    Pozdrawiam ciepło!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja Melonowa głowa by się poddała w tym przypadku, uwierz mi. I bardzo dobrze by zrobiła.

      Usuń
    2. Hahaha, no dobra, poddaję się :D.

      Usuń
  15. Ech.. Miałam nadzieję, że to coś lepszego - też się skusiłam w bibliotece na wypożyczenie tej książki, ale teraz chyba oddam ją bez czytania, skutecznie zniechęcasz :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nominowałam Cię do Liebster Award! Zapraszam do zabawy. Szczegóły u mnie na blogu :)
    http://kolorowaksiazka.blogspot.com/2013/08/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję pięknie, ale tak jak już Ci pisałam u Ciebie. Jakiś czas temu brałam w niej udział, więc sobie teraz odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zupełnie nie w moim typie, ale moja ciocia jest amatorką takich książek:)
    http://qltura.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się okazało, w moim typie też nie jest:)

      Usuń
  19. Faktycznie nie dziwię, się, że okładka przykuła Twój wzrok. Szkoda tylko, że nie znalazło się w tej książce coś bardziej ambitnego, coś bardziej, że tak powiem artystycznego :)

    OdpowiedzUsuń
  20. każdemu co jakiś czas trafia się literackie rozczarowanie. póki jednak jesteśmy w stanie doczytać je do końca, nie ma dramatu. sama dałabym się urzec tej okładce i pewnie tak samo bym narzekała.

    OdpowiedzUsuń
  21. To przynajmniej Cię przestrzegłam:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja też szukam w literaturze oderwania od rzeczywistości. Najlepiej jeśli historia jest niebanalna i dodatkowo zachwyca językiem. Niestety, to rzadkość. Mi też się zdarza, że przypadkiem trafiam na podobne gnioty. Wtedy kończę na 1-2 stronach, szkoda mi czasu:) Basiu, dobrze, że napisałaś recenzję tej książki, będę wiedziała, że tą autorkę należy omijać szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko omijaj najszerszych łukiem jakim możesz:) Ja mam coś nie tak z głową, szkoda mi zostawić i nie przeczytać, ale musze się tego uczyć!!! Życie jest zdecydowanie za krótkie.

      Usuń
  23. Skoro to aż tak słaba lektura to chyba nie ma co ryzykować i tracić czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Już po przeczytaniu pierwszego zdania recenzji pomyślałam: oho, to chyba nie dla mnie. I po doczytaniu jej do końca stwierdzam że faktycznie, to na pewno nie dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Faktycznie słabiutka. Może za jakiś czas zapomnę o twojej opinii i przez przypadek jednak chwycę książkę z półki, wtedy zobaczymy jak ja ją odbiorę.

    OdpowiedzUsuń

Wasze uwagi są dla mnie cenne.
Dziękuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...